Dziecko musi "zabić matkę". Inaczej nie dorośnie. Psycholożka: Rodzic żyje tylko dzięki tobie

Czas biegnie nieubłaganie i nie chodzi tu wcale o siew włosy, czy pojawiające się na twarzy zmarszczki, ale zmiany w życiu, które są potrzebne, także w życiu rodzinnym. Jednak okazuje się, ze dla niektórych rodziców, są one nie do przejścia. Bo kiedy dziecko dorasta i wyfruwa z rodzinnego gniazda, zmienia się wszystko. Także rola matki, która musi "umrzeć, by na nowo się narodzić".

Dorastanie dzieci dla wielu rodziców jest bardzo trudnym czasem. I nie chodzi tu wcale o bunt nastolatka, jego humorki, zmiany nastrojów, czy przeróżne tarapaty, jako konsekwencje niektórych działań. Liczy się tu pewna zmiana podejścia do dziecka, które jest już dorosłe i nie potrzebuje mamy-opiekunki, a partnera. Odcięcie pępowiny jest tu kluczowe. Tę kwestię poruszyła w swoim artykule Agnieszki Wrzesień, która w rozmowie z psychoterapeutką Justyną Dworczyk, odniosła się do relacji na linii matka-dziecko. "Żeby dziecko stało się dorosłe, musi "zabić matkę", a matka musi mu na to pozwolić" - czytamy. Czy ma rację? Więcej informacji znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.

Zobacz wideo Jak Klaudia Halejcio o siebie dba? Mówi, w czym teściowa jest lepsza od jej mamy

Matka - opiekun musi odejść, by znaleźć miejsce dla nowej roli

Odejście dziecka z domu, wyfrunięcie z gniazda – nie jest łatwym przeżyciem dla matek, które poświęciły wiele dla swoich dzieci. Jednak te, w pewnym momencie zaczynają żyć własnym życiem i dokonywać własnych wyborów (niekoniecznie tych dobrych), co może okazać się szczególnie bolesne dla ich rodziców. Jednak taka jest kolej rzeczy i aby mogło to nastąpić, należy przede wszystkim zmienić swoje podejście. Taką rolą przełomową może być np. ślub dziecka, jednak nie wszystkie matki są w stanie od razu sobie poradzić z nową rzeczywistością. "Zaprzeczanie temu, że jest to jedno z najtrudniejszych przeżyć w życiu matki, moim zdaniem jest dużo gorsze niż uznanie, że to również bardzo bolesny czas. I żeby dobrze go przeżyć i zrobić miejsce dla całej gamy tych pozytywnych doznań, jakie niewątpliwie płyną z tego faktu, trzeba świadomie zmierzyć się z rozpaczą, smutkiem, poczuciem końca, które się wtedy pojawiają. Bo to taki moment w życiu, który po prostu jest godzien opłakania. Doświadczenie zawiera w sobie sprzeczne uczucia, pomijanie któregokolwiek z nich utrudnia przeżycie tego czasu" - zaznacza psychoterapeutka Justyna Dworczyk w rozmowie z dziennikarką portalu "Wysokie Obcasy", Agnieszką Wrzesień.

Kluczową kwestią jest tu przede wszystkim zmiana, która jednakowo musi zajść u dorastającego dziecka, ale także matki. W przeciwnym razie te relacje, z tych przynoszących obopólne korzyści, mogą zmienić się w toksyczne, a nawet patologiczne. Bo jak zaznacza psychoterapeutka, dorosłe dziecko musi "zabić" swoją matkę, by mogło dorosnąć. Jednak okazuje się, że nie zawsze to takie proste, bo niektórzy rodzice, boją się tego momentu i na to najzwyczajniej w świecie nie pozwalają. "Bo jak masz "zabić" tego rodzica, kiedy okazuje się, że on żyje tylko dzięki tobie, że jedyną rolą, w jakiej siebie obsadził, jest rola rodzica? Dlatego, żeby dziecko mogło bezpiecznie odejść w dorosłość, rodzic musi mu w tym pomóc. Musi dać sobie prawo, żeby – nie boję się tego powiedzieć – umrzeć jako matka dziecka, a narodzić się jako matka osoby dorosłej. Tamta rola już się skończyła. Dorosłe dziecko nie potrzebuje już rodzica opiekuna, ale rodzica, który jest partnerem dorosłego człowieka" - czytamy w przytoczonym artykule.

"Nie tak cię wychowałam". Często padają te słowa?

Dorosłe dzieci potrzebują od swoich rodziców zupełnie innego wsparcia. I nie chodzi tu wcale o przygotowywanie posiłków, czy wspólne spędzanie czasu. Dorosłe dziecko najbardziej potrzebuje tu rodzica, który nie osądza, nie gani, nie strofuje, ale służy dobrą radą i wsparciem w każdej sprawie, nawet jeśli nie do końca wydaje się ona dobra.

Częstym błędem rodziców dorosłych dzieci jest zbytnie angażowanie się w sprawy swoich dzieci. Ważne jest tu też uświadomienie sobie tego, że życie dziecka nie jest przedłużeniem życia rodzica. Musi znaleźć się tu miejsce na błędne decyzje, problemy i kłopoty, a nie oskarżenia: "Nie tak cię wychowałam", czy "Jesteś niewdzięczna".

"Dzieci nie przychodzą na świat, żeby spełniać nasze oczekiwania. "Nie udałeś mi się" to objaw tak zwanego narcystycznego przedłużenia, czyli "czego nie ogarnęłam ja, to ogarną dla mnie i za mnie moje dzieci", w centrum uwagi jest "ja". Wymagania związane z niedokończonym rozwojem osobistym rodzica powodują to, że tak długo niektórzy muszą trzymać dzieci przy sobie, jak długo one nie zrealizują ich pragnienia, by były idealne - według ich założeń i planów. A to nie stanie się przecież nigdy" - dodaje Dworczyk, z którą nietrudno się nie zgodzić.

Więcej o:
Copyright © Agora SA