Oddech smoka może wypalić żołądek. Nastolatki i dzieci zaczęły sięgać po niebezpieczne cukierki

Czego nie zrobi się dla sławy w social mediach? Kolejny raz nastolatki przesunęły tę granicę. Dla spektakularnych efektów w sieci sięgnęły po "oddech smoka". Niebezpieczne cukierki, które mogą wypalić dziurę w żołądku. Całe szczęście szkodliwy produkt nie dotarł jeszcze do Polski.

Chiki ngebul, chikibulis, dragon’s breath albo po polsku oddech smoka. Nazwa niezależnie od języka brzmi groźnie i tajemniczo. Niezależnie też od szerokości geograficznej to smakołyk, na który należy bardzo uważać. Niewłaściwe spożycie go, do czego zachęcają się tiktokerzy, może skończyć się poważnymi obrażeniami. 

Po więcej informacji z kraju i ze świata zajrzyj na Gazeta.pl >>>

O oddechu smoka zrobiło się głośno za sprawą modnej restauracji The Bazaar w Los Angeles. To właśnie tamtejszy kucharz José Andrès jako pierwszy wymyślił nowy spektakularny deser o nazwie dragon’s breath. Głównym składnikiem potrawy są kolorowe kulki śniadaniowe marki Froot Loops. Pomysłodawca deseru nie dorzucił ich jednak do mleka, a zanurzył w ciekłym azocie. Dzięki temu, kulka widowiskowo się dymi. Gdy weźmie się ją do ust, dym uchodzi także ustami i nozdrzami konsumenta. 

Groźne widowisko

O ile  jednak José Andrès serwował gościom deser z zachowaniem specjalnych środków bezpieczeństwa (z użyciem długich szpikulców oraz udzielając konsumentom wszelki informacji o sposobie spożywania produktu), o tyle jego naśladowcy już nie. Niestety, nie każdy wie, że zbyt szybkie spożycie nasączonej ciekłym azotem kulki może skończyć się tragicznie. 

Jeśli cukierek połknie się za wcześniej, istnieje ryzyko poparzenia jelit i perforacji żołądka. W najcięższych wypadkach finałem jest śmierć – mówi  dr Dicky Budiman, lekarz i ekspert ds. globalnego bezpieczeństwa zdrowotnego na australijskim Uniwersytecie Griffitha w rozmowie z "Guardianem".

Niebezpieczne cukierki

Nim ciekły azot trafi do przewodu pokarmowego, powinien odparować. Niestety nie wszyscy o tym wiedzą. Zwłaszcza w Azji środkowo-wschodniej politycy obawiają się eskalacji niebezpiecznej mody. Cukierki sprzedawane są na ulicy i spożywają je zarówno dzieci, jak i spragnieni sławy użytkownicy TikToka. Na platformie można znaleźć pełno amatorów niebezpiecznego deseru. Wśród nich są także malutkie dzieci. Według danych zebranych w Indonezji już 25 dzieci trafiło do szpitali. Hospitalizowano je względu na oparzenia przewodu pokarmowego, jak i dłoni.

Z tym ostatnim obrażeniem zgłosiła się na ostry dyżur 14-letnia wnuczka Tiny McArthur. Słowa mieszkanki Florydy cytował serwis Goingapp. 

Lekarze z ostrego dyżuru musieli go otworzyć, odciąć martwą skórę i zdusić w zarodku infekcję. Gdybyśmy nie przyszły w porę, mogłoby być już za późno
Zobacz wideo Sposób na niejadka według Katarzyny Bosackiej? "Zapraszajmy dzieci do kuchni"
Więcej o: