Matka zobaczyła propozycje prezentów na Dzień Nauczyciela i załamała ręce. "Co ci ludzie mają w głowach?"

Wielkimi krokami zbliża się Dzień Nauczyciela. Wielu rodziców już organizuje zbiórki, by kupić nauczycielom jakieś upominki. Pewna mama, była w szoku, widząc, propozycję niektórych z nich.

Więcej ciekawych treści znajdziesz na Gazeta.pl
Do Dnia Nauczyciela zostało jeszcze trochę czasu, ale jak wiadomo, rodzice już zbierają pieniądze i wybierają, co kupić nauczycielom. A pomysłów jest całe mnóstwo. Napisała do nas jedna z mam, która załamała się, widząc, co mają zamiar kupić wychowawczyni rodzice.

Zobacz wideo Jakie są problemy polskiej szkoły? "Regularność zmian w systemie edukacji daje nam mocno w kość"

Kobieta załamała się widząc propozycję rodziców, jeśli chodzi o upominek dla wychowawczyni. 

Mój syn chodzi do trzeciej klasy. Wiadomo, że ciężko jest ogarnąć różne sprawy dotyczące dzieciaków w szkole, albo przez telefon, więc mamy swoją grupę na Facebooku. Większość rodziców teraz tak robi, łatwiej się komunikować.

- opowiada Anna, mama Antka. W klasie jej syna ustalono na początku roku składkę po 150 zł. Kwota ta miała być przeznaczona na różne imprezy klasowe, mikołajki, upominki świąteczne i prezent na Dzień Nauczyciela. Już pod koniec września na facebookowej grupie, do której należą rodzice, rozpoczęła się dyskusja, odnośnie tego, co kupić wychowawczyni.

Załamałam się, jak zobaczyłam propozycje niektórych rodziców... Najgorsze jest to, że wiele z nich było "lajkowanych" przez rodziców, którzy lubią się nawzajem. Niektórzy chcieli, żeby dzieci dały wychowawczyni w prezencie np. obraz z suszonych kwiatów (wątpliwej jakości), jakieś ramki, wielkie drewniane drzewka z wygrawerowanymi imionami dzieci, figurki słoników, kotków i innych zwierzątek, jakieś wazoniki, drewniane tabliczki ze zdjęciami dzieci, a nawet karafkę z grawerem "najlepszy nauczyciel"

- opowiada wzburzona mama.

Dzień Nauczyciela (zdjęcie ilustracyjne)Dzień Nauczyciela (zdjęcie ilustracyjne) Fot. Mikołaj Kuras / Agencja Wyborcza.pl

Nauczyciele często nie wiedzą co zrobić z nietrafionymi prezentami

Kobieta przyznaje, że większość proponowanych prezentów było takich, że nie wiadomo zbytnio, co z nimi nauczyciel ma później robić. Bo trudno oczekiwać, że drewniane laurki, czy ramki ze zdjęciami uczniów będą później stały na komodzie w mieszkaniu, czy wisiały na ścianie. Przecież wychowawczyni ma wiele takich Dni Nauczyciela, gdyby co roku dostała taki prezent, to nie musiałaby ścian tapetować, bo wszędzie wisiałyby takie upominki.

Podejrzewam, że wiele takich prezentów nawet nigdy nie dociera do domu, tylko od razu ląduje w jakimś garażu, albo śmietniku. I szczerze się nie dziwię, sama nie cierpię takich pierdółek, które ani nie są ładne, ani przydatne i w sumie to nie wiadomo, co z nimi zrobić. Mają stać, jako wątpliwiej jakości ozdoba i zbierać kurz? Bez sensu

- opowiada Anna. Przyznaje, że długo biła się z myślami, czy powinna się wychylać. Szczególnie że przez te 2 lata, od kiedy dzieci chodzą razem do klasy, niektórzy rodzice zdążyli się zakumplować. Nie chciała kłótni, ani jakiejś afery.

Stwierdziła jednak, że zabierze głos, mając świadomość, że niektórym "pomysłodawcom niezwykłych prezentów" z pewnością się narazi. Uznała, że będzie jej wstyd z myślą, że dzieciaki dają takie "byle co", a rodzice wydadzą na to jeszcze pieniądze.

Kilka dni przybierałam się do napisania wiadomości do rodziców. Szalę goryczy przelała jednak karafka z grawerem. Napisałam bardzo delikatnie, że nauczyciel co roku dostaje mnóstwo prezentów, z którymi zapewne nie wie, co ma zrobić. Poprosiłam, żebyśmy pozwolili wychowawczyni samej wybierać sobie ramki i ozdoby do mieszkania i zaproponowałam bon do jakiegoś sklepu lub bilety do teatru

- relacjonuje Anna. Kobieta przyznaje, że przez pół dnia nikt się na grupie nie odezwał, chociaż część rodziców do tej pory pisała szybko i dość dużo. Jej zdaniem wiele osób myślało tak naprawdę, tak jak ona, ale nie chciało narazić się tym "najgorliwszym".
Ku zaskoczeniu naszej czytelniczki, stopniowo zaczęły się odzywać inne mamy, które przyznały jej rację. Jedna napisała nawet, że ma w rodzinie nauczycielkę, która narzeka właśnie na to, że co roku dostaje zbieracze kurzu, które często lądują w koszu.

Mimo to wciąż nie zapadła decyzja, co kupują rodzice. Osoby, które rzucały wcześniej pomysłami, przestały się odzywać. Chyba poczuły się urażone, że nie doceniono ich starań i pomysłowości.

Domyślam się, że wsadziłam kij w mrowisko i część rodziców, przestanie ze mną rozmawiać. Ale naprawdę, wstyd mi składać się na badziewie i wstyd mi, dawać takie coś kobiecie, która pracuje z naszymi dziećmi. Chociaż nie zdziwię się, jak rodzice zafascynowani "cudownymi ramkami" kupią je indywidualnie i ich dzieci dadzą je zamiast tradycyjnego kwiatka

- opowiada Anna. I niestety można podejrzewać, że tak się stanie. Wierzy jednak, że jej wpis dał przynajmniej kilku osobom do myślenia i wychowawczyni dostanie od całej klasy prezent, który naprawdę się jej przyda.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.