Ksiądz nie życzy sobie dzieci na swoich mszach. "Kazał dwulatce wyjść z kościoła"

W sieci znów zawrzało po wypowiedzi duchownego, który uważa, że dzieci nie powinny biegać po Kościele i przeszkadzać innym uczestnikom Mszy Świętej w modlitwie. Kontrowersyjny wpis księdza Daniela Wachowiaka, duchownego z Wielkopolski, który zamieścił na Twitterze, był odpowiedzią na komentarz internautki sprzed roku. Kobieta opisała nieprzyjemną sytuację, która spotkała ja i jej dwuletnie dziecko.

Ksiądz Daniel Wachowiak to duchowny znany z kontrowersyjnych wypowiedzi w kontekście aktualnych wydarzeń w Polsce i na świecie. Swoje przemyślenia publikuje na Twitterze, a tym razem postanowił odnieść się do wpisu pewnej kobiety, którą spotkała nieprzyjemna sytuacja. Otóż będąc na Mszy Świętej, usłyszała od księdza, że ma wyjść ze świątyni, bo jej dwuletnie dziecko przeszkadza w głoszeniu Słowa Bożego. Co na to Wachowiak? Duchowny z Wielkopolski uważa, że dzieci, które przeszkadzają w prowadzeniu mszy to wina dzisiejszych rodziców. Jego wpis oburzył wiele osób. Na Twitterze rozgorzała dyskusja.

Zobacz wideo Julia Wieniawa pokazała odnowiony salon po powrocie. Jej reakcja? Ależ głośno!

Więcej informacji znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.

Rodzice i ich dzieci przeszkadzają księdzu w prowadzeniu mszy. "Dzieciocentryzm"

W sieci zawrzało po ostrych słowach księdza Daniela Wachowiaka, który uważa, że w Kościele nie ma miejsca dla osób, które przeszkadzają w prowadzeniu mszy. Jego wypowiedź odniosła się do wpisu pewnej mamy, która wprost z ambony usłyszała od duchownego, że ma zabrać swoje dwuletnie dziecko i wyjść ze świątyni. Nie zrobiła tego. Co więcej, nie zabrała też dziecka, które biegało dookoła ławek w czasie kazania.

Mi ksiądz z ambony kazał wyjść z Kościoła, bo dwulatka biegała dookoła ławek na kazaniu. Nie wyszłam i nie zareagowałam, zastanawiałam się, jak długo może trwać przerwa w kazaniu i czy zejdzie, żeby nas wyprowadzić. Po paru sekundach wrócił do kazania

- napisała internautka na Twitterze.

Do tego wpisu odniósł się proboszcz podpoznańskich Koziegłów, ksiądz Daniel Wachowiak, który uważa, że takie zachowanie rodzica jest karygodne. Oburzony jest postawą matki, której dziecko przeszkadzało innym w skupieniu się nad słowami kazania.

"Po raz enty zachęcam do lektury https://bognabialecka.pl/artykuly/wychowanie/male-dziecko-na-mszy-sw-wskazowki-praktyczne. W przeżyciu Mszy najbardziej przeszkadzają rodzice, którzy nie reagują, gdy powinni zareagować. Rodzice, dla których dzieciocentryzm wyparł zrozumienie tego, jak ważna jest Liturgia i jak trudno głosi się i słucha się Słowa" - zaznaczył ksiądz w swoim poście.

Wpis ten oburzył wielu rodziców, którzy mając małe dzieci, chcą z nimi uczęszczać do Kościoła i brać udział w wydarzeniach liturgicznych. Jednak nie zawsze taki maluch jest w stanie spokojnie i grzecznie wysiedzieć to 40 minut, czy godzinę, kiedy trwa Masza Święta.

Cóż, przykro mi, że moje małe dzieci księdzu przeszkadzają. Nie będę też czekał do 7 roku życia, by pokazywać im, że na Mszę trzeba chodzić. Zresztą mogę wcześniej umrzeć i nie zdążyć im tego wtedy pokazać.
Widać, że ksiądz nie ma dzieci. Jeśli nie pozwoliłbym mojej 2,5-latce chodzić po kościele w trakcie mszy, ryk powodowałby, że każdą mszę kończyłbym po 5 minutach. Założenie, że każde dziecko wytrzyma w ławce to smutna generalizacja.

- dodali użytkownicy Twittera.

Co siądziecie o wpisie księdza Wachowiaka, który dość krytycznie wypowiedział się o rodzicach, którzy nie reagują, gdy ich dzieci przeszkadzają podczas mszy? Czy faktycznie mamy obecnie do czynienia z "dzieciocentryzmem"? Jednak z drugiej strony, jak wytłumaczyć dziecku, aby spokojnie posiedziało w ławce, obok rodzica, do końca mszy? A może lepszym rozwiązaniem będzie niezabieranie malucha do Kościoła?

Więcej o:
Copyright © Agora SA