Ma 20 lat i chce podwiązać jajniki. "Gdy powiedziałam mojej mamie, jej słowa zmieniły moje życie"

- Poszłam i rozmawiałam z jedyną osobą, która według mnie mogła naprawdę zrozumieć moją potrzebę nie bycia matką: moją mamą - opowiada Lydia Paar.

„Lubię moje życie"

Lydia Paar jest eseistką i pisarką. Kobieta opowiedziała w huffpost.com swoją trudną decyzję o podwiązaniu jajników w wieku 20 lat. - Kocham mojego małego siostrzeńca. Kocham też moją małą siostrzenicę, dla której „upppy" oznacza zarówno „podnieś mnie", jak i „połóż mnie", a dla której „nie" to magiczne słowo określające nowo odkrytą siłę woli. Zawsze cieszę się, że ich widzę i świetnie się bawię, ucząc się od nich i wraz z nimi o świecie. Ale kiedy wracają do domu, a w domu jest tak miło i spokojnie, wzdycham głęboko z wdzięcznością: mogę je oddać! – rozpoczęła swoją opowieść.

Zobacz wideo Sylwia Nowak o pierwszych momentach z synem Stasiem. Zdradza, co ją stresuje. "Cieszę się, gdy płacze"

- Wtedy mogę zdecydować z moim mężem Timem, że nagle wyjdę na kolację (bez torby z pieluszkami i opiekunką), pojadę na kemping lub odwiedzę kasyno. Możemy pójść na jakiś koncert hałaśliwego zespołu i zostać poza domem do 1 w nocy, albo możemy zasnąć na kanapie, oglądając telewizję i popijając wino, i budzić się, kiedy chcemy. Jestem na etapie życia, kiedy wiele znanych mi osób pragnie zostać rodzicami, a tymczasem uwielbiam żyć bez dzieci. Wierzcie lub nie, ale to wszystko dzięki mojej własnej mamie, która również kochała swoje życie bez dzieci, zanim je urodziła, i zapewniła mnie, że wszystko jest w porządku – wyjaśniła.

„Moja mama jest tchórzem"

Moja mama jest tchórzem. Dorastając, była kujonem, tak jak ja. I tak jak ja chciała podróżować i studiować, ale miała bardzo ograniczone środki finansowe – opowiada. Z czasem została tłumaczką i trafiła do wojska. Była jedną z trzech kobiet w towarzystwie 300 mężczyzn słuchających w radiu żołnierzy niemieckich i rosyjskich i tłumaczących wszystko na angielski dla wywiadu wojskowego. Właśnie w wojsku poznała tatę Lydii.

- Tam poznała mojego tatę. Pobrali się, podróżowali, wrócili do Stanów i poszli na studia. Mniej więcej osiem lat później mieli mnie. Nic więc dziwnego, że kiedy mama zapytała mnie, czego chcę od życia, gdy przeżywałem załamanie egzystencjalne w okresie dojrzewania, odpowiedziałem: „Chcę po prostu mieć niezwykłe życie". Chciałam podróżować, podejmować ryzyko, wpadać w kłopoty, przeżywać przygody, chodzić na studia i ostatecznie dokonać czegoś, co, miałam nadzieję, będzie pozytywną zmianą na świecie – opowiada kobieta.

- Inspiracją było dla mnie życie mojej mamy. I w tym czasie w moim świecie, podobnie jak ona, czułam się ograniczona jedynie pieniędzmi, ponieważ miałam wszystkie inne wielkie siły napędowe młodości, takie jak energia, lekkomyślność i idealizm. Poza tym, po rozwodzie moich rodziców, moja mama, mój brat i ja mieszkaliśmy na strychu mojej babci i było trochę mało miejsca. Kiedy więc w wieku około 20 lat wyprowadziłam się z domu z moim pierwszym chłopakiem, a miesiączka spóźniała się o miesiąc, potencjalna ciąża wydawała mi się czymś bardzo złym, a nie dobrodziejstwem.

Lydia podkreśla: - Nie podróżowałam. Nie poszłam na studia ani nie przeżyłam żadnych przygód. Nie podejmowałam wielkiego ryzyka. Na pewno nie zmieniłam świata – ale także tłumaczy: - Nick był miłym chłopakiem i powiedział mi, że zgodzi się na każdą ścieżkę, którą wybiorę: wyjść za mąż i mieć dziecko, urodzić dziecko i nie wyjść za mąż, oddać dziecko do adopcji lub dokonać aborcji.

Decyzja

- Zdecydowałam, że dokonam aborcji tego samego dnia, w którym moja miesiączka wróciła z własnej woli, i odetchnęłam z ulgą. Jednak byłam bardzo świadoma, że uniknęłam dużego ciężaru, pomimo wszystkich moich wysiłków w zakresie kontroli urodzeń od 15. roku życia. I zdecydowałam, że jeśli nie mam zostać mamą, to chcę móc uprawiać seks jak mężczyzna, z mniejszymi konsekwencjami w zakresie reprodukcji. Po raz pierwszy mogłam przyznać przed sobą, że wiem, że nigdy nie chcę mieć dzieci – przynajmniej nie w żadnym tradycyjnym, biologicznym sensie. Jeśli kiedykolwiek zmienię zdanie na temat macierzyństwa, cóż, na świecie są miliony dzieci potrzebujących domów – opowiada Lydia.

Co zrobiła? Porozmawiała z mamą. - Poszłam więc i porozmawiałam z jedyną osobą, która według mnie mogła naprawdę zrozumieć moją potrzebę nie bycia matką: moją mamą (…) I tak jak miałam nadzieję, mama mi pomogła. Zaproponowała, że zabierze mnie po wkładkę wewnątrzmaciczną. Powiedziałam, że wolę po prostu mieć podwiązane jajowody i mieć już to za sobą. I zamiast mówić mi, żebym „po prostu poczekała i zobaczyła" lub że „prawdopodobnie zmienię zdanie", jak wiele innych osób, zadzwoniła i zabrała mnie do kliniki aborcyjnej, gdzie usiadłam z doradcą i szczerze wyjaśniłam moje pragnienie, aby nigdy nie mieć dzieci. W ciągu tygodnia lub dwóch przeszłam ambulatoryjny zabieg podwiązania jajowodów.

Czy Lydia żałuje decyzji? - Kiedy teraz patrzę wstecz, zdaję sobie sprawę, że mama musiała długo szukać, zanim znalazła lekarza, który zgodziłby się na wykonanie tego zabiegu u tak młodej kobiety, która nie miała wcześniej dzieci; większość lekarzy by tego nie zrobiła, czy to ze strachu przed pozwem, gdybym „zmieniła zdanie", czy też dlatego, że tak wiele osób nadal wierzy, że wszystkie kobiety z natury chcą lub powinny mieć dzieci.

Wiem też teraz, mając własne plany opieki zdrowotnej i rozumiejąc, co oznacza „planowa operacja", że kiedy moja mama powiedziała, że ??„pokłóciła się z naszym planem zdrowotnym", miała na myśli, że w rzeczywistości po cichu zapłaciła za tę operację z własnej kieszeni. Oto jestem bezdzietna, mając 40 lat i u progu menopauzy, z wdzięcznością wspominając ten hojny dar.

Więcej o:
Copyright © Agora SA