Bałtyckie plaże to dziecięca toaleta? Rodzice mają różne pomysły: "Odcedzam dziecko" do dołka przy ręczniku

Wakacje, a zawłaszcza te z dziećmi, to nie tylko czas sielanki i beztroski. Czasem, gdy ma się pod opieką malucha, trzeba stanąć przed różnego rodzaju wyzwaniami. Nierzadko nawet tak prozaiczne sprawy, jak np. skorzystanie z toalety, urastają do rangi znaczącego problemu.

Dzieci uwielbiają plażę i morze. Nawet to Bałtyckie, mimo że woda jest w nim lodowata nawet w środku lata. Jednak, aby dziecko mogło w pełni cieszyć się radosną zabawą, rodzice muszę zatroszczyć się o wszystko inne - również te nudne i przyziemne sprawy - takie jak zjedzenie obiadu, umycie rąk, nasmarowanie się kremem czy... pójście do toalety. Gdy wokół piasek, muszelki, fale, kto by tam myślał o takiej prozie życia jak sikanie. Nawet kilkulatki, jeśli są zaaferowane tak cudowną rozrywką jak np. robienie przekopki, chęć skorzystania z łazienki sygnalizują w ostatnim możliwym momencie. Przebierają już z nogi na nogę, a wtedy rodzic wie jedno, na każde godne nieurągające człowieczeństwu rozwiązanie jest już za późno. 
Wiadomości z kraju i ze świata znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl >>>

Zobacz wideo Kupa podczas porodu? Kobiety się wstydzą, a nie powinny. Położna: Wszyscy o to pytają, a trzeba wiedzieć jedno

Na Forum.gazeta.pl pewna mama podzieliła się historią z urlopu, który spędzała nad polskim morzem. Szczerze przyznała, że kwestie toaletowe nie spędzają jej snu z powiek. Nie martwi się brakiem publicznych toalet, bo swoje dzieci "odcedza" przy swoim stanowisku. Kobieta pogodziła się już, że w "tłumie sterylnie nie będzie", więc sikami dziecka się nie przejmuje. 

Wiadomo, że samo sikanie na widoku to nic pięknego, zgoda, ale skoro już i tak plażujemy w tłumie - wiadomo, że sterylnie nie będzie. Zawsze ktoś czymś nabrudził czy nabrudzi. Ja tam dzieci "odcedzam" przy swoim stanowisku do dosyć głębokiego dołka (potem zasypujemy), jeśli do wody nie wchodzą, a jak wchodzą - sikają do wody. To naprawdę niewiele w porównaniu ze wszystkimi innymi substancjami. Skoro dopuszczamy kąpiel, to nie może nam to przeszkadzać.

Jej wpis wywołał lawinę komentarzy. Inni użytkownicy forum w mniej lub bardziej kulturalny sposób wyrażali swoje oburzenie postawą matki. Nikomu nie jest przecież przyjemnie, jeśli zaraz obok jego twarzy ktoś (niezależnie czy mały czy duży) załatwia swoje potrzeby fizjologiczne. Choć do dzieci jednak nie można przykładać tej samej miary, co do dorosłych, którzy umieją już kontrolować w pełni swoje ciało, nie zwalnia to jednak opiekunów z odpowiedzialności, by zapewnić komfort maluchowi i innym plażowiczom. Ludzie przywoływali również swoje doświadczenia z bałtyckich plaż.

Ja radziłem sobie (tak naprawdę to córka, bo to nie ja sikać musiałem) w ten sposób, że po prostu siadała na piasku, majtki odciągała w bok, żeby sobie nie zasikać i sikała. Ludzie nie widzieli, co ona robi, bo to wyglądało tak, jakby sobie siedziała

- napisał pewien ojciec

"Sama widziałam, jak matka wysadziła dziecko, aby zrobiło siku tuż obok mojego gradoła. Okropne!" - pisała inna kobieta. 

"Mamo, siku" i co dalej?

Problem toalet, które w dodatku byłyby dostosowane do potrzeb dzieci, w przestrzeni publicznej to temat rzeka. W Polskim wydaniu jest niestety raczej nieokiełznana Amazonka niż wiejska smródka. Bo co może zrobić rodzic, któremu dziecko zakomunikuje potrzebą skorzystania z łazienki? Z reguły ma niestety niewiele czasu i rozpoczyna plażowego ironmana. Biegnie bosymi stopami (na klapki nie ma co marnować czasu) po palącym piasku, kamykach, muszelkach z dzieckiem pod pachą do najbliższej łazienki - jeśli jest.

Toalet, które nie budzą grozy, jest niestety niewiele. Dzieci nie mają takich możliwości, aby skorzystać z brudnego szaletu w sposób higieniczny. Mała dziewczynka nie wysika się "na Małysza", a chłopiec nie załatwi wszystkiego "bezdotykowo". Niezależnie od płci trzeba dziecku pomóc, co często w małej oblepionej brudnej kabinie jest bardzo trudne. Z tego względu rodzice wolą załatwić sprawę na łonie natury. Choć to zabronione, wchodzą na wydmy. Zdecydowanie lepiej w takiej sytuacji udać się do lasu (jeśli zdążymy dobiec.). Warto wiedzieć, że takie rozwiązanie będzie wskazane zwłaszcza, jeśli dopadnie nas "grubsza sprawa". Jak zalecają Lasy Państwowe, kupę należy umieścić wraz z papierem pod uprzednio rozgarniętym mchem. Resztą zajmą się już mieszkańcy lasu. 

Co jednak jeśli las daleko, a spawa nagli? Wielu rodziców na plażę zabiera nocnik. Obecnie na rynku dostępne są modele składane, które nie zajmują dużo miejsca lub też wersje jednorazowe. Zaopatrzeni w taki sprzęt możemy posadzić dziecko w ustronnym miejscu, tak aby zarówno ono jak i inni czuli się komfortowo. 

Czy sikać do morza?

Jednak nie każdy przejmuje się kwestią, jak załatwić się na plaży, bo jako ubikację traktuje morze. Widok zanurzonych po pas w wodzie ludzi jasno sugeruje, że zapewne nie znaleźli się tam, aby ochłodzić sobie pośladki. Jeśli robią to dorośli, trudno dziwić się, że robią to także dzieci. Ba, często na wezwanie "siku!", da się słyszeć polecenie rodzica: "to idź do wody". Czy jednak to dobre rozwiązanie?

Sikanie do morza budzi zastrzeżenia natury higienicznej. Jeśli ktoś ma np. zapalenie pęcherza, "swoje" bakterie sprzedaje także innym. Ponadto jest to zwyczajnie mało estetyczne, dla wielu wręcz oburzające. Władze nadmorskiego miasta Vigo w Hiszpanii były na tyle zniesmaczone tym procederem, że prowadziły nawet karę grzywny w wysokości 750 euro! W Polsce policjant mandatu nam nie wlepi. Zdaniem badaczy nie skrzywdzimy też tym występkiem przyrody. Choć sam mocz zawiera niekorzystne dla wody morskiej związki azotu, to jednak jest ich na tyle mało, że nie powinny niszczyć wodnego środowiska. 

Śmierdzący problem

To rodzice odpowiadają za dziecko i to na nich spada odpowiedzialność, aby zapewnić mu godne warunki do wypróżnienia się oraz komfort innym uczestnikom plażowania. Na tym jednak nie koniec. Sposób, w jaki traktujemy także toaletowe sprawy, uczy malucha życia w społeczeństwie. Każdy chce przecież przestrzeni, w której potrzeby wszystkich jednostek są szanowane. Wysadzając malucha obok oburzonego tym faktem plażowicza, nie tylko nie zapewniamy komfortu psychicznego swojemu dziecku, lecz także pokazujemy mu, że normy społeczne można, nomen omen, olać.

Brak infrastruktury sanitarnej jest poważnym problemem, jednak nie może stanowić usprawiedliwienia na lekceważenie zasad współżycia społecznego. Niemniej jednak sytuacje podbramkowe to codzienność każdego rodzica. Nawet ci najlepiej przygotowani zawsze dadzą się zaskoczyć losowi - nie zawsze zdąży się do toalety czy na nocnik, czasem zaliczy się wpadkę. Co wtedy zrobić? Po prostu przeprosić i posprzątać po swoim dziecku. To naszą rolą jest pomóc nauczyć dziecku, jak panować nad pęcherzem, lecz także, jak zachować się w sytuacji, gdy coś pójdzie nie tak. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.