Chciała karmić tylko piersią i zagłodziła dziecko. "Gdybym dała chociaż butelkę"

Jill Johnson to matka, która przez podejście lekarzy, pielęgniarek i wszystkich ludzi dookoła, uważała, że najlepsze co może dać swojemu nowo narodzonemu dziecku - to pokarm z własnych piersi. Bezwzględnie odrzuciła wszystkie inne metody karmienia, skupiając się jedynie na własnym mleku. Niestety pokarmu zaraz po porodzie nie miała zbyt dużo. Jej niewiedza i ślepe zaufanie do innych osób, doprowadziły do zgonu trzytygodniowego maluszka. Po pięciu latach od tej tragedii matka zabiera głos.

"Najlepsze, co możesz dać swojemu dziecku to pokarm z twoich piersi" - to zdanie, powtarzane jak mantrę, Jillian Johnson słyszała praktycznie cały czas, nawet jeszcze będąc w ciąży. Spowodowało to, że przyjęła tylko jedną, według niej słuszną wizję karmienia dziecka. Żadnego mleka modyfikowanego, tylko pokarm z piersi. Doszło jednak do niewyobrażalnej tragedii. Jej trzytygodniowe dziecko zmarło z głodu. Historia wydarzyła się kilka lat temu, ale dopiero dziś kobieta jest w stanie przyznać się do swoich błędów i tym samym ostrzega innych rodziców. Więcej informacji znajdziesz na stronie głównej Gazeat.pl.

Zobacz wideo Sylwia Nowak o karmieniu piersią. "Piękny moment, ale czasem boli". Ma też ważny apel w tej sprawie

Zagłodziła swoje dziecko na śmierć. Po latach przerywa milczenie

Karmienie piersią to najlepsza metoda żywienia niemowląt. To zdanie powtarzane jest przez wielu specjalistów, lekarzy, pielęgniarki, położne, a także bliską i dalszą rodzinę. Wszyscy wiedzą lepiej. Co w przypadku kiedy kobieta nie jest w stanie karmić piersią, bo nie ma pokarmu, albo ją to przerasta? Jill za wszelką cenę chciała udowodnić, że kocha swoje dziecko, że chce dla niego jak najlepiej. Uwierzyła innym, że jeśli chce być dobrą matką - musi karmić piersią. Amerykanka czuła presję rodziny, która wręcz wymagali od niej ciągłego przystawiania dziecka do piersi.

W 2017 roku "Washington Post" opisał jej historię, jako matki, która ślepo zawierzyła obcym, skazując swoje dziecko na głodową śmierć. I chociaż Jill szukała pomocy, wielokrotnie kontaktowała się z doradczynią laktacyjną, to nadal nie miała wystarczającej ilości pokarmu, aby zaspokoić głód dziecka. Jedyną radę, jaką otrzymała, to picie ziółek, które mają przyspieszyć produkcję pokarmu.

To jednak nie pomagało, chociaż ona robiła wszystko, aby nakarmić chłopca. Jej synek, mały Landon cały czas "wisiał" na piersi, ale wydawał się wciąż nienajedzony. Dodatkowo tracił na wadze. Mama, uważając, że tylko pierś jest dla niego dobra - nie podawała mu butelki. Uważała, że jeśli poda dziecku mleko modyfikowane, zrujnuje mu zdrowie. I chociaż jej mąż kilka razy sugerował, by dać noworodkowi butelkę, ona była nieugięta. "Zostałam poddana praniu mózgu… Wmówiono mi, że będę okropną matką, jeśli podam mu butelkę. Gdybym podała synkowi chociaż jedną butelkę, dziś by żył" - powiedziała po latach dla serwisu people.com.

Mały Lndon zmarł po trzech tygodniach od narodzin. Jego matka nie może pogodzić się nadal z jego śmiercią, jednak po latach przerywa milczenie, by ostrzec innych rodziców. "W mleku modyfikowanym nie ma nic złego"  - zaznacza w rozmowie z "Washington Post". Co więcej, w 2019 roku zdecydowała się wziąć udział w spotkaniu Komitetu Doradczego USDA ds. Wytycznych Dietetycznych w Waszyngtonie i opowiedzieć o śmierci swojego syna, który zmarł z powodu odwodnienia spowodowanego niewystarczającą ilością pokarmu, podczas wyłącznego karmienia piersią. Kobieta jest zdania, że system również zawiódł w tej kwestii, wymagając na niej, aby karmić jedynie piersią.

 
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.