O ucieczce chłopców w PRL-u mówiła cała Polska. "Myślałem, że brat mnie wrabia, ale tydzień później byliśmy za granicą"

W 1985 roku dwóch nastoletnich braci ze wsi Żyraków postanowiło uciec z komunistycznej Polski. Marzyli o wyjeździe do Stanów, ostatecznie skończyli w Szwecji, chociaż po latach przyznali, że tak prawdę nie pragnęli uciec, ale byli żądni przygody.

Więcej tematów związanych z życiem rodzinnym na stronie Gazeta.pl

15-letni Adam Zieliński i 13-letni Krzysztof Zieliński mieszkali z rodzicami i rodzeństwem (w sumie w domu było ośmioro dzieci) we wsi Żyraków w południowo-wschodniej Polsce. Byli typowymi nastolatkami - starszy interesował się ornitologią, a młodszy marzył o karierze pianisty. Żaden z nich nie widział swojej przyszłości w komunistycznej Polsce. Uciekli więc z kraju. Dla władz PRL był to policzek - nie zauważyły, że dwóch nastolatków z niewielkiej wsi, bez pieniędzy i znajomości języka przedostało się do Szwecji. O ich wyczynie mówiła nie tylko cała Polska, ale i Europa. 

Zobacz wideo Jakie są problemy polskiej edukacji? "Każdy musi iść na korki" [SONDA]

Dwaj nastolatkowie uciekli do Szwecji

Chłopcy nie myśleli o tym, żeby swoim sprytem utrzeć nosa władzom PRL. Byli rządni przygód i ciekawi życia na Zachodzie. "Pewnego dnia, gdy pomagaliśmy tacie, najstarszy brat, Adam, zapytał mnie, czy ucieknę z nim na Zachód i oczywiście powiedziałem – tak! Nie było w tym przemyśleń o komunizmie, walce ze Związkiem Radzieckim, choć oczywiście zdawaliśmy sobie sprawę z rzeczywistości, w której żyliśmy, że ZSRR jest czymś złym dla Polski i Polaków. Myślałem, że brat mnie wrabia, ale tydzień później byliśmy za granicą" - czytamy wyznanie młodszego z braci - Krzysztofa - w książce "Wielkie ucieczki Polaków".

Zostawili rodzicom list

Chłopcy opuścili dom w nocy z 23 na 24 października 1985 roku. Zostawili rodzicom list, w którym napisali: „Kochani rodzice! Wiemy, że tą ucieczką sprawiamy Wam wiele kłopotów i przykrości. Nie uciekliśmy dlatego, żeby nam było źle w domu. Mieliśmy pewien powód, aby tak postąpić. Przepraszamy za to. Wrócimy po trzech dniach. Nie niepokójcie się. Jeśli chcecie nam pomóc, to przez te trzy dni do niedzieli nie wzywajcie MO. Możecie nam przez to śmiertelnie zaszkodzić. Wracamy najpóźniej w piątek lub w sobotę". Bracia chcieli polecieć do USA, wkradając się do luku bagażowego samolotu. Gdy dotarli na warszawskie Okęcie i przekonali się, że to się nie uda, wsiedli do pociągu do Szczecina, a potem Świnoujścia, bo wiedzieli, że stamtąd odpływają promy. 

Chłopcy ukryli się pod naczepą samochodu ciężarowego

W Świnoujściu bracia Zielińscy zauważyli kolejkę TIR-ów oczekujących na przeprawę. Podjęli decyzję, że ukryją się pod naczepą jednego z nich. Celnicy ich nie zauważyli i na szczęście dla nich, nieobecny był akurat pies, który zwykle im towarzyszył. Ich podróż trwała 26 godzin. Głodni, spragnieni, brudni i zmarznięci znaleźli się w Ystad. W końcu zostali zatrzymani przez policję i trafili na komisariat, gdzie poprosili o azyl polityczny. Szwedzi bali się konfliktu z władzami Polski, które zażądały odesłania chłopców do kraju. Ci bali się konsekwencji, więc ostatecznie wybłagali zgodę na pozostanie w Szwecji. Trafili do obozu dla uchodźców, a potem do rodzin zastępczych.

O wyczynie chłopców powstał film

Rodzice odważnych braci mieli wiele nieprzyjemności w związku z ucieczką dzieci. Zawieszono ich prawa rodzicielskie. Cztery lata po głośnej ucieczce z Polski braci Zielińskich, powstał film w reżyserii Macieja Dejczera "300 mil do nieba". Dziś Adam Zieliński mieszka w Vetlandzie z żoną Polką i dwójką ich dzieci. Krzysztof z kolei w 2009 roku wrócił do Polski, gdzie założył rodzinę, z którą mieszka w Warszawie.

Więcej o:
Copyright © Agora SA