Ksiądz wymienił, kto trafi do piekła. Na liście rodzice, którzy żyją "na kocią łapę"

Jeden z księży na swoim Twitterze wskazał, kto może trafić do piekła. Znaleźli się tam głównie te osoby, które żyją "na kocią łapę". Brak kłopotów i innych przeszkód nie oznacza zrozumienia i zgody pomiędzy partnerami, a jest jedynie dobrym przykładem tego, że siły piekielne się nie wtrącają. "A po cóż diabeł miałby im przeszkadzać, skoro zmierzają przestronną i wygodną autostradą do piekła?" - napisał ksiądz.

Ten, kto żyje bez ślubu, ma dzieci, które nie chodzą na religię i jeszcze na dodatek są nieochrzczone - trafią do piekieł? Jeden z księży, który ma swoje konto na Twitterze, stwierdził, że swym całym życiem jadą autostradą wprost do piekieł. Nie spodobało się to wielu internautom, którzy mają odmienne zdanie aniżeli ksiądz Roman Kneblewski.

Zobacz wideo Jacek Kurski - wizjoner, poliglota, o takie polskie walczył !

Więcej informacji znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.

"Chrystus nie toleruje rozwodów"

Ksiądz Roman Kneblewski emerytowany duchowny i były proboszcz parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Bydgoszczy na Twitterze wygłasza kazania, które powodują nie tylko dyskusję o samym Kościele, czy przyjmowaniu sakramentów, ale przede wszystkim straszeniem ogniem piekielnych tych, którzy nie chcąc lub z jakichś przyczyn nie mogą wstąpić w związek małżeński. Żyją oni na "kocią łapę", czyli bez ślubu, albo jedynie mając ślub cywilny - bez tego kościelnego. Zdaniem kontrowersyjnego w swych poglądach księdza - trafią oni do piekła.

Ci, którzy, zawarłszy sakramentalne małżeństwo, żyją po rozwodzie na "kocią łapę", idą prosto do piekła. Życzę im, aby zdążyli się nawrócić. Niemniej aktualnie zmierzają prosto autostradą do piekła. Bez wątpienia. Basta!

- napisał w poście.

Na tym jednak nie koniec. Duchowny również napomina rozwodników oraz tych, którzy żyją z partnerem bez żadnego sakramentu, strasząc ich ogniem piekielnym. Tym, że w ich relacjach wszystko się układa bez problemu, jest zasługą samego diabła, bo przecież, po co miałby przeszkadzać, skoro sami jadą autostradą wprost do piekieł?

Dziwisz się, że związki cudzołożne, czyli niesakramentalne bywają po ludzku tak udane: żyją zgodnie, bez kłótni i awantur i prawie wszystko idzie im jak po maśle? - A po cóż diabeł miałby im przeszkadzać, skoro zmierzają przestronną i wygodną autostradą do piekła?

- dodał duchowny.

Ksiądz z Bydgoszczy również uważa, że "Chrystus nie toleruje rozwodów". Faktem jest, że w Kościele katolickim nie ma czegoś takiego jak rozwód. Jest jedynie unieważnienie sakramentu małżeństwa i wcale nie jest łatwo to uzyskać.

Stwierdzenie nieważności małżeństwa kościelnego może nastąpić tylko w ściśle określonych sytuacjach w oparciu o konkretne powody, przesłanki i podstawy. Stosowne orzeczenie wydawane jest przez sąd biskupi, nazywany także sądem duchownym albo diecezjalnym. Jest to możliwe tylko wtedy, gdy w trakcie procesu zostaną udowodnione braki w zakresie formy kanonicznej, przeszkody zrywające, niezdolność konsensualna czy wady zgody małżeńskiej

- podaje portal kancelariakanoniczna.com.pl.

Wypowiedź księdza odnośnie rozwodów i tego, że sami kierują się do piekieł, wywołała burzę wśród użytkowników Twittera. Wielu z nich zaznaczyło, że są dobrymi ludźmi, kierują się w swoim życiu przykazaniami Boga, jednak ich życie tak bardzo się skomplikowało, że doszło do rozwodu - nie z ich winy. 

No, to nie daje mi ksiądz szansy. Jestem żoną (niesakramentalną) rozwodnika i szczerze wierzącą katoliczką. Oboje chodzimy do kościoła, ponosząc oczywiście kanoniczne konsekwencje rozwodu. Życie różnie się układa, proszę księdza.
A co sądzi ksiądz o tak zwanych rozwodach kościelnych? Myśli ksiądz, że Pan Bóg z satysfakcją przyjął unieważnienie ślubu prezesa Kurskiego po 23 latach małżeństwa? Bardzo mnie ta sprawa nurtuje.
Czyli na upartego trwać w związku z kimś, kogo się już nie kocha, nie chce, wbrew sobie, wbrew logice i na siłę, chociaż w tym czasie można by poznać kogoś innego, z kim można by być naprawdę szczęśliwym?

- napisali użytkownicy Twittera.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.