Olga o macierzyństwie na Islandii: Kobiety w ciąży pracują często do samego rozwiązania

18 lat życia na Islandii to czas, w którym można naprawdę dobrze poznać ten kraj. Specyficzny, trudny do życia, drogi i z mnóstwem wad. Mimo to Olga nie myśli o zamieszkaniu gdzie indziej. W rozmowie z Gazetą.pl opowiada o życiu na emigracji, plusach i minusach samej Islandii, a także o tym, jak wygląda macierzyństwo w tym państwie.

Dagmara Dąbek: Jak znalazłaś się na Islandii?

Olga (@polkanaislandii): Na Islandię wyjechałam po raz pierwszy w wakacje w 2005 roku. Pojechałam wtedy z chłopakiem, żeby odwiedzić brata i ojca, którzy już zapuszczali tam korzenie. Do przeprowadzki szykowała się też moja mama. Mój chłopak złożył dokumenty o pozwolenie na pobyt i pracę, a ja planowałam studia w Polsce. Po turystycznym miesiącu na Islandii wróciliśmy do kraju. Po kilku tygodniach dostaliśmy informację, że chłopak dostał tam pracę i może jechać na roczny kontrakt. Ja nie miałam ani złożonego wniosku o pracę, ani pozwolenia na pobyt, ale mimo to postanowiłam odwlec studia i pojechać na rok na wyspę. Rok minął bardzo szybko, a powrót… nie nastąpił. Kolejne pięć lat na wyspie myślałam o powrocie "za rok", ale nigdy do tego nie doszło. W tym roku osiągnę już emigrancką pełnoletność.

Zobacz wideo Mama na obrotach: "Ja nie jestem zupą pomidorową, żeby każdy mnie lubił"

Skoro zostałaś, to domyślam się, że dobrze się tam żyje.

Tak, w przeciwnym razie bym coś zmieniła. Nie wyobrażam sobie mieszkać na Islandii wbrew swojej woli. Jest to kraj specyficzny, w pewien sposób wymagający, który ma mnóstwo wad i trudno byłoby tu żyć bez pogodzenia się z nimi. Ja zdążyłam się już do nich przyzwyczaić, nauczyłam się tu funkcjonować i staram się nie pielęgnować w sobie złych emocji. Jak to mówią, trawa jest zawsze bardziej zielona u sąsiada, ale ja staram się skupiać na tym, co dobrego daje mi Islandia na co dzień.

Przeczytaj więcej ciekawych historii na stronie głównej Gazeta.pl

Co ci się najbardziej tam podoba?

Kocham Islandię za czyste powietrze. Za to, że każdego dnia latem czy zimą oddycham pełną piersią. Za brak pośpiechu - co potrafi również drażnić, gdy rzeczywiście nam się śpieszy i chcemy pilnie coś załatwić, ale w codziennym życiu jest jednak łatwiej. Cenię Islandię też za pogodę.

Za pogodę?

Tak, za pogodę. Naprawdę. Nie lubię upałów, nie potrafię w nich funkcjonować. Na Islandii pogoda jest nieprzewidywalna, ale nie ma skrajnych temperatur. Różnica między latem, a zimą jest mała w porównaniu do Polski. Dużo łatwiej funkcjonuje mi się na co dzień w takich umiarkowanych temperaturach. Zimą w mieście najniższe temperatury dochodzą do około -10 stopni, a latem do 20. Oczywiście, zdarzają się temperatury niższe i wyższe, ale są to wyjątkowe sytuacje. Dla mnie islandzki umiarkowany klimat jest idealny.

 

A co ci się najbardziej nie podoba? Brakuje ci czegoś, co jest w Polsce?

Brakuje mi targowiska. Na Islandii znajdziemy każde warzywa i owoce, jak w Polsce, jednak nie dorównują one tym od polskich rolników - dostępność, świeżość i smak polskich warzyw i owoców nie mają sobie równych. Doceniajcie brudną włoszczyznę z pola, bób, truskawki, czereśnie, jaja i miód z targu. My tego nie mamy. Brakuje mi też dostępności zakupów online. Wszystko można zamówić z Polski czy innego kraju, ale dochodzą spore opłaty wysyłki oraz opłaty celne. Opłaty i czas, który musimy na to poświęcić, często przewyższają wartość produktu i po prostu się odechciewa. Brakuje mi też dostępności do Europy kontynentalnej. My gdziekolwiek nie chcemy „jechać", to musimy lecieć. Odległości i ceny potrafią nas skutecznie zniechęcić do weekendowych wycieczek do stolic Europy. Dla osoby mieszkającej we Wrocławiu chęć zjedzenia smażonego sera na Słowacji jest łatwa do zrealizowania. Dla nas to wyprawa.

Jak spędzacie czas na Islandii?

Myślę, że podobnie jak w innych krajach. Wiele zależy od pogody, bo to ona pozwala - lub nie - na wyjście z domu. Tak jak Polska może nas zatrzymać w mieszkaniu upałem czy burzą, tak samo Islandia sztormem. Różnica jest taka, że najcieplejsze dni w roku na wyspie spędzamy na wycieczkach, piknikach i jedziemy tam, gdzie tego słońca jest najwięcej. W Polsce zaś w te najcieplejsze dni zamykamy się w domu z klimatyzacją. Ja uwielbiam jeździć za miasto i oglądać nawet po raz setny te same wodospady, gejzery i kaniony. Tak zazwyczaj spędzamy weekendy. W tygodniu skupiamy się raczej na małych aktywnościach, jak piłka na podwórku, rower czy spotkania z przyjaciółmi. Gdy pogoda zatrzymuje nas w domu, gramy w planszówki i oglądamy filmy.

Rozrywka na Islandii to duży koszt? Wyjście do kina czy teatru to duży wydatek?

Islandia generalnie jest drogim krajem i chyba o żadnej branży nie da się tutaj powiedzieć, że jest tania. Bilet do kina dla jednej osoby to koszt 2200 koron, a dla dziecka -1500 koron [a więc około 68 zł za osobę dorosłą i 46 zł za dziecko - red.]. Uwielbiany przez Islandczyków teatr to wydatek już na poziomie 13000 koron (400 zł) od osoby. Godzina na sali zabaw dla dziecka w wieku 3-9 to koszt ok. 1500 koron. Na wyspie znajdziemy jednak wiele wydarzeń czy wystaw za darmo. Czas spędzony z rodziną jest dla Islandczyków niezwykle ważny i w stolicy często są organizowane festyny czy pikniki dla całych rodzin.

Przeciętną rodzinę, w której pracuje dwójka rodziców, stać na normalne życie, wakacje i rozrywkę?

To zależy od tak wielu czynników, że ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie. W takim układzie 2+1 raczej tak. Najtrudniej mają osoby żyjące w pojedynkę i samodzielni rodzice. Największym kosztem życia jest mieszkanie. Im większe mamy oczekiwania od warunków mieszkaniowych, tym wyższy będzie koszt. Wiele osób dla zmniejszenia kosztów życia godzi się na gorsze warunki, aby mogli sobie pozwolić na podróże i czas spędzony z rodziną. Inni zaś mieszkają w drogich mieszkaniach, podróżują, ale np. biorą dodatkową pracę. Na poziomie najniższej krajowej ciężko jednak żyć w godnych warunkach, z zabezpieczeniem finansowym.

Urodziłaś swojego synka na Islandii. Jak wygląda tam prowadzenie ciąży?

Rodziłam na Islandii ponad 9 lat temu. Wiele rzeczy od tego czasu pozostaje bez zmian. Prowadzenie ciąży i badania z grafiku dla osoby ubezpieczonej są bezpłatne. Na Islandii ciążę prowadzi położna, która wykonuje podczas każdej wizyty podstawowe pomiary: mierzy ciśnienie, sprawdza masę ciała, mierzy wysokość dna miednicy i częstotliwość bicia serca dziecka. Podczas każdej wizyty w przychodni położna prowadzi wywiad na temat samopoczucia ciężarnej i w razie potrzeby kieruje do lekarza, specjalisty czy na badania. USG i badania prenatalne wykonuje się w laboratorium przy szpitalu, do którego również kieruje położna około 14. i 21. tygodnia ciąży. Są to jedyne badania USG w ciąży. Badanie ultrasonograficzne w III trymestrze można wykonać prywatnie.

Rodzi się w państwowym czy prywatnym szpitalu?

Na Islandii nie ma prywatnych placówek. Osoby z okręgu metropolitalnego rodzą najczęściej w szpitalu w Reykjaviku, ale znam przypadki, w których kobiety wybierały mniejszy szpital w Akranes. Osoby poza stolicą także mogą rodzić w stolicy, gdzie przed porodem mają możliwość skorzystania z hotelu dla pacjentów. Jak nie ma przeciwwskazań, to ciężarna może rodzić w domu.

Czy partner mógł być z tobą podczas porodu?

Tak, oczywiście. Rodziłam naturalnie i w sali mogło być nawet więcej osób. Zaraz po porodzie (urodziłam po północy) odwiedził nas na sali porodowej mój brat i moja koleżanka. Potem przeniesiono nas na inny oddział, gdzie dostaliśmy pokój dla naszej trójki. Był to pokój dla dwóch mam z dziećmi, ale akurat nie było zapotrzebowania, więc aż do wypisu byliśmy tam sami. Partner dostał łóżko i posiłek za drobną opłatą.

Są jakieś przywileje dla kobiet w ciąży? Skrócony dzień pracy, coś innego?

Nie ma. Kobiety w ciąży na Islandii pracują bardzo często do samego rozwiązania. Jeżeli nie ma przeciwwskazań zdrowotnych, to nie korzysta się ze zwolnień lekarskich. Ośmieliłabym się nawet powiedzieć, że w pierwszych dwóch trymestrach uzyskanie zwolnienia lekarskiego jest praktycznie niemożliwe. Gdy jednak zwolnienie jest konieczne, to ciężarna korzysta wtedy z należnych jej dni chorobowych. Ilość tych dni jest wyliczana indywidualnie. Gdy dni chorobowe u pracodawcy się skończą, a ciężarna nadal nie jest zdolna do wykonywania zawodu, to może skorzystać z funduszu zdrowotnego w swoich związkach zawodowych lub - w ostatnich dwóch miesiącach ciąży - z urlopu macierzyńskiego z powodu choroby (co nie ma wpływu na zasiłek po urodzeniu).

A istnieje urlop macierzyński? Ile trwa?

Urlop macierzyński w tym momencie jest płatny przez okres trzech miesięcy dla matki, trzech miesięcy dla ojca i przez trzy miesiące do dowolnego podziału między rodziców. Jest on płatny w wysokości 80 proc. średniej wyliczonej z roku ostatniego - aż do trzeciego miesiąca ciąży. Ewentualne chorobowe czy zmniejszenie etatu w II i III trymestrze nie mają wpływu na wysokość zasiłku.

Są jakieś świadczenia dla rodzin z dziećmi? W Polsce mamy np. 500, może macie coś podobnego, albo wręcz zupełnie innego?

Na Islandii jest barnabaetur, czyli zasiłek rodzinny na każde dziecko do 18. roku życia. Nie jest to stała kwota. Wysokość świadczenia jest wyliczana na podstawie zarobków opiekunów dziecka. Rodzice zarabiający bardzo dużo nie otrzymują barnabaetur. Zasiłek rodzinny wypłacany jest raz na kwartał.

Twój synek chodzi już do szkoły. Kiedy zaczyna się szkoła na Islandii?

Szkoła zaczyna się od pierwszej klasy w wieku sześciu lat. Nie ma zerówki. Podstawówka trwa 10 klas. Mój synek, Vincent, idzie teraz do czwartej klasy. Zaczął szkołę jako sześciolatek, a przedszkole jako niespełna dwulatek i od tamtej pory chodzi nieprzerwanie do placówki. Jako dziecko wychowywane w polskiej rodzinie na emigracji musiał mieć też dostęp do języka islandzkiego. Posłanie go do przedszkola było jednym z kroków do nauki języka w naturalnym środowisku. Nigdy nie miałam dylematu, czy powinnam posłać dziecko do przedszkola, czy zostać z nim w domu.

 

A jak wygląda na Islandii sytuacja ze żłobkiem i przedszkolem?

Na Islandii nie ma żłobków, czyli placówek dla takich małych dzieci. Przedszkola przyjmują dopiero dwulatków (niektóre placówki nawet 18-miesięczne dzieci). Rodzice po zakończeniu urlopu macierzyńskiego mogą też zdecydować się na posłanie dziecka do dagmammy, czyli opiekunki dziennej, która zajmuje się maluchami w wieku od sześciu do 24 miesięcy. Dagmammy pracują w swoich domach i przyjmują około pięciu dzieci pod swoją opiekę.

Przedszkole jest płatne, bezpłatne, dla wszystkich?

Przedszkola na Islandii są płatne. Opłata różni się w zależności od gminy i stanu cywilnego opiekuna (samotni rodzice mają dopłaty z gminy). W Reykjaviku przedszkole kosztowało mnie około 30000 koron (blisko 925 zł). Obecnie przedszkola są przepełnione i ciężko dostać miejsce. Gminy pracują nad rozwiązaniami dla rodziców, którzy muszą wrócić do pracy, a przez sytuację z przedszkolami nie mają co zrobić z dziećmi.

Jakie są islandzkie mamy? Inaczej wychowują dzieci niż my?

Tak, uważam, że islandzkie mamy są bardziej wyluzowane. Dzieciom pozwala się na więcej w ramach decydowania o sobie, ale też w przestrzeni publicznej. Rodzice dbają o ich bezpieczeństwo, ale nie wyręczają, nie zabraniają, nie strofują. Wydaje mi się, że polskie mamy bardziej przejmują się tym, co ludzie powiedzą. Na Islandii rodzice ani nie oceniają, ani się tą oceną nie martwią.

Planujecie wrócić do Polski? Tęsknisz za Polską?

Niczego nie planuję, ale już od dawna niczego też nie wykluczam. Czy tęsknie? Chyba nie. Często jeżdżę do Polski i dużo czasu tam spędzam. Tęsknię za ludźmi i za przygodami, ale za życiem w moim rodzinnym kraju niekoniecznie. Wyjechałam, gdy byłam młodą dziewczyną i nigdy nie żyłam w Polsce jako dorosła osoba. Nie dotyczyły mnie podatki, pracodawcy, a nawet polityka. Dzisiaj nadal mnie to nie dotyczy. Tak naprawdę nie wiem, jak się żyje w Polsce.

Więcej o:
Copyright © Agora SA