Mama wyrzuciła lunch 6-latki do kosza na oczach dyrekcji i nauczycieli. "Mogła nie kraść"

To nie był pierwszy raz, kiedy dyrekcja i nauczyciele przymykali oczy na zachowania jednej dziewczynki z całej klasy. Tym razem miarka się przebrała, a mama postanowiła walczyć o to, by jej córce przestała dziać się krzywda.

Dla większości dzieci rozpoczęcie nauki w szkole to wielkie wydarzenie. Niektóre dzieci stresują się bardziej, inne zupełnie nie. To całkowicie normalne i wiele zależy od charakteru dziecka. Wielu rodziców robi wszystko, by odpowiednio przygotować dzieci na ten moment. Czasem wystarczy rozmowa, czasem wizyta u psychologa, a innym razem wspólne zakupy i kupno akcesoriów z wizerunkiem ulubionego bohatera lub bohaterki. Niektórym dzieciom dodaje to odwagi i pewności siebie. 

Więcej ciekawych informacji znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Dla nauczycielki kradzież pudełka nie była na tyle ważną sprawą, by zainterweniować

Ta historia została opisana na jednym z popularnych forum internetowych. Anonimowa mama wyznała, że jej 6-letnia córka dostała od swojej cioci pudełko na drugie śniadanie, które kosztowało 50 dolarów. Gdy jej córka wróciła ze szkoły, kobieta jak zawsze wzięła się za rozpakowanie jej plecaka, jednak zauważyła, że brakuje w nim pudełka na lunch. Kobieta zapytała dziewczynkę co się wydarzyło, a ta wyjaśniła jej szybko, że pudełko zabrała jej koleżanka z klasy. Dodała, że powiadomiła o tym nauczycielkę, jednak ta zbagatelizowała sprawę, odpowiadając dziewczynce, że to tylko zwyczajne pudełko i nie powinna z tego robić wielkiej afery. To sprawiło, że mama się wściekła i następnego dnia pojawiła się w szkole 30 minut przed pierwszą lekcją, i poprosiła o spotkanie z dyrekcją.

Zobacz wideo Jakie są problemy polskiej szkoły? "Regularność zmian w systemie edukacji daje nam mocno w kość"

Dyrektorka uznała, że nic takiego się nie stało. Wyraźnie dawała do zrozumienia, że nie chce ukarać winnej dziewczynki

To nie był pierwszy raz, kiedy ta koleżanka krzywdziła jej córkę, ale bez znaczenia ile razy interweniowała, żaden z nauczycieli nie przejmował się tym. Po wejściu do gabinetu dyrektorki, dziewczynka opowiedziała całą historię, która wydarzyła się poprzedniego dnia. Dyrekcja poczekała dopóki wspomniana koleżanka nie pojawiła się w szkole, a następnie została wezwana do gabinetu. Jej wersja wydarzeń była jednak inna, i zapierała się, że pudełko, które trzyma w dłoniach jest jej. Gdy kazano otworzyć dziewczynce pudełko było tam jej jedzenie oraz karteczka, którą dostała od mamy poprzedniego dnia właścicielka pudełka. Wszystko wyszło na jaw, jednak dyrektorka chciała jak najszybciej zakończyć sprawę i stwierdziła, że skoro tak wyszło i dziewczynka ukradła pudełko i ma już tam swoje jedzenie, dobrze by było gdyby zostawiła je sobie do końca dnia. Mama pokrzywdzonej dziewczynki ani myślała, się na to zgodzić. Dała dyrektorce 5 minut na znalezienie pudełka zastępczego, gdy to się nie stało, wyjęła dziewczynce pudełko z rąk i całą jego zawartość wyrzuciła do kosza na oczach wszystkich osób znajdujących się w gabinecie.

Kobieta dodała, że miała już dość bagatelizowania wszystkich krzywd, które koleżanka z klasy sprawiła jej córce. Poza tym, tu nie chodziło o to, że rodziców koleżanki nie było stać na takie pudełko. Mieszkają na bogatych przedmieściach i gdyby tylko chciała mogłaby mieć dokładnie takie samo, twierdziła kobieta. Chodziło o to, by w końcu wszyscy się otrząsnęli i poznali gdzie leżą granice przymykania oczu na sytuacje, które nie powinny mieć w szkole miejsca. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.