"Pochodzę z bogatego domu, z pozoru wszystko było idealnie, choć odkąd pamiętam, mój tata pił"

"Dziecko pijących rodziców zrobi wszystko, by stabilizować sytuację. Albo staje się niewidzialne - nie wchodzi im w drogę i nie przeszkadza, albo chce sprostać ich oczekiwaniom i za wszelką cenę pomóc. Byłam tym drugim typem, czyli dzieckiem ratownikiem" - mówi Ewa Podsiadły, DDA, hipnoterapeutka. Prowadzi stronę internetową oraz profil na Facebooku i Instagramie Nabita w butelkę. Wspiera, motywuje do zmian i pokazuje na własnym przykładzie, jak wyjść ze współuzależnienia.

Izabela Orlicz, eDziecko.pl: Jesteś przykładem osoby z syndromem DDA, choć nie wychowywałaś się w patologicznej czy pełnej przemocy rodzinie. Kiedy w twoim domu pojawił się alkohol?

Rzeczywiście, gdy myślisz "patologia", to widzisz zwykle taki obrazek: pijany ojciec, pobita matka, głodne, wystraszone dzieci. Jednak według definicji patologia to wszelkie odchylenia od normy, dlatego moją rodzinę również można określić tym mianem. Pochodzę z bogatego domu, z pozoru wszystko było idealnie, choć odkąd pamiętam, mój tata pił. Był wysoko funkcjonującym alkoholikiem, przez długi czas nie miał np. problemów z porannym wstawaniem do pracy. Sytuacja pogorszyła się, gdy miałam 14 lat, a rodzice stracili firmę. Wtedy oboje zaczęli pić.

Zobacz wideo Tomasz Stockinger o tym, jaka była Agnieszka Kotulanka. "Uciekała do swojej samotności"

Jaki to miało wpływ na ciebie? Jak wyglądał wtedy, w tym najgorszym okresie, twój przeciętny dzień?

W pierwszej kolejności odbiło się to na mojej nauce. Zawsze byłam świetną uczennicą, ze średnią powyżej 5.0, a nagle zaczęłam wagarować, kłamać, uciekałam w towarzystwo dużo starszych ode mnie znajomych. W szkole nikomu nie przyszło do głowy, że moje problemy mogą mieć swoje źródło w tym, co dzieje się w domu. Jak wyglądał mój dzień? Rano praktycznie nie widywałam rodziców, czasem dostałam od nich jakieś 5 zł na śniadanie, a wieczorem zwykle siedzieli przy stole i pili. Zaczynali kulturalnie – otwierali wino, potem na stole pojawiało się coś mocniejszego, ale w małych pojemnościach, np. małpki. Często te ich wieczory "przy lampce wina po ciężkim dniu", jak sami to nazywali, kończyły się awanturą. Ojciec zwykle pod wpływem alkoholu potrafił sam trafić do łóżka, gorzej było z mamą. Musiałam ją odholowywać, nieraz wymiotowała… Pamiętam, że zawsze szłam do łóżka ostatnia. Dopiero w momencie, gdy wiedziałam, że oni już śpią, ja też zasypiałam. Czułam się za nich odpowiedzialna.

Wiele osób z syndromem DDA podkreśla, że musiało szybko dorosnąć. W pakiecie z odpowiedzialnością za rodziców dostają też brak poczucia bezpieczeństwa. U mnie w domu to była ciągła huśtawka. Jak sytuacja finansowa poprawiła się, mama zaczęła pić mniej, wyszła na prostą. Po jej śmierci znów było gorzej, bo tata praktycznie nie trzeźwiał. Na wiele lat weszłam w rolę opiekunki moich rodziców, dopiero na terapii zrozumiałam, że nie muszę, a nawet nie powinnam tego robić. Jako dziecko brałam na siebie odpowiedzialność za nich, ale czułam też strach, brak poczucia bezpieczeństwa i ogromny wstyd. Zwłaszcza że moja mama bardzo dużo starań wkładała w to, żeby nikt nie zauważył naszego upadku finansowego, a potem ich alkoholizmu. Oczywiście wszyscy wiedzieli, ale ja miałam trzymać się trzech zasad: nic nie mówić, nic nie czuć, nie ufać. Do tego jeszcze często dochodziło poczucie winy, bo dzieci pijących rodziców zaczynają szukać winy w sobie.

Czasem też dzieci w takiej sytuacji starają się być niewidzialne. To prawda, dziecko pijących rodziców zrobi wszystko, by stabilizować sytuację. Albo staje się niewidzialne - nie wchodzi im w drogę i nie przeszkadza, albo chce sprostać ich oczekiwaniom i za wszelką cenę pomóc. Byłam tym drugim typem, czyli dzieckiem ratownikiem. Nie chciałam zawieść rodziców, zwłaszcza taty, bo z nim miałam bliską relację. W ten sposób weszłam w schemat osoby współuzależnionej, czyli takiej, która dba, pilnuje, chroni, nawet kryje alkoholika. Cały mój świat kręcił się wokół niego.

O tym, że masz syndrom DDA, dowiedziałaś się dopiero na terapii jako osoba dorosła. Dlaczego na nią poszłaś?

Z powodu toksycznego związku, do którego przeniosłam schemat współuzależnienia. Ta relacja wykańczała mnie psychicznie, ale nie potrafiłam jej zakończyć i odejść. Podobnie jak w przypadku mojego taty, mój partner był albo najlepszą, albo najgorszą osobą, jaką w życiu znałam. Poszłam na terapię, bo chciałam się zmienić. Od partnera słyszałam, że to coś ze mną jest nie tak, więc znów za wszelką cenę chciałam sprostać oczekiwaniom. To na terapii dowiedziałam się, że jestem DDA. Takie osoby jak ja zmagają się często z ogromnym głodem emocjonalnym, czują się niewystarczające, niewarte wielu rzeczy, mają wielką potrzebę adoracji i atencji. DDA to często osoby odporne na stres, zadaniowe, które potrafią świetnie pracować pod presją. Braki emocjonalne nie przeszkadzają im w życiu zawodowym, ale prywatnym już tak.

 

Jesteś mamą dwóch chłopców. Czy syndrom DDA kiedykolwiek utrudniał ci ich wychowywanie?

Młodszy syn ma dwa lata, urodził się, gdy już przeszłam terapię. Natomiast starszy niestety odczuł skutki syndromu DDA. Chciałam mu dać wszystko, czego ja sama nie dostałam, ale weszłam w tryb matki nadmiernie opiekuńczej. Wyręczałam go we wszystkim, gdybym mogła, podarowałabym mu gwiazdkę z nieba. Dopiero w trakcie terapii uświadomiłam sobie, że upośledzam go życiowo, że nie daję mu szansy uczenia się na własnych błędach. Niestety był też świadkiem mojego współuzależnienia od partnera, słyszał np. wyzwiska, które padały w moim kierunku. Przytoczę jedną sytuację. Mieliśmy z synem taki rytuał, że wieczorem leżałam z nim w łóżku, drapałam go po plecach, jeszcze chwilę rozmawialiśmy. Gdy wychodziłam z jego pokoju, on cały czas wołał: "Jesteś?", "Jesteś?". Myślałam, że to w związku z nowym domem, że musi się przyzwyczaić do nowego pokoju. Potem odeszłam od tego toksycznego partnera, a po latach usłyszałam od syna mrożące krew w żyłach słowa: "Ja cię wtedy tak wołałem, bo bałem się, że jak zasnę, to on cię zabije i już cię rano nie zobaczę". Zapłacił więc wysoką cenę za moje współuzależnienie.

A jakim momencie życia teraz jesteś? Wiem, że dzięki swojej stronie internetowej i profilom w social mediach starasz się pomagać innym.

Tak, pisze do mnie wiele osób i wszystkim radzę to samo - idź na terapię. Dzięki niej zrozumiałam, że jestem DDA, przepracowałam swoje traumy, mam większą świadomość siebie. Jestem szczęśliwa, spełniona, spokojna, bezpieczna. Ufam sobie, dobrze się ze sobą czuję, lubię siebie. Zmieniłam też swoje życie zawodowe - przebranżowiłam się i zamiast pracować dalej w finansach, teraz jestem hipnoterapeutką. Pomagam innym, zwłaszcza osobom współuzależnionym, bo to ogromny problem, a nadal za mało się o nim mówi. Często jest tak, że pije jedna osoba, a choruje cała rodzina: partnerzy żyjący z alkoholikami, ale też i ich dzieci. Zdarza się, że DDA również z czasem sięgają po alkohol, dlatego tak ważne jest, by zrobić wszystko, by ten schemat przerwać.

Więcej o:
Copyright © Agora SA