"Dzikie dziecko" wychowane przez niedźwiedzie zamieszkało na królewskim dworze

Polska królowa, która słynęła z zamiłowania do nauki i naukowych eksperymentów, poleciła sprowadzić znalezione w litewskim lesie dziecko. Nie wiadomo, jak wcześniej wyglądało życie chłopca, jednak w Polsce stał się ciekawostką i towarzyską maskotką. Tyle że bardzo agresywną.

Więcej niezwykłych historii na stronie Gazeta.pl

Romulus i Remus - legendarni bliźniacy, którzy założyli Rzym, mieli być wychowani przez wilczycę. Porzuceni w koszu na brzegu rzeki płakali z głodu, co zwróciło uwagę zwierzęcia. Wilczyca wykarmiła dzieci swoim mlekiem, w końcu chłopcy trafili pod opiekę królewskiego pasterza. Wilki przygarnęły także Mowgliego - bohatera opowieści brytyjskiego pisarza Rudyarda Kiplinga, autora "Księgi dżungli". "Dzikie dzieci" zawsze budziły wielką ciekawość ludzi - próbowali dociec, w jaki sposób uchowali się bez opieki rodziców, jak udało im się przeżyć w lasach pełnych zwierząt, co potrafią, a czego nie. Jednym z nich miał być Victor z Aveyron (Francja), chłopiec znaleziony przez myśliwych w lesie, który wychowywał się z dala od cywilizacji i którego ciało pokrywały liczne blizny. Nie potrafił mówić, a jedynie warczał jak zwierzę. Gdy takie dzieci jak on trafiały między ludzi, to zadanie ucywilizowania ich okazywało się niezwykle trudne i zwykle kończyło się fiaskiem. A dziecko przeniesione do zupełnie nieznanego mu świata czekał smutny los. "Dzikim dzieckiem" z Litwy w XVII wieku niestety zainteresowała się Ludwika Maria Gonzaga. Królowa postanowiła go ucywilizować. Nie wiadomo, jak potoczyłyby się losy chłopca, gdyby nie trafił do świata ludzi, można tylko mieć nadzieję, że nieco lepiej.

Zobacz wideo Jakie są problemy polskiej edukacji? "Każdy musi iść na korki" [SONDA]

Ciekawska królowa znad Wisły

Francuska Ludwika Maria Gonzaga (1611-1677) była żoną dwóch polskich królów - Władysława IV i Jana II Kazimierza. Do jej najważniejszych zadań należało oczywiście zapewnić mężowi - zarówno pierwszemu, jak i drugiemu - męskiego potomka. Ludwika urodziła dzieci tylko Janowi II Kazimierzowi - dziewczynkę i chłopca, ale oboje zmarli jako niemowlęta. W tej roli się więc "nie sprawdziła". Miała też bardzo poważną - z punktu widzenia króla i dworu - skazę. Była mianowicie bardzo dobrze wykształcona, oczytana, inteligentna i głodna wiedzy. A przy tym ambitna. Ludwika, ku zgorszeniu i niezadowoleniu dworu, "wtrącała się" do polityki, co stanowiło niedogodność w typowych dla monarchii sieci rozmaitych zależności. Chociaż swoją wiedzą znacznie przewyższała większość otaczających ją mężczyzn, nikt nie traktował poważnie jej intelektu, nie doceniał mądrości. W końcu była kobietą. Kiedy nie próbowała doradzać mężowi w sposobach rządzenia krajem, oddawała się swojej pasji - nauce. Ogromnie fascynowały ją astronomia, fizyka i chemia. Była otwarta na wszelkiego rodzaju nowinki naukowe, miała otwarty umysł i przez całe życie się dokształcała. Prowadziła pierwszy polski salon literacki, za jej sprawą do kraju trafiły pierwsze maszyny liczące, termometry i zegary wahadłowe. 

Kazała sprowadzić na dwór "dzikie dziecko"

Pod koniec życia do królowej Ludwiki dotarły wieści o dziecku, które zostało wychowane przez niedźwiedzicę. Siedmioletni lub ośmioletni chłopiec żył w lesie na terenie Litwy razem z niedźwiedzią rodziną, uważał się za członka miotu. Królowa ciekawa tego niezwykłego dziecka poleciła sprowadzić je na dwór. Był tam nie tylko obiektem badań, lecz także - niestety - swojego rodzaju ciekawostką towarzyską. Przez większość czasu chłopcem, którego nazywano "dzikim dzieckiem", zajmowały się zakonnice. Miały za zadanie go "ucywilizować", nauczyć języka. Okazało się, że to nie takie proste, bo dziecko nawet po kilku miesiącach prób chodzenia w pionie miało problemy z utrzymaniem równowagi. I chociaż podobno w końcu chłopiec zaczął rozumieć ludzką mowę, nigdy nie odezwał się do nikogo ani słowem. 

Zaskakujący incydent przy królewskim stole

"Dzikie dziecko" bywało agresywne. Zresztą trudno mu się dziwić - został zabrany ze swojego świata, trafił w obce, przerażające miejsce, pełne ludzi, których zachowań i intencji nie rozumiał. Mądra królowa miała jednak dla niego wiele zrozumienia. A świadczą o tym chociażby zapiski Jana Chryzostoma Paska. Pamiętnikarz opisał sytuację, do której miało dojść w czasie obiadu przy królewskim stole. Ludwika podała chłopcu gruszkę w cieście. Dziecko wzięło ją do ust, ale smakołyk nie przypadł mu do gustu. "Ze ślinami cisnął królowej między oczy. (...) Król począł się śmiać okrutnie" - zapisał Pasek. Wściekła - zapewne na męża, a nie dziecko - królowa odeszła od stołu. Inna kobieta na takiej pozycji z pewnością kazałaby odprawić dziecko lub przynajmniej dotkliwie je ukarać, ale Ludwika tego nie zrobiła. Nie zadbała jednak należycie o jego przyszłość. Po jej śmierci chłopiec trafił pod opiekę jakiegoś szlachcica, który jednak nie potrafił się dogadać z niesfornym podopiecznym. Chłopiec skończył zakuty w kajdany.

Żródło: "Damy srebrnego wieku" - Kamil Janicki; Wydawnictwo Literackie"

Więcej o:
Copyright © Agora SA