16-miesięczne dziecko wróciło ze żłobka z podciętym językiem. Nauczycielka zbagatelizowała prawę

Teraz chłopiec ma bliznę, ale wciąż potrzebuje zajęć z logopedą ze względu na ranę szarpaną, która ma wpływ na jego mowę i jedzenie. Niespełna 1,5 roczne dziecko przeżyło traumę. Opiekunka nie czuje się winna, mama postanowiła podjąć odpowiednie kroki cywilne. "To nigdy nie powinno mieć miejsca"
Zobacz wideo Do jakiego specjalisty się udać, gdy podejrzewamy, że nasze dziecko ma jakieś zaburzenia? "Lepiej pójść do kogokolwiek niż do nikogo"

Niektóre mamy zostają po porodzie ze swoimi z dziećmi w domu, aż do momentu, kiedy te nie ukończą 3. roku życia i nie pójdą do przedszkola. Nie wszystkie kobiety jednak chcą i mogą sobie na to pozwolić. Niektóre dalej chcą się realizować w pracy, muszą więc znaleźć odpowiednią opiekę dla dziecka. Wybór jest całkiem spory: dziadkowie, bliscy, punkty opieki dziennej, żłobki czy nianie. Wszystko zależy od tego jak często potrzebna jest opieka oraz ile pieniędzy mogą na nią przeznaczyć rodzice. Pozostaje jeszcze kwestia zaufania obcym osobom, którym powierzają swoje dziecko. W końcu każdy rodzic chce mieć pewność, że jego dziecko jest w dobrych rękach i nie musi się martwić o jego bezpieczeństwo.

Więcej ciekawych informacji znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Kobieta ufała opiekunce, że zadba o bezpieczeństwo jej dziecka

Mama 16-miesięcznego synka z Ipswich korzystała z pomocy dwóch żłobków. 3 razy w tygodniu chłopiec uczęszczał do rodzinnej placówki zajmującej się opieką nad dziećmi, oddalonej kilka minut od jej pracy. Natomiast pozostałe dwa dni w tygodniu, kobieta zaprowadzała synka do innej placówki. Finlay był całkiem spokojnym, wesołym chłopcem. Grzecznie się bawił z rówieśnikami, umiał też znaleźć sobie zajęcie samodzielnie. Pewnego dnia, gdy Chandese przyjechała odebrać synka z placówki, od razu zauważyła, że coś jest nie tak. Chandese oprócz Finlaya ma jeszcze trójkę dzieci. Ma świadomość, że wypadki się zdarzają. Nie zawsze da się nadążyć za dziećmi i ich pomysłami. Nie miała pojęcia jednak z jaką traumą przyjdzie mierzyć jej synkowi.

Jedyny komentarz, na jaki zdecydowała się opiekunka brzmiał: "Oj, przegapiłam to"

Po wejściu do przedszkola mama zauważyła, że jej synek jest bardzo wyciszony i dziwnie się zachowuje. Chciał jak najszybciej stamtąd wyjść. Chandese podniosła go i przytuliła, a on się rozpłakał i wtulił w nią. Opiekunka wyjaśniła, że przez cały dzień humor miał raczej dobry:

Potem powiedziała, że jego sweter był trochę mokry, bo rozlał na niego wodę, ale pomyślałam, że to dziwne, bo ma butelkę z końcówką do ssania. Potem, kiedy zapytałam o lunch, zjadł tylko owoce i jogurt i nie dotknął innego jedzenia. Byłam tym dość zszokowana, ale wtedy nie myślałam o tym nic więcej.

Na sam koniec rozmowy, trochę od niechcenia, opiekunka dodała, że chłopiec miał mały wypadek na rowerku i rozciął sobie wargę, ale mama nie zauważyła niczego niepokojącego, warga była cała. Po jakimś czasie, jeszcze tego samego dnia, zauważyła, że chłopiec zachowuje się coraz dziwniej. W pewnej chwili spostrzegła, że ma coś na języku:

Widziałam coś, co wyglądało jak duży pęcherz krwi na jego języku, potem przyjrzałam się bliżej i zobaczyłam kawałek wycięty z prawej strony jego języka.

Chłopiec coraz bardziej ślinił się i płakał. Lekarze w szpitalu potwierdzili, że chłopiec doznał 3-milimetrowej rany szarpanej języka, która przeszła prosto przez mięsień, powodując uszkodzenie nerwów. Powiedzieli, że niemożliwe jest, by się ugryzł, ponieważ ma dopiero 8 przednich zębów. Jednak przyczyna wypadku wciąż była nieznana. Nie wiadomo czy zawinił wypadek na rowerku czy może jeszcze coś innego. Chłopiec przez kilka tygodni był wyciszony. Zaczął się okaleczać ciągle dotykając wszystkiego językiem i uderzać głową w różne powierzchnie. Dochodziło do krzyków na mamę, bicia jej i niekontrolowanego płaczu. Nie chciał jeść, ani spać w swoim łóżku. Te kilka tygodni dla całej rodziny było najbardziej traumatycznym okresem w życiu. Jego mama nie jest w stanie sobie wyobrazić, jaki ból odczuwał chłopiec i jak bardzo musiał czuć się zawiedziony. Nie dawał się nikomu przytulić. Kobieta przyznaje, że była w rozsypce, czuła się winna, że w ogóle umieściła go w tamtej placówce. Opiekunka nie poczuwa się do winy. 

Źródło: kidspot.com.au

Więcej o:
Copyright © Agora SA