Co przygotowujecie na święta wielkanocne? "Ja przygotowuję się psychicznie na odwiedziny rodziny"

Wiele osób popada w przedświąteczną gorączkę. Szorowanie podłóg, mycie okien, wycieranie kurzu i gotowanie jak dla wojska. Niektórzy jednak są w stanie to wszystko przetrwać, ale największym wyzwaniem są dla nich odwiedziny bliskich.

Z założenia mówi się, że święta to czas, który powinien być spędzony w przyjemnej atmosferze, gronie rodzinnym. Ma być wesoło i miło. Takie obrazki pokazywane są jednak tylko w reklamach, gdzie rodzina żartuje, śmieje się i zachwyca żurkiem. Nie oszukujmy się, wiele osób stresuje się na samą myśl o rodzinnym spędzie.

Co robię na święta wielkanocne? Ja przygotowuję się psychicznie na odwiedziny rodziny

- napisała jedna z matek na forum internetowym. Jej wypowiedź zdobyła mnóstwo lajków i odpowiedzi kobiet, które przyznają, że "doskonale ją rozumieją", ponieważ "też się tego boją".

Zobacz wideo Która wersja sałatki jarzynowej najbardziej przypadła nam do gustu? Z porem, jabłkiem, cebulą?

Co jest strasznego w rodzinnych spotkaniach przy świątecznym stole? Problemem jest bez wątpienia to, że współczesne kobiety biorą na siebie zdecydowanie zbyt wiele obowiązków (a i otoczenie często zbyt dużo od nich oczekuje). Chcą, by wszyscy, którzy przyjeżdżają na święta, zachwycali się lśniącym od czystości mieszkaniem, oknami bez żadnych smug i wykwintnymi daniami, których jest tyle, że każdy jeszcze dostanie coś na wynos.

Najgorsze jest to, że wiele babć, ciotek, teściowych, a nawet czasem i matek, nie do końca to docenia, żeby nie powiedzieć, że nie docenia tego wcale. Każda inaczej powiesiłaby zasłony ("i w ogóle co to za kolor?!"), bardziej doprawiła sałatkę, czy dodała więcej rodzynek do sernika. Takie komentarze wałkowane przez kilka godzin mogą złamać najsilniejszy charakter. Dlaczego osoby, które mają być bliskie i wspierać, często robią coś odwrotnego? Może kiedyś same były krytykowane i uważają, że to ma mobilizować kobietę do bycia lepszą gospodynią? Próbuję to jakoś wytłumaczyć, aczkolwiek nie potrafię mimo wszystko zrozumieć takiego zachowania. I myślę, że wiele młodych kobiet też nie potrafi...

Czy to znaczy, że nie lubimy spotykać się przy świątecznym stole? Odpowiedź brzmi: i tak, i nie.

Lubię spędzać czas z najbliższymi, ale nie oszukujmy się, że większość gospodyń, siadając do wielkanocnego śniadania, pada na twarz. I wcale nie chodzi o poranną pobudkę na rezurekcję, bo na nią wiele osób i tak nie chodzi. Przecież trzeba ziemniaki nastawić i żurek włączyć, żeby wszyscy mogli po powrocie z kościoła zjeść coś ciepłego. Kilkudniowe sprzątanie i gotowanie jest wykańczające, ale przecież nie zaproszę rodziców i teściów do brudnego mieszkania. Teściowa z pewnością, by to skomentowała, jest bardzo wymagająca. Spaliłabym się ze wstydu

- opowiada nasza czytelniczka, dodając, że ma poczucie, że "ma poczucie, że brudnym mieszkaniu święta byłyby jakieś nie takie". Co to oznacza "nie takie"?! Być może błędnie wpajano nam od małego, jak "powinny wyglądać" święta. Jak? Sterylnie czysto i z nadmiarem jedzenia, które często się marnuje. Bez sensu, ale tak niestety jest.

Kobieta gotujeKobieta gotuje Shutterstock, autor: ThalesAntonio

Z wpisów na grupach facebookowych i forach internetowych widać, że kobiety często stresują się... świątecznym porównaniami dzieci. Otóż wiele cioć i kuzynek przy stole ma okazję, by powychwalać wśród rodziny "swoje", dodając przy tym uszczypliwe komentarze względem innych pociech. A gospodyni zajęta usługiwaniem, często nawet nie ma siły i ochoty, by wdawać się w zbędne dyskusje, które i tak nic nie wnoszą.

Policyjna interwencja podczas świąt? Zdarza się i tak

Co ciekawe, gdzieniegdzie rodzinne spotkania świąteczne często kończą się... wizytą policji.

Nie ma świąt, żeby nie było jakichś interwencji z powodu awantury domowej. Najczęściej rodzina kłóci się z powodu różnych poglądów politycznych i... z powodu podziału majątku. Dzielą mieszkania, biżuterię, samochody i to dziadków, czy rodziców, którzy też przy tym stole świątecznym siedzą. Takie to i straszne, i śmieszne

- opowiada jeden z policjantów. Przyznaje też, że takim awanturom zazwyczaj sprzyja ilość wypitego alkoholu. A tego na święta w większości domów jest aż nadmiar. Dzielenie majątku osoby żyjącej (przy niej samej) jest jednak trudne do pojęcia i ma prawo bulwersować.

Warto zmienić podejście

Jak więc to jest z tymi rodzinnymi spotkaniami podczas świąt? Zdania są pewnie podzielone i dużo zależy od samej rodziny. Sama osobiście lubię te rodzinne spędy, ale muszę przyznać, że faktycznie są one nieco stresujące. A czy ciasto będzie smakowało, a może trzeba było zrobić większą pieczeń. Czy naprawdę jest to takie istotne? Czemu większość kobiet nie potrafi wyluzować i cieszyć się tym okresem, malując z dzieciakami jajka, czy piekąc baranka, który z żadnej strony go tak naprawdę nie przypomina? Może warto spróbować w tym roku ograniczyć albo podzielić obowiązki, by móc naprawdę cieszyć się wspólnymi chwilami z rodziną? Ja w tym roku spróbuję.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.