Szpital urządza uroczystość na cześć wcześniaka. "Urodzony cud w 22 tygodniu"

Ta niecodzienna sytuacja miała miejsce w jednym ze szpitali w stanie Connecticut. Były wiwaty, balony i łzy wzruszenia. Nikt nie przypuszczał, że ten poród zakończy się "happy endem.
Zobacz wideo Przedwczesny poród, infekcja u matki, dziecko na OIOM-ie, a do tego COVID. Poruszająca historia w "Mamy czas"

W lutym 2023 roku w szpitalu Saint Francis w Hartford w stanie Connecticut przyszło na świat dziecko w 22. tygodniu ciąży. Ważyło jedynie 12,4 uncji, co daje niespełna 400 g i było jednocześnie najmniejszym dzieckiem, jakie urodziło się w tamtym miejscu. Lekarze wielkością porównywali je do puszki po napojach. 4 lipca po 128 dniach stał się cud.

Więcej ciekawych informacji znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Miała 19 lat, była w 22. tygodniu ciąży i groził jej poród przedwczesny

Neyshaliz Angueira z Waterbury przybyła do szpitala św. Franciszka 18 lutego, była wtedy w 22. tygodniu ciąży. Zdiagnozowano u niej wirus układu oddechowego i jednocześnie stwierdzono, że rozpoczął się poród przedwczesny. Kobietę umieszczono na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej. Choć to dla 19- latki były chwile pełne przerażenia i niepewności, przyznała później że miała dziwne przeczucia od samego początku ciąży, jakby było coś nie tak. W momencie przyjęcia na oddział Neyshaliz miała już rozwarcie na 3 cm. W tym momencie perspektywy na to, że dziecko przeżyje były niewielkie. W wywiadzie udzielonym dla Today.com wyjaśniła:

Miałam spuchnięte nogi, brak czucia w stopach, ból brzucha i ból w dolnej części pleców, co, jak myślałam, było spowodowane niedawnym wypadkiem samochodowym.

"Zwykle takie dzieci nie opuszczają nawet sali porodowej"

4 dni po przybyciu do szpitala kobieta wydała na świat córeczkę. To był łatwy i bardzo szybki poród. "Praktycznie ją wyplułam. To był najłatwiejszy poród w historii" - wspomina. Personel szpitala nazywa Zahraliz "mikro-wcześniakiem" i "cudem". Według lekarzy pierwsze 3 do 5 dni są kluczowe i bardzo ważne dla dzieci i zarazem trudne dla rodziców. Personel szpitala i rodzice cieszyli się z każdego dnia, jaki dziewczynce udało się przeżyć. Dzień po dniu rosła nadzieja. 29 czerwca Zaharliz miała 7 funtów i 5 uncji (ok. 3 300 g) i została wypisana ze szpitala do domu. Było to po 128 dniach spędzonych w szpitalu i 2 dni po pierwotnej dacie porodu. Cały personel stawił się, by pożegnać dziewczynkę. Nie obyło się bez łez, głośnych wiwatów i mnóstwa różowych balonów. Lekarz daje nadzieję, że z dziewczynką będzie dobrze:

Pod względem rozwoju będziemy ją bardzo uważnie monitorować, ale jej przyszłość rysuje się w jasnych barwach. Ma się lepiej, niż kiedykolwiek myśleliśmy.

Sprawa ma jednak i mniej radosną stronę. Wielu internautów kwestionowało sens takiej imprezy, a przebieranie malutkiego dziecka, które jeszcze niedawno walczyło o życie, nazywają wprost "dręczeniem". "Nie rozumiem, po co to komu. Rozumiem, rodzice się cieszą, personel się cieszy, ale chyba nieco za przesadzili z tym świętowaniem" - czytamy jeden z komentarzy. A Wy co sądzicie o działaniu szpitala?

Źródło: www.today.com

Więcej o:
Copyright © Agora SA