Pojechała na wakacje all inclusive z dziećmi. Od 8 nie może znaleźć wolnego leżaka. "Grasuje plaga ręcznikowców"

Rodzina z dziećmi pojechała na wczasy do Egiptu. Są oburzeni tym, co zastali w hotelu. "Obudziłam się przed 8 i już zobaczyłam, jak po resorcie grasuje plaga ręcznikowców. Ludzie jeszcze w piżamach biegli do budki, by wypożyczyć ręczniki. Byleby jak najszybciej rzucić je na leżaki, zaklepać sobie dogodne miejsce nad basenem, po czym wrócić do pokoju i pójść spać" - pisze oburzona czytelniczka.

Alternatywą dla pobytu nad Bałtykiem dla wielu rodzin są wakacje all inclusive. Rodzice małych dzieci raczej nie nastawiają się na wielogodzinne zwiedzanie, czy górską wspinaczkę, ale szukają miejsc, które zapewnią też rozrywkę najmłodszym. Resorty w Bułgarii, Turcji, czy Egipcie kuszą stosunkowo niskimi cenami, dużymi basenami, ciepłą pogodą i urozmaiconym wyżywieniem dopasowanym również do potrzeb dzieci. Nawet w takich warunkach można jednak spotkać pewne niedogodności.

Wakacje all inclusive z dziećmi

Więcej artykułów o tematyce parentingowej przeczytasz na stronie Gazeta.pl.

Zobacz wideo Czy Magda Stępień jest teraz szczęśliwa? "Partner czy kolejne dziecko na pewno da mi szczęście, ale już zawsze będzie inaczej"

Okazuje się, że przy nieograniczonym dostępie do jedzenia, napojów, basenów i plaży problemem może być znalezienie leżaka. To odbiera komfort w sytuacji, w której wypoczynek skupia się wokół pływania i opalania nad wodą. Nasza czytelniczka w liście do redakcji wyjaśniła, na czym dokładnie polega problem. "Wraz z mężem i dwójką dzieci polecieliśmy na wakacje all inclusive do Egiptu. Resort przepiękny, pokoje duże i czyste, ogromny wybór w kwestii jedzenia, a do naszej dyspozycji baseny ze zjeżdżalniami. Już drugiego dnia pobytu przekonaliśmy się jednak, że czekają nas pewne niedogodności. Chodzi o leżaki" - opisała.

"Grasuje plaga ręcznikowców"

Już drugiego dnia pobytu, gdy rodzina szła na śniadanie, zwróciła uwagę, że na wszystkich leżakach wokół basenu leżały ręczniki. "Było przed godziną 9 rano, w wodzie żywej duszy, a wszystko pozajmowane. Gdy po posiłku poszliśmy do pokoju przebrać się w stroje i wróciliśmy na miejsce, nie było już ani jednego miejsca wolnego. Ludzie celowo kładli na leżakach ręczniki i torby, aby nikt nie mógł na nich usiąść. Po czterdziestu minutach kursowania wokół basenów dzieci zaczęły płakać, że chcą wejść do wody, a my nie mieliśmy gdzie się rozłożyć. Głupio mi było położyć ręcznik na ziemi, skoro nikt inny tego nie robił" - twierdziła turystka.

Gdy kolejnego dnia kobieta wstała wcześniej, zaobserwowała, na czym dokładnie polega problem. "Obudziłam się przed 8 i już zobaczyłam, jak po resorcie grasuje plaga ręcznikowców. Ludzie jeszcze w piżamach biegli do budki, by wypożyczyć ręczniki, a niektórzy używali tych z hotelowych łazienek. Byleby jak najszybciej rzucić je na leżaki i zaklepać sobie dogodne miejsce nad basenem, po czym wrócić do pokoju i pójść spać. Obsługa powinna zareagować. Inni nie mają gdzie się rozłożyć. W mojej opinii to skandal" - podsumowała.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.