Ciemna strona straszenia świętym Mikołajem. Rodzice, chcąc osiągnąć swój cel, robią dzieciom krzywdę na lata

"Jak nie zjesz do końca, to Mikołaj nie przyjdzie". Chyba każdy z nas zna tę technikę przekonywania dzieci, by osiągać swoje cele. W końcu nic tak nie trzyma młodego człowieka w ryzach, jak właśnie strach. Metoda ta, choć skuteczna, jest niezwykle szkodliwa. Rodzice nawet nie zdają sobie sprawy, jaką krzywdę robią tym swoim dzieciom.

W okresie przed Bożym Narodzeniem nietrudno o zdenerwowanie, przemęczenie i przebodźcowanie ilością obowiązków, migającymi z każdej witryny sklepowej lampkami i puszczanymi na okrągło świątecznymi piosenkami. Szczególnie będąc rodzicem, jest to wymagający czas, w którym trzeba znaleźć prezenty dla bliskich, zadbać o dom i zaplanować Wigilię. Nie jest to jednak pretekst, by w wychowaniu dzieci "iść na skróty" i straszyć ich świętym Mikołajem. Technika ta może zaszkodzić im na lata, choć nie każdy o tym wie. Więcej ciekawych treści znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.

Zobacz wideo Czym jest szczęście? Przedszkolaki odpowiadają

Idea prezentów, czyli dlaczego obdarowujemy bliskich?

Zanim przyjrzymy się faktycznemu komunikatowi, który płynie ze straszenia dziecka świętym Mikołajem, warto przyjrzeć się samej idei dawania prezentów. Dlaczego to robimy? Najczęściej chcemy bliskiej osobie po prostu sprawić radość. Dając prezenty dorosłym, nie oczekujemy zazwyczaj, że spełnią specjalne wymagania, by otrzymać upominek. Chcemy to zrobić, by zobaczyć ich uśmiech, by pokazać, że nam na nich zależy.

Z tego prostego powodu, prezent nie powinien być nagrodą za dobre sprawowanie, a chęcią sprawienia komuś frajdy. Właśnie dlatego straszenie dziecka tym, że święty Mikołaj nie przyjdzie, zaczyna zaburzać w jego młodej psychice postrzeganie pojęcia obdarowywania bliskich prezentami.

Straszenie dziecka Mikołajem. Jaki komunikat faktycznie dociera do malucha?

Co więc faktycznie słyszy dziecko, gdy rodzic triumfalnie rzuca "Mikołaj nie przyjdzie, bo jesteś niegrzeczny"? Dla młodego człowieka, jest to komunikat równoznaczny z tym, że na prezent musi zasłużyć. Upominek, który znajdzie pod choinką, ma być więc nagrodą, a nie czymś bezinteresownie miłym. Dziecko zaczyna więc żyć w przekonaniu, że nie zasługuje na prezenty bezwarunkowo. Musi być wystarczająco grzeczne, wystarczająco dobrze się uczyć, czy wystarczająco dużo pomagać w domu.

Choć może wydawać się to błahe, to straszenie Mikołajem potrafi wywołać w dzieciach traumę na lata. Nie będą mogły one zrozumieć, że zasługują na miłe uczynki i upominki bez większego powodu. Co więcej, w okresie świątecznym dzieci będą skupiać się na widmie niebezpieczeństwa (w końcu brak prezentu byłby straszną karą), zamiast na radosnym czasie w rodzinnym gronie.

Pozostaje jeszcze jeden ważny aspekt. Straszenie dziecka, gdy zachowuje się ono nieodpowiednio, wcale nie jest rozwiązaniem. Motywacja do zmiany jest bowiem zewnętrzna i nie wynika ze zrozumienia problemu, a z chęci otrzymania prezentu. Gdy rodzicom zabraknie "straszaków", dziecko może znów zachowywać się tak, jak nie życzą sobie tego opiekunowie. Lepiej więc postawić na rozmowę i tłumaczyć młodemu człowiekowi, dlaczego nie powinien robić niektórych rzeczy. Straszenie zaś odpuśćmy sobie raz na zawsze.

Więcej o:
Copyright © Agora SA