Jako nastolatka ważyła 26 kg, nie mówiła i nie chodziła. To jeden z najokrutniejszych przypadków znęcania się nad dzieckiem

Historia tej dziewczynki jest jedną z najstraszniejszych i najokrutniejszych, jakie własnemu dziecku mogli wyrządzić rodzice. Maltretowana, bita, głodzona i zaniedbywana. Nie potrafiła mówić, a także chodzić. Przypadek jednak sprawił, że po ponad 13 latach udręki, trafiła pod skrzydła opieki społecznej.

Jako nastolatka ważyła niewiele. Mając 13 lat, jej waga nie przekraczała 26 kg, a całe ciało było tak nienaturalnie zgarbione i pochylone, że nie była w stanie chodzić. Nie mówiła, z jej ust leciała jedynie piana ze śliną. Przypadek jednak sprawił, że pewnego dnia wraz z matką stanęła w biurze pracownic opieki społecznej. Historia Genie, bo tak ją nazwano, to jeden z najokrutniejszych przypadków znęcania się nad dzieckiem.

Zobacz wideo Masaż noworodka to korzyści dla rodziców i dziecka. Kiedy i jak go przeprowadzać?

Więcej informacji znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.

Genie i jej klatka. W zamknięciu spędziła ponad 13 lat

Genie, czyli nastoletnia dziewczynka, która przeżyła w swoim życiu maltretowanie, bicie i głodzenie – nie była pierwszym dzieckiem swoich rodziców.  Małżeństwo Clarka Wileya i jego znacznie młodszej żony, Irene Oglesby miało kilkoro dzieci. Pierwsze zmarło z wychłodzenia, pozostawione w garażu. Drugie z kolei zmarło z powodu wady wrodzonej. Kolejna była Susan, czyli Genie i jej brat, John. Oboje byli maltretowani przez ojca, jednak to mała Susan, słaba i bezbronna była poddana ogromnemu bestialstwu ze strony ojca. Jej matka Irene, nigdy nie miała na tyle siły i odwagi, aby przeciwstawić się mężowi i jego wymysłom, że dziecko jest niepełnosprawne umysłowo i należy je odizolować od społeczeństwa. Bezbronna dziewczynka trafiła do klatki.

Jednak pewnego dnia, po ponad 13 latach od początku koszmaru dziewczynki, jej matka zdobyła się na odwagę, aby odejść, szczęśliwym zrządzeniem losu trafiając za drzwi opieki społecznej. Ze względu na stan dziewczynki, natychmiast wszczęto postępowanie przeciwko obojgu rodzicom

- czytamy na portalu ofemin.pl.

Zanim jednak ojcu postawiono zarzuty i go osądzono - ten popełnił samobójstwo. 

 

Wtedy też "dzikiemu dziecku" z przedmieść Los Angeles nadano pseudonim - Genie - przede wszystkim po to, aby chronić tożsamość dziewczynki. Odebrano ją rodzicom, ale zamiast trafić do miejsca, gdzie czułaby się kochana i bezpieczna, również odizolowano ją, poddając wielu badaniom w dziecinie ludzkiego umysłu.

Przez te cztery lata Wiley stała się "oczkiem w głowie" szeregu specjalistów - od neurologów, przez psychiatrów, aż po lingwistów, którzy byli zainteresowani jej możliwościami językowymi

- podaje portal ofemine.pl.

Jednak to nie był koniec tułaczki Genie, czyli Suzan Wiley. Jej matka wytoczyła sprawę sądową naukowcom, którzy do tej pory nie tylko zajmowali się opieką nad dzieckiem, ale przede wszystkim badali jej możliwości poznawcze. Zarzucano im wykorzystywanie dziewczynki jako obiektu do zdobycia sławy i popularności. Sąd przyznał rację matce,  co poskutkowało całkowitym zerwaniem jej kontaktu z badaczami. Kobieta jednak nie była w stanie zająć się odpowiednio dzieckiem, także właśnie wtedy rozpoczęła się tułaczka nastolatki po rodzinach zastępczych, by ostatecznie trafić do specjalnego ośrodka w Los Angeles, który jest odpowiednikiem naszego Domu Pomocy Społecznej.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.