"Kiedyś 10-latki na koloniach dostawały czas wolny w obcym mieście. Dziś rodzice nie puszczają ich przed blok"

Podczas gdy jedne dziesięciolatki z niecierpliwością czekają na letni wyjazd na obóz lub kolonie bez rodziców, inne są jeszcze niegotowe na taką rozłąkę z mamą i tatą. To kwestia indywidualna, a wiek dziecka czasami nie ma znaczenia.

Więcej tematów związanych z życiem rodzinnym na stronie Gazeta.pl

Wakacje w pełni. Dzieci wyjeżdżają na obozy i kolonie, spędzają czas z rodzicami lub dziadkami, bawią się z rówieśnikami na półkoloniach lub "Lecie w mieście". Dla niektórych pociech wyjazd bez mamy i taty jest sprawdzianem samodzielności i zaradności. Część zdaje ten "egzamin", niektóre potrzebują więcej czasu, żeby dojrzeć do takiej rozłąki. 

Zobacz wideo Jak rozpoznać, że dziecko ma autyzm? "Układanie samochodzików w rzędzie, machanie rączkami"

Niektórzy uważają, że współczesne dzieci są dużo mniej samodzielne niż ich równolatkowie 15,20 lat temu. Jeden z użytkowników Twittera napisał: "A pamiętacie czasy, że jak się jechało na wycieczki na koloniach to opiekunki dawały dzieciom 10-letnim czas wolny? W obcym mieście, bez telefonu, GPS i tym podobnych. A teraz rodzice boją się wypuścić dzieci same przed blok".

Tata naraził dziecko na niebezpieczeństwo?

Post był odpowiedzią na sytuację, która miała miejsce kilka dni temu w Bieszczadach. Na jednym z tamtejszych szlaków przewodnik, który wędrował z grupą harcerzy, zauważył samotnie spacerującą po górach dziewczynkę. Okazało się, że to dziesięciolatka, która nie ma siły iść dalej i ojciec polecił jej zawrócić i samotnie wrócić do schroniska. 

Pod postem wywiązała się dyskusja internautów. Część z nich stwierdziła, że ojciec dziewczynki zachował się bezmyślnie i nieodpowiedzialnie, że naraził córkę na niebezpieczeństwo: Pisali: "To w Bieszczadach, tam, gdzie miśki chodzą szlakami? Ciekawe, jakie poradniki wychowawcze czytał ten ojciec?"; "Na miejscu tej córki straciłabym zaufanie do ojca do końca życia"; "Musi być po rozwodzie albo tuż przed".

Nie wszyscy jednak byli tego zdania. Niektórzy stwierdzili, że w tej sytuacji nie było nic niebezpiecznego i nie rozumieją, dlaczego inni krytykują ojca dziesięciolatki: "Dziecko musiało przejść z 5 km same, po szlaku, gdzie nie da się zgubić i jest pełno ludzi. No, po prostu straszne"; "Pamiętam młodego (<10 lat) woźnicę, który woził nas saniami w Dolinie Chochołowskiej. To było co prawda 30 lat temu. A dziś dzieci noszą kaski"; "Zimny chów, nie ma miękkiej gry. Córka mu jeszcze podziękuje. Przygoda życia".

Więcej o:
Copyright © Agora SA