"Gdyby mi kazano siedzieć w szkole do 20, a nazajutrz przyjść na 8, to bym lekcji nie odrabiała"

W wielu szkołach dzieci uczą się do późnych godzin wieczornych. Rodzice nie kryją obaw. "Czy odcinanie dziecka od przyjaciół, rodziny, pasji może doprowadzić do czegoś dobrego?" - piszą.

Od rozpoczęcia roku szkolnego zdjęcia planów lekcji opanowały sieć. W wielu placówkach lekcje prowadzone są nawet do godziny 18, czy 19. Po powrocie do domu uczniowie muszą jeszcze odrobić pracę domową, powtórzyć materiał i nauczyć się na sprawdziany.

"Nie odrabiałabym lekcji"

Więcej artykułów o tematyce szkolnej przeczytasz na stronie Gazeta.pl.

Zobacz wideo Tak Ciocia Liestyle reaguje na pytania o drugie dziecko. "Nie na miejscu"

Na Twitterze opublikowano zdjęcia planu lekcji, z którego wynika, że najwcześniej uczniowie kończą zajęcia o 16:20. W środy i czwartki siedzą w szkole do 18:10, a we wtorek aż do 19. "Dzieci i ryby głosu nie mają, więc takie plany lekcji dostają. Jednego dnia lekcje kończą o godz. 19, a innego idą do szkoły na 9:10. Czy odcinanie dziecka od przyjaciół, rodziny, pasji może doprowadzić do czegoś dobrego?" - pyta oburzona autorka wpisu.

Należy zaznaczyć, że to nie jest jedyna taka sytuacja, bo o podobnych planach pisaliśmy w poprzednich artykułach. "Gdyby mnie kazano siedzieć w szkole do 18-20, a nazajutrz przyjść na 8 to bym serio lekcji nie odrabiała. Można się powołać na dane WHO odnośnie do zalecanych godzin snu" - zauważa inna internautka. Podobne zdanie ma nasza czytelniczka. "Współczuję dzieciom, w tym własnemu, bo motywacja i zaangażowanie mocno siada w takich realiach. Nie ma czasu na odpoczynek, pasje, że o obowiązkach domowych nie wspomnę. Robi się tylko to, co absolutnie konieczne, bo na nic innego nie ma już czasu i siły" - czytamy w komentarzu pod jednym z naszych artykułów.

Gdzie leży źródło problemu?

Na stronie facebookowej eDziecko.pl wywiązała się na ten temat długa dyskusja. Dołączyli do niej także pracownicy oświaty, którzy wskazali potencjalne źródło problemu. Jednym z nich jest brak nauczycieli. "Polska szkoła jest przeładowana. Zarówno programowo, jak i liczebnie. Jako nauczycielka z 30-letnim stażem wiem, o czym mówię", "A co mają zrobić dyrektorzy? Brakuje miejsc, brakuje kadry, podstawa przeładowana, co chwilę zmiany. Każdy dyrektor wolałby zajęcia od 8 po 5-6 godzin i tyle. Niestety. W bardzo niewielu miejscach tak się da". "Tym się kończy zamykanie szkół z oszczędności. Te, które działają, muszą przejąć dzieci z tych zamkniętych. Poza tym kiedyś w klasie było minimum 15 uczniów, teraz ich minimalna liczba to 30. Mniejsze szkoły są likwidowane, a większe przeładowane i uczniowie uczą się na dwie zmiany" - twierdzili.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.