Wiktorek urodził się z połową serduszka. "Przez trzy lata życia był w domu w sumie może rok"

Mały Wiktorek powinien cieszyć się dzieciństwem, ale tak nie jest - urodził się tylko z połową serduszka, co oznacza, że może umrzeć. Jedyną nadzieją jest operacja, ale ta jest bardzo kosztowna, dlatego mama chłopca założyła zbiórkę i prosi wszystkich o pomoc.

Wiktorek Zawadzki przyszedł na świat trzy lata temu w Węgrowie. Obecnie powinien już chodzić do przedszkola i bawić z innymi dziećmi, ale poważna wada genetyczna sprawiła, że większość swojego krótkiego życia spędził w szpitalu. Chłopiec urodził się bowiem z HLHS (hipoplastic left heart syndrome), czyli zespołem niedorozwoju lewego serca. To oznacza, że ma tylko połowę tego ważnego organu i bez operacji nie ma szans na przeżycie.

Zobacz wideo Jak wyglądała zbiórka na "Ambulans z serca"? "Ludzie uważają, że idea tej karetki nie jest taka głupia"

Mały Wiktorek nie ma połowy serca. Konieczna jest operacja rekonstrukcji tego organu

Jak opisuje mama Wiktorka na SiePomaga.pl, "Pierwszy rok swojego życia mój synek spędził na kardiologii. Nie znał innych ścian, za kołysankę do snu służyło mu pikanie maszyn. Walczył z sepsą, infekcjami... Walczył o życie…". Wiktorek ma już za sobą jedną operację - 26 października w klinice w Stanford chłopiec przeszedł rekonstrukcję łuku aorty, co kosztowało dziewięć milionów złotych, jednak wówczas pomoc była z wyjątkowej strony - brakujące pieniądze podarowali rodzice zmarłej dziewczynki, która również chorowała na serce, ale nie doczekała się operacji. Tym razem do zebrania jest niewiele mniejsza kwota sześciu milionów złotych i bardzo mało czasu - tylko sześć miesięcy, inaczej Wiktorek umrze. Dlatego mama chłopca założyła zbiórkę i prosi każdego, kto może o datki w dowolnej kwocie. Cenna jest każda złotówka. Dorzucić swoją cegiełkę można tutaj - Wiktorek.

 

Wiktorek musi przejść operację serca, aby żyć. O wadzie lekarze wiedzieli jeszcze przed porodem

Jak podaje serwis Parenting.pl, o tym, że Wiktorek przyjdzie na świat z chorym serduszkiem, było wiadomo jeszcze przed jego narodzinami. Gdy jego mama była w dziewiątym tygodniu ciąży, lekarze zauważyli nieprawidłowości w sercu chłopczyka, ale wtedy jeszcze nie wiedzieli, jak bardzo są poważne. Dopiero gdy wykonano echo serca u płodu, wiadomo było, że Wiktorek będzie miał tylko połowę serca. Od dnia narodzin chłopiec spędza czas głównie w szpitalu. "Przez trzy lata życia synek był z nami w domu w sumie może rok. Od jego urodzenia wciąż kursujemy pomiędzy szpitalami. Zdarzało się, że zabieraliśmy go do domu, a kilka dni później już jechaliśmy na oddział" - opisała z rozpaczą mama Wiktorka. Więcej ciekawych artykułów o dzieciach znajdziecie na naszej stronie głównej Gazeta.pl.

Więcej o:
Copyright © Agora SA