Poszedł na spotkanie służbowe. 8-miesięczne dziecko zostawił w nagrzanym samochodzie

Co roku mówi się o nieodpowiedzialnych rodzicach i dzieciach w ciężkim stanie przewożonych do szpitalu. Do niektórych nic jednak nie dociera. Temu tacie nie przeszkadzały ponad 30-stopniowe upały, by zostawić swoje dziecko w aucie i pójść załatwiać sprawy służbowe.

Kilka dni temu doszło do kolejnej sytuacji, gdy rodzic zajęty załatwianiem własnych spraw zostawił swoje dziecko w aucie. Za oknami wysokie temperatury doskwierały każdemu, pozostawianie dziecka w zamkniętym samochodzie było zagrożeniem jego zdrowia i życia. Ojca nie było niespełna godzinę, gdyby nie przechodzień, który usłyszał płacz, mogłoby dojść do tragedii. 40-latkowi zostały postawione zarzuty.

Więcej ciekawych informacji znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Gdyby nie przechodzień, mogło dojść do tragedii

Kilka dnia temu, gdy temperatury za oknami dobijały niemal 35 stopni, wielu ludzi miało problemy z normalnym funkcjonowaniem. Duchota i wysoka temperatura sprawiały, że trudno było oddychać spacerując miejskimi uliczkami. To nie przeszkadzało jednak pewnemu ojcu udać się na spotkanie służbowe i pozostawić 8-miesięczne dziecko zamknięte w samochodzie. Gdy przechodzień usłyszał płacz, postanowił sprawdzić skąd dobiega. Nieopodal zaparkowany samochód miał uchyloną szybę, dało się przez nią zauważyć, że dziecko jest bardzo zmęczone i spocone. 

Mężczyzna zauważył, że na tylnym siedzeniu znajduje się fotelik, a w nim zapłakane i spocone dziecko. Po chwili do pojazdu podeszły inne osoby. Jedna z kobiet zdołała wsunąć rękę przez uchylone okno i otworzyć drzwi.

- wyjaśniła rzeczniczka Komendy Rejonowej Policji Warszawa VI - Paulina Onyszko. 

Zobacz wideo Lato - najtrudniejsza pora roku dla małych dzieci. Dlaczego?

Dziecko trafiło na obserwację do szpitala, ojcu został postawiony zarzut utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu

Świadkowie wezwali na miejsce policję. Funkcjonariuszom nie udało się znaleźć rodziców ani opiekunów dziecka. Konieczne było sprawdzenie pojazdu w bazie danych, dopiero wtedy udało się ustalić właściciela i zarazem ojca dziecka. Ratownicy stwierdzili u dziecka silne odwodnienie i konieczne było przewiezienie dziecka do szpitala na resztę badań oraz obserwację. Dopiero po około 50 minut od zauważenia dziecka w aucie, zjawił się spanikowany tata. Nie miał pojęcia, że jego nieodpowiedzialne zachowanie stało się źródłem zbiegowiska. Mężczyzna tłumaczył, że był w bloku obok w celach służbowych. W tej sprawie została również przesłuchana matka dziecka. 40- latkowi został postawiony zarzut dotyczący narażenia dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Grozi mu od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.

Źródło: rmf24.pl

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.