Wychowawczyni wspomina: tę jedną dziewczynkę na koloniach będę pamiętać zawsze. "Wyróżniała się na tle innych"

Dla wychowawczyni kolonijnej tulenie obcych i zapłakanych dzieci to norma. Rodzice uważają, że dziecko musi nauczyć się samodzielności i zapanować nad tęsknotą. Tylko czy na pewno tak właśnie powinno to wyglądać?

Czas wyjazdów na obozy i kolonie w pełni. Dla wielu dzieci to długo wyczekiwany moment. Odliczają czas, spotkają się ze swoimi kolegami i koleżankami, spędzą czas w ulubionych miejscach, być może przy okazji oddając się swojej pasji. Dla wielu rodziców i ich dzieci to jednak moment pełen stresu, ich dzieci wyjadą na kilka dni po raz pierwszy samodzielnie. Nie będzie obok mamy i taty, którzy wesprą i przytulą, nie przypomną o umyciu zębów, nie podadzą ubrań, nie zawiążą butów. To czas próby i przezwyciężenia tęsknoty.

Więcej ciekawych informacji znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Dzieci najczęściej po raz pierwszy wyjeżdżają na obóz między 8. a 10. rokiem życia

Choć w Polsce na obozy i kolonie dzieci mogą przeważnie jeździć po ukończeniu 7. roku życia, to ich pierwszy samodzielny wyjazd przypada mniej więcej na czas 8-10 lat. W trakcie trwania obozu, bardzo szybko wychodzi na jaw, które dzieci zrobiły to z własnej woli i pragnienia przeżycia przygody lub szlifowania pasji, a które zostały wypchnięte przez rodziców, by ci mieli trochę spokoju. Praca wychowawczyni w takich sytuacjach wcale nie jest łatwa. Czytelniczka wspomina jeden, spośród wielu obozów, na których  była opiekunką - sportowy. Miała pod pod swoją opieką 10 dziewczynek w wieku 8 lat. Dla większości był to pierwszy obóz w ich życiu. Ale czy były na niego gotowe? Stawały nocą w progu pokoju, zwykle zapłakane. Nie chciały jeść, nie mogły spać, bardzo tęskniły za domem. Nie umiały pościelić łóżek, nie potrafiły przyjść na czas na śniadanie. Gdyby nikt im nie przypomniał, wcale by się nie myły i nie dbały o higienę. Nie do końca wiedziały jak zachowywać się w wodzie i jak współpracować w grupie.

Zobacz wideo Do jakiego specjalisty się udać, gdy podejrzewamy, że nasze dziecko ma jakieś zaburzenia? "Lepiej pójść do kogokolwiek, niż do nikogo"

Wychowawczyni zauważa, że wciąż jest zbyt mało dzieci gotowych na samodzielne wyjazdy, rodzice jednak mają inne zdanie

Oczywiście wychowawca jest po to, by pomagać, wspierać i czuwać nad bezpieczeństwem. Ale dzieci również powinny przejawiać gotowość do uczestniczenia w obozie. Na ich tle wyróżniała się jedna dziewczynka. W walizce miała poukładane, pamiętała o podstawowej higienie, potrafiła poprawnie zakładać kamizelkę ratunkową i wykazywała się odpowiednim zachowaniem na łódce. Była w pełni samodzielna, dość cicha, ale pomocna. Zawsze słuchała poleceń i potrafiła je bezbłędnie wykonać. Doświadczenie czytelniczki, jako opiekunki kolonijnej, pokazało że to jest norma. Normą są dzieci, które nie są gotowe na taką rozłąkę z rodzicami. Nie są gotowe, by stawić czoła takiemu wyzwaniu jakim jest obóz. Według czytelniczki to mocno odbija się na psychice i emocjach dzieci. Kobieta zauważa, że to się wciąż nie zmieniło.

I myślę o tych wszystkich dzieciach, które może jednak powinny zostać w domu… Zamiast płakać, co noc, trzymać za rękę obcą kobietę. Sama nie wiem, pozostawię to do oceny państwu.
Więcej o:
Copyright © Agora SA