"Mam 25 lat i wychodzę za mąż. W Warszawie ludzie pytają, czy naprawdę chce mieć dzieci"

- Wierzę w Boga i nie wyobrażam sobie inaczej pokierować swoim życia. Ważne jest dla mnie sformalizowanie związku i świadome macierzyństwo. Dla mnie pierwszy punkt to małżeństwo, a kolejny to dzieci. Jeśli my będziemy szczęśliwi, to i pociechy to wyczują. Mówię o tym otwarcie. Nie wszystko da się przewidzieć, jednak wiem, że będę matką - pisze w liście do redakcji kobieta, która za kilka miesięcy wychodzi za mąż.

Więcej treści znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl >>

Jestem w szczęśliwym związku ponad siedem lat i już za kilka miesięcy zostanę żoną. Uważam, że to ładny staż i najwyższa pora, aby pomyśleć o stabilizacji. Na samą myśl, przepełnia mnie radość i niegasnąca nadzieja, bo w głębi duszy marzę o założeniu rodziny. Kiedy mówię o tym swoim znajomym z pracy, to są w szoku. I w sumie poniekąd trochę ich rozumiem. Mam wrażenie, że to wszystko zależy od priorytetów. Ja zostałam po prostu tak wychowana i dobrze mi z tym.

Zobacz wideo Czy młode Polki chcą mieć dzieci? "Raczej mi się nie spieszy"

"Najpierw związek, potem małżeństwo, budowa domu i dzieci. Nie wszyscy podzielają mój entuzjazm"

Pochodzę z konserwatywnej rodziny, w której do zawsze dużo mówiło się o wartościach. Szereg intryg rodzicielskich, które praktykowali moi rodzice, bardzo wpłynęły na moją osobowość. Ważna była tradycja i moralność, a także odpowiednie odnoszenie się do ukształtowanych autorytetów. Dzieciństwo i dorastanie wspominam dobrze, dlatego otwarcie mówię, jak chciałabym żyć.

Choć dziś krąży przekonanie, że konserwatywne rodziny nie są dobrym środowiskiem dla rozwoju i dorastania dzieci, to sama głęboko wierzę, że ci ludzie się zwyczajnie mylą. 

Podobne myślenie ma mój narzeczony. Cieszę się, że tak jest, bo wiem, że nadajemy na tych samych falach. Wszystko mamy poukładane. Najpierw związek, potem małżeństwo, budowa domu i dzieci. Nie wszyscy podzielają mój entuzjazm. Niektórzy się cieszą, a inni wytykają palcami, że tak poukładane życie, jest zwyczajnie niemożliwe. 

"Obecne czasy nie sprzyjają planowaniu rodziny"

Ciągłe sugestie związane z ciążą, planowaniem rodziny i małżeństwem, zwyczajnie nie pomagają. Chyba dlatego, że zawsze kierowałam się sercem, a nie tym, co ludzie mówią, czego oczekują i za czym podążają. Wierzę w Boga i nie wyobrażam sobie inaczej pokierować swoim życia. Ważne jest dla mnie sformalizowanie związku i świadome macierzyństwo. Dla mnie pierwszy punkt to małżeństwo, a kolejny to dzieci. Jeśli my będziemy szczęśliwi, to i pociechy to wyczują. Mówię o tym otwarcie. To chce ślubować przed Bogiem.

Nie wszystko da się przewidzieć, jednak wiem, że będę matką.

Prędzej czy później uda mi się spełnić swoje marzenie. Punktem odniesienia jest stabilność finansowa, wsparcie u męża i dojrzałość życiowa. Wiem, że obecne czasy nie sprzyjają planowaniu rodziny, szczególnie przez zaostrzenie ustawy antyaborcyjnej przez Trybunał Julii Przyłębskiej i śmierci Izabeli z Pszczyny, która była jego bezpośrednim skutkiem. Lęk i obawa jest całkowicie racjonalna, jednak osobiste poglądy sugerują inaczej. 

I nie piszę tego po to, by usłyszeć radę. Nie chce się żalić, bo świadomą decyzję i tak podejmę sama. Mam jednak prośbę do wszystkich osób oceniających postawę kobiet takich jak ja. Zazwyczaj patrzycie z boku i nie wiecie, co w głębi duszy czują ci konserwatyści, którzy wyróżniają się z tłumu i mówią troszkę inaczej, niż inni. Oni wiedzą, co robią. Tak zostali nauczeni i chcą żyć według własnych zasad. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.