"Szkoła nie jest po to, żeby pół dnia zapisywać, czego nauczyć się po powrocie do domu"

Rodzice ostro o przeładowanym planie lekcji i pracach domowych. "Czy po 8 godz. uczymy się w domu na pamięć tego, czym się zajmowaliśmy w pracy? Raczej nie. A dzieciom w szkole niby nauczyciel pokaże, a w domu od początku na pamięć" - twierdzą.

Nie minął jeszcze miesiąc, odkąd uczniowie wrócili do szkół, a w sieci już można znaleźć liczne głosy niezadowolenia. Uczniowie i rodziców zgodnie twierdzą, że jest masa nauki i publikują w sieci zdjęcia planów lekcji. W wielu placówkach zajęcia organizowane są do późnych godzin wieczornych.

Lekcje do wieczora, a w domu nauka

Więcej artykułów o tematyce szkolnej przeczytasz na stronie Gazeta.pl.

Zobacz wideo Joanna Opozda znów uderza w alimenciarzy. Zauważa luki prawne

Pod artykułem dotyczącym tej sytuacji, opublikowanym na stronie facebookowej eDziecko.pl nawiązała się dyskusja pomiędzy internautami. Niektórzy rodzice przyznali, że plan zajęć jest przepełniony. "Mój syn (druga klasa technikum) ma w jednym dniu 10 lekcji, a w drugim 9. Wliczając dojazd, to wraca do domu około godziny 18 lub później. Najśmieszniejsze jest to, że w poniedziałki ma na 14 i 5 lekcji. Praktycznie cały dzień zmarnowany", "Mój syn jest w szkole od godz. 8:30 do 18:00" - czytamy w komentarzach. Niektórzy zwrócili również uwagę na fakt, że na niektórych lekcjach uczniowie głównie przepisują to, czego będą musieli nauczyć się w domu i mniej obowiązków mają dorośli w pracy. "Z perspektywy czasu moim skromnym zdaniem to nie powinno być prac domowych. Tak porównując z pracą dorosłych, czy po 8 godz. uczymy się w domu na pamięć tego, czym się zajmowaliśmy w pracy? Raczej nie. A dzieciom w szkole niby nauczyciel pokaże, a w domu od początku na pamięć", "Szkoła jest po to, aby się uczyć, a nie po to, żeby pół dnia zapisywać, czego nauczyć się w domu. To tak, jak chodzić do pracy 8 godzin, a następnie brać robotę do domu. To, co się dzieje obecnie w szkolnictwie to jest jakaś paranoja", "U mnie w drugim tygodniu trzy sprawdziany i dwie kartkówki. Czy dorośli w miejscach pracy mają gruntowe kontrole przynajmniej dwa, trzy razy na tydzień i darmowe nadgodziny w domu?" - pisali.

"Kompletnie przestarzały system"

Wśród komentujących nie zabrakło także głosów nauczycieli, których zdaniem winna jest podstawa programowa. "Mamy kompletnie przestarzały system, wymagający zmian już od dawna (długofalowych i zaplanowanych, nie narwanych rzutów które nam kolejne rządy fundują), zabijający w dziecku całe to pragnienie wiedzy z którym przychodzi na świat i kompletnie nieprzystający pod dzisiejsze realia pracy i funkcjonowania w społeczeństwie", "Uczę od dawna i zgodzę się z tym, że podstawa programowa jest zła. Ale póki co nie przeskoczymy jej, ani uczniowie, ani nauczyciele, ani rodzice. Potem przychodzi egzamin ósmoklasisty i wyścig do szkoły średniej. Często musi być najlepsza w rejonie, bo trzeba mieć się czym pochwalić, więc dzieciak ma korepetycje i kursy. Przeładowany do granic możliwości, a wystarcza systematyczna praca na lekcji, ale tu chce się pogadać, powygłupiać, a potem płacz" - twierdzili.

Więcej o:
Copyright © Agora SA