Ufała, że w żłobku córka ma doskonałą opiekę. Na razie nie ma dwóch pierwszych zębów i problemy emocjonalne

Żłobek miał pełnić funkcje bezpieczeństwa i opieki. Tymczasem doszło do tragedii. Nikt nie poczuwa się do odpowiedzialności. Kilkulatkę czeka operacja i prawdopodobnie długie leczenie się z traumy. Rodzice zapowiadają, że nie odpuszczą.

Posłanie dziecka do przedszkola wywołuje wśród wielu rodziców mnóstwo stresu. Niektóre mamy chętnie same zostałyby w domu i sprawowały opiekę nad swoimi dziećmi, jednak muszą chodzić do pracy. Są tacy, którzy mogą zdecydować się na pracę zdolną i pogodzić to z opieką nad dzieckiem, ale większość niestety musi chodzić do pracy. Zwykle rodzice wybierają spośród trzech możliwości - opieka dziadków, żłobek lub niania. Każda z opcji ma swoje plusy i minusy, wszystko zależy od finansów i możliwości konkretnej rodziny. 

Więcej ciekawych informacji znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Jeden telefon ze żłobka sprawił, że rodzice stracili całe zaufanie do tej placówki

Grace i Simon zdecydowali się na zapisanie swojej córki do żłobka. Zaufali instytucji, że dochowa wszelkich starań, by dziecko czuło się u nich dobrze, miało możliwość rozwoju oraz czuło się bezpiecznie. Pewnego dnia wszystko się jednak zmieniło. Wystarczył jeden telefon ze żłobka. Do mamy dziewczynki zadzwoniła jedna z mam i poprosiła o jak najszybsze odebranie córki ze żłobka. Poinformowała, że dziewczynka miała drobny wypadek i wymaga kontroli lekarskiej. Grace dotarła do żłobka około godziny 11:00. Przez pół godziny próbowała ustalić co się wydarzyło, jednak jedyną informacją powtarzaną w kółko było to, że dziewczynka się przewróciła. Kobiecie udało się dostać do dentysty w trybie natychmiastowym, ten jednak orzekł, że dwa przednie zęby dziewczynki są w bardzo złym stanie i wymagają usunięcia. Dziewczynka miała uważać, by nie wdało się żadne zakażenie oraz miała jeszcze czekać na jedną operację.

Zobacz wideo Jak prawidłowo udzielić dziecku pierwszej pomocy?

Nikt nie poczuwa się do poniesienia konsekwencji, a dyrekcja stale odwołuje spotkania

W swoim poście, pełnym żalu, emocji i frustracji, ojciec napisał, że nie może zrozumieć jak doszło do takiej sytuacji. Dostali raport ze żłobka, po pierwsze dopiero 6 godzin po wydarzeniu, a po drugie z tego raportu nic nie wynika, oprócz stale powtarzanego zdania, że dziecko się przewróciło. Rodzice próbowali pytać córki, ale ona niewiele pamięta, oprócz tego, że szli całą grupą przez parking przedszkolny na salę gimnastyczną. Byli ustawieni jedno za drugim, łańcuchowo, każdą ręką trzymając kolegę lub koleżankę obok. W pewnej chwili jedno z dzieci miało się potknąć, co spowodowało, że dziewczynka straciła równowagę i upadła prosto na buzię. Nie miała rąk, by móc się zaasekurować. Rodzice są wściekli, ponieważ nie wyrazili zgody na wychodzenie ich córki na salę gimnastyczną, po drugie parking jest cały czas terenem budowy, a po trzecie, gdy poprosili o zapis z kamer monitoringu, od razu otrzymali odmowę. Obydwoje są sfrustrowani postawą placówki, dyrekcja cały czas odwołuje spotkania, nikt nie chce im konkretnie wyjawić co się wydarzyło, a ich córka bardzo emocjonalnie przeżywa całą sytuację. Nie wiedzą co robić dalej, ale nie chcą odpuścić. Mają nadzieję, że ktoś w końcu poniesie odpowiedzialność za to, co się wydarzyło.

Źródło: kidspot.com.au

Więcej o:
Copyright © Agora SA