O jej imię rodzice toczyli bój z USC i kurią: Wolałam mówić, że mam greckie korzenie, a nie historię o romskim romansie

A ty wiesz, dlaczego tak się nazywasz? Większość imion kryje w sobie niesamowite rodzinne historie, o czym przekonałam się, słuchając opowieści moich redakcyjnych koleżanek i kolegów. Największe zaskoczenie? Jak ogromny wpływ na życie wielu z nas miało pępkowe.

Mam na imię Zuzia, ale miałam być Zosią. Jednak siostra mojej babci - Zofia właśnie - przed moim urodzeniem zmarła na raka. Wszyscy uznali więc, że imię nie będzie szczęśliwe, "bo może pociągnąć do grobu". I tak dostałam imię Zuzia, bo na moją mamę na studiach wołali Zuza (choć sama Zuzanną nie jest). Mój mąż natomiast miał być Danielem, jednak jego tata, który za tym imieniem nie przepadał, postanowił zarejestrować syna inaczej... Bez wiedzy żony. 

Gdy opowiadałam w redakcji te historie, okazało się, że podobnych, a nawet zdecydowanie bardziej barwnych, jest zatrzęsienie. Oto najciekawsze z nich.

Co ten tata

Obecnie dziecko można zarejestrować dosłownie w kilka chwil, nie wychodząc z domu czy nawet ze szpitalnej sali. To jednak stosunkowo nowa opcja, niedostępna jeszcze dwie-trzy dekady temu, kiedy nasi rodzice rejestrowali nas w USC. Wtedy obowiązek wpisania dziecka do oficjalnego rejestru Polek i Polaków spoczywał zwyczajowo na barkach naszych tatusiów, którzy - jak wynika z wielu barwnych redakcyjnych opowieści - radzili sobie z tym różnie.

Mam siostrę bliźniaczkę. Gdy tata poszedł do urzędu nas zarejestrować, pomylił kolejność dzieci z imionami. Właśnie w ten sposób starsza córka została Karoliną, a młodsza Pauliną, a miało być odwrotnie - opowiada nasza redakcyjna koleżanka. 

Niektórzy tatusiowie nie dość, że nerwy trzymali na wodzy, to jeszcze potrafili zdobyć się na żarty.

Mój tata jest strasznym jajcarzem, w urzędzie powiedział, że chce nazwać córkę Eudoksja. Urzędniczki zaczęły się przekrzykiwać: "Panie! Chce pan, żeby dziecko pana całe życie nienawidziło?!"  W końcu powiedział, że żartował, ale kobiety aż się za serce łapały - opisuje swoją historię inna redaktorka. 

Urzędniczki urzędów stanu cywilnego okazują się mieć zaskakujący wpływ na na życie naszych redakcyjnych koleżanek i kolegów. 

Rejestrował mnie ojciec-stary bajerant, więc gdy pani w okienku zapytała: A jak na drugie? On odpowiedział: A jak pani ma na imię? I tak zostałam Sylwią Elżbietą

Pępkowe zmieniające życie

W Polsce moda na baby shower dopiero się rozwija, mamy jednak w naszej rodzimej tradycji swój sposób na - nomen omen - "oblanie" narodzin. Mowa tu oczywiście o pępkowym. Zwyczaje związane z tą imprezą są różne, wszystkie jednak mają wspólny mianownik - mężczyźni piją alkohol, dużo alkoholu. Jednak rodzicielstwo polega też na tym, że następnego dnia trzeba wstać i zająć się obowiązkami. A pierwszym poważnym zdaniem świeżo upieczonego taty jest przede wszystkim zarejestrowanie dziecka w urzędzie stanu cywilnego, co po suto zakrapianym pępkowym mogło być wymagające.

Mojej mamie bardzo podobało się imię Olga. Tata zabalował na pępkowym i coś mu się pomerdało w urzędzie, podał imię Aleksandra. Mama wściekła, bo miała okropną koleżankę Aleksandrę, ale babcia jej przemówiła do rozsądku, że skoro Kwaśniewscy tak nazwali córkę, to musi to być jednak imię z klasą. Oto jestem! - opowiada nasza koleżanka Aleksandra.

Jak pokazały redakcyjne historie imię Aleksandra ojcom nastręczało wielu trudności. 

Miałam być Aleksandra. Tata na lekkim kacu poszedł mnie zarejestrować do urzędu i mówi imię Ola. Pani w okienku na to: "ale Aleksandra czy Olga?" Mój tata lekko zmieszany wypalił: "Iwona" - żeby nie było już wątpliwości. Mama wściekła się i spytała, dlaczego Iwona? A tata obronił się słowami: "Ciesz się, że nie Wanda" (imię jego byłej).

Gdyby nie pępkowe, siostra naszej koleżanki dziś nazywałaby się Iwona, a nie Basia.

Tata dostał zadanie, aby zarejestrować siostrę Iwonę w urzędzie. Oczywiście do urzędu dotarł po dwóch dniach, jak ostatecznie zakończyło się pępkowe i w rezultacie siostra otrzymała imię Barbara, "bo przecież takie ładne".

Pępkowe może mieć naprawdę poważne konsekwencje. Przez nie nasz redakcyjny kolega ma teraz nieważny dyplom. Przez całe swoje dorosłe życie był bowiem przekonany, że nazywa się Piotr Jan. Tak miał wpisane na każdym świadectwie, karcie szczepień czy innym dokumencie. 

 Jak odebrałem swój pierwszy dowód osobisty, myślałem, że nastąpiła jakaś pomyłka, bo w dokumencie jest tylko "Piotr". Oczywiście pomyłka nastąpiła, ale 18 lat wcześniej. Jak się okazało, ojciec, zapewne ze szczęścia, że mu się syn urodził, zapomniał podać drugie imię w urzędzie, które ustalił z moją rodzicielką. 

Ojcu Piotra Jana fakt pomyłki jednak umknął, więc dwa imiona rodzice podawali przy każdym wypełnianiu dokumentów. Główny zainteresowany błąd naprawił dopiero sam, tuż przed końcem szkoły średniej, aby dostać prawidłowe świadectwo maturalne. Udało się, sukces był jednak chwilowy.

 Niestety, w szkole był taki bałagan, że dyplom techniczny dostałem z błędem i musiałem go wymienić. A skoro go trzeba było wymienić, to trzeba było ponownie go podpisać przez komisję z obrony i te podpisy miałem zdobyć sam. A że mi się nie chciało latać za parafkami, to dyplom jest teraz nieważny.
Zobacz wideo "Sonia?! To nie jest imię dla człowieka!". Rodzice opowiadają, jak wybierali imię dla dziecka

Gdy imię to wyzwanie

Komisja Kultury Języka Komitetu Językoznawstwa PAN publikuje wiele różnych zaleceń dotyczących imion. Na przykład nie można nadać dziecku imienia będącego jednocześnie wyrazem pospolitym (poza kilkoma wyjątkami), czy też takiego, które dziecko będzie ośmieszało lub obrażało. Jednak wszystko tak naprawdę zależy dobrej (lub złej) woli pracowników USC. Przekonali się o tym rodzice naszej koleżanki Taidy. Dziś nietypowe imiona nie szokują aż tak, jak w latach 70., gdy Taida przyszła na świat. 

Matka wyczytała w romansie i powiedziała, że tak będzie miała na imię jej córka i koniec. Oczywiście schody zaczęły się w urzędzie. Ojciec na lekkiej bani poszedł mnie zarejestrować, a urzędniczka wygnała, kazała wytrzeźwieć i wrócić raz jeszcze, bo pewnie chodziło o Irenę. Wrócił następnego dnia i walczył trzy godziny o wpisanie Taida, nie Ida. Potem było oczekiwanie na chrzest. Księża w całej Warszawie odmawiali ochrzczenia. Pomogły pisma do kurii i Watykanu. Udało się mnie ochrzcić po dwóch latach. Ja oczywiście przez całą podstawówkę i liceum wolałam sprzedawać bajkę, że mam greckie korzenie, a nie banalną historię o romskim romansie. Udawało się, bo mam nietuzinkową urodę.

Czasem jednak to nie USC może stanąć na przeszkodzie, co "życzliwe" przyjaciółki,

Mama jeszcze przed zajściem w ciążę wymyśliła sobie dosyć na tamte czasy nietypowe imię dla córki. Jej przyjaciółka, a moja późniejsza chrzestna, tak bardzo chciała ją przed tym powstrzymać, że dała tak na imię psu - wspomina redaktorka Wiktoria.

Od 1 marca nowy dowód osobisty można wyrobić w dowolnym urzędzie
gminy w Polsce. W podobny sposób można odebrać akt urodzenia lub zgonuOd 1 marca nowy dowód osobisty można wyrobić w dowolnym urzędzie gminy w Polsce. W podobny sposób można odebrać akt urodzenia lub zgonu MIKOŁAJ KURAS


Generalnie rodzice naszych redakcyjnych Wiktorii musieli zmagać się z wieloma trudnościami.

Kiedy tata poszedł do urzędu mnie zarejestrować, był lekko podchmielony. Pani zadała mu pytanie: Jak będzie pisana ta "Wiktoria". Ojciec zaczął się zastanawiać, bo przecież pisowni może być wiele. Zapisał "Vicktoria". Na szczęście pani w urzędzie była dość uważna i dwa razy spytała, czy na pewno chce się zdecydować na taki właśnie zapis. Zreflektował się ostatecznie i zostałam Wiktorią. Jednak, na znak tej pięknej historii na każdych socialach, które wymagają nicku, nazywam się vickinestoruk.

Gdy nie wiadomo, kto jest kim

Jakież było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam kiedyś korespondencję zaadresowaną do mojej babci. Zamiast spodziewanej Barbary, w rubryczce z imieniem adresatki zobaczyłam "Alina". Okazało się, że babcia nie znosiła tego imienia, więc używała imienia Barbara. Jak się dowiedziałam z rozmów z naszymi redakcyjnymi koleżankami i kolegami, wiele osób w swoich rodzinach dokonało takich odkryć. 

U mojej mamy w domu, z jakiegoś powodu, na całe rodzeństwo (troje dzieci) rodzice mówili inaczej, niż ich nazwali. Moja mama w papierach ma Iwona, ale mówili na nią Ania i tak się to do niej przyczepiło, że nawet tak obchodziła imieniny. Zaledwie kilka lat temu zarządziliśmy świętowanie w dniu Iwony. Jej bratanica do dziś żyje w nieświadomości, bo nawet na jej weselu mama na zaproszeniu i na kartce na stole była podpisana jako Ania.

Czasem zwykły przypadek decyduje o tym, jak się nazywamy. Babcia redakcyjnej koleżanki została Czesławą, choć miała być Bożeną. Jej niesamowita historia miała miejsce w latach czterdziestych, zaraz po wojnie. Pradziadek, ojciec babci Bożeny (lub też Czesławy), próbował odnaleźć się w niełatwej powojennej rzeczywistości. Starał się funkcjonować tak, jak robił to w wcześniej, co oznaczało częste spotkania ze znajomymi. Do jednego z nich doszło w drodze do USC, gdzie miał zarejestrować swoją najmłodszą córkę jako Bożenę. To się jednak nie udało.

Dziadek stracił poczucie czasu i dopiero po kilku godzinach przypomniał sobie, co właściwie miał zrobić. Zapomniał tylko, jakie imię miała otrzymać jego córka. "A jak nazywa się twoja?" - zapytał kumpla przy piwie. "Czesława". "To niech będzie Czesia". W ten sposób moja babcia otrzymała imię, którego do dziś nie znosi, a jej matka chyba nigdy nie wybaczyła mężowi pomyłki. Babcia przedstawia się wszystkim jako Bożena (i dla mnie też zawsze była po prostu babcią Bożenką).

Choć wiedzieć, jak naprawdę nazywa się babcia to luksus dla niektórych nieosiągalny. 

Moja prababcia miała na imię Helena. Albo Halina. Trudno powiedzieć jak. Mam w domu dwa osobne akty zgonu, na oba imiona - mówi nam nasza koleżanka.

Jak pokazujehistoria Maćka, chyba jednak lepiej, gdy każdy ma po kilka imion, niż gdy wszyscy nazywają się tak samo.

Zostałem nazwany Maciejem. Kompletnie nie mam pojęcia, czemu, bo brat cioteczny też Maciej. I ojciec też Maciej. Śmiesznie, ale weź ustal podczas Wigilii, którą herbatkę chciał Maciek. Prawdziwe przygody zaczęły się dopiero, kiedy państwo sobie o mnie przypomniało i zaczęło wysyłać do mnie pisma urzędowe (w tym wezwanie na komisję wojskową). W dużym skrócie: nazywanie się jak własny rodzic jest nieustającą przygodą.

Jestem pewna, że córka naszej koleżanki na pewno będzie historię swojego imienia opowiadać wielu osobom. Jak to się stało, że z Heleny stała się Jadwigą?

Córka to Helena (taka była wersja na czas ciąży i to imię nadaliśmy w urzędzie). Przez pół roku absolutnie jednak nie wyglądała nam na Helenę, więc po pół roku dorzuciliśmy Jadwigę jako drugie imię. Ustaliliśmy przy tym, że mówimy Jadwiga. I takim sposobem jest Heleną Jadwigą, ale używamy tylko Jadwigi, łącznie z placówkami szkolnymi.

A czy wasze imiona kryją w sobie jakąś ciekawą rodzinną historię? A może na to, jak się nazywa ktoś z waszej rodziny także wpłynęło huczne pępkowe? Będziemy wdzięczni za podzielenie się swoimi opowieściami, które będziemy mogli zebrać w osobnym artkule. Piszcie je w komentarzach pod tym tekstem, na Facebooku albo wyślijcie je na naszego maila - redakcja@edziecko.pl.

Więcej o: