Tego fragmentu nie powinno być w podręczniku do religii. Ale jest. I może skrzywdzić wiele osób

"Jeżeli (człowiek, przyp. red.) nie akceptuje swojej płci, doświadcza wielu trudności psychicznych. Niektórzy zaczynają wówczas żyć marzeniami". Oto religijna "definicja" transpłciowości, braku akceptacji swojej metrykalnej płci. Kolejna "perła naukowa", pokładająca przyczyny wszystkich problemów człowieka w iluzji. I sugerująca jedyne możliwe rozwiązanie: skierowanie się ku źródłu, Bogu.

"W poszukiwaniu wolności"

Podręcznik do religii zatytułowany "W poszukiwaniu wolności", przygotowany przez grono specjalistów w zakresie katechetyki, związanych ze środowiskiem akademickim Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II - cytując za opisem na oficjalnej stronie wydawnictwa Gaudium.

W rozdziale dwunastym o wymownym tytule "Zagubiona tożsamość" poruszono temat transpłciowości. Trudno powiedzieć, jakim kluczem kierowali się autorzy publikacji, biorąc pod uwagę fakt, że kwestie seksualności człowieka nie powinny stanowić źródła rozważań religijnych.

 Człowiek rodzi się jako kobieta albo mężczyzna.

Autorzy podręcznika w tym jednostronnym twierdzeniu pominęli interpłciowość. Tymczasem oficjalna definicja naukowa traktuje o osobach interpłciowych w ten sposób:

Osoby urodzone z dowolną liczbą różnic w zakresie cech dotyczących płci, w skład których wchodzą chromosomy, gonady, hormony płciowe lub narządy rozrodcze, które według wysokiego komisarza Narodów Zjednoczonych do spraw praw człowieka "nie odpowiadają typowym definicjom męskich i żeńskich ciał".

"Życie marzeniami"

Dalej czytamy w podręczniku:

Jeżeli nie akceptuje swojej płci, doświadcza wielu trudności psychicznych. Niektórzy ludzie zaczynają wówczas żyć marzeniami. Udają, że mają płeć przeciwną, przyjmują nowe imię i nazwisko, a czasem decydują się na bardzo radykalny krok, jakim jest tzw. operacja zmiany płci.

Osoba, której płeć nie jest zgodna z oznaczeniem przypisanym przy narodzinach, jest osobą transpłciową. A sama transpłciowość jest naukowo potwierdzonym faktem, nie przejawem znudzenia czy kaprysu. Według definicji transpłciowość to określenie zbiorcze na osoby, których tożsamość płciowa, ekspresja płciowa i/lub zachowania różnią się od tych kulturowo związanych z płcią, do której zostały przypisane w momencie urodzenia.

Naukowym faktem pozostaje również to, że transpłciowość jest wrodzona i nieodwracalna. Wyniki szeregu przeprowadzonych badań dowodzą, że mózgi osób transseksualnych pracują podobnie jak mózgi osób zdrowych o płci psychicznej, z którą się identyfikują.

Pierwsza operacja korekty, a nie zmiany płci, jak błędnie sugerują autorzy podręcznika, datowana jest na 1917 rok, nie jest więc radykalnym, mistycznym krokiem, a współcześnie w pełni usystematyzowaną procedurą medyczną.

"Zanurzenie w iluzję"

W kolejnych wersach "poznajemy przyczyny zwiększonej ilości samobójstw i problemów psychicznych u osób transpłciowych, lub tych, którzy zdecydowali się na operację korekcji płci".

(...) Takie działanie nie rozwiązuje problemów osób transseksualnych, a jedynie pogłębia ich zanurzenie w iluzję. Badania naukowe pokazują, że osoby, które zmieniły swoją płeć, znacznie częściej od innych doświadczają zaburzeń psychicznych i depresji, a także częściej podejmują próby samobójcze. Dlaczego tak się dzieje? Życie w iluzji i zakłamaniu nie daje szczęścia, bo jedynie Bóg jest jego źródłem (...).

Światowa Organizacja Zdrowia niejednokrotnie podnosiła w raportach kwestię samobójstw i problemów psychicznych osób transpłciowych, nieakceptujących swojej płci metrykalnej. Wnioski nie pozostawiają żadnych wątpliwości: główną przyczyną samobójstw nie jest transpłciowość, ale brak zrozumienia i akceptacji ze strony rodziny, otoczenia.

Osoby transpłciowe doświadczają w sposób szczególnie okrutny deprecjonowania, prześladowań. W rozmowie z OKO.press Dr Mikołaj Winiewski, współautor raportu "Sytuacja społeczna osób LGBTA w Polsce", komentował:

Zdaniem osób badanych, 51 proc. udzielających psychologicznego wsparcia wiedziało mało lub prawie nic na temat transpłciowości. Liczba osób trans, które słyszały od swoich psychoterapeutów czy psychiatrów, że coś sobie ubzdurały, że tylko im się wydaje, jest porażająca.
Homoseksualny mężczyzna czy biseksualna kobieta, cispłciowi, nie wyróżniają się niczym na ulicy w odróżnieniu od na przykład transpłciowych kobiet. Moje rozmowy z nimi pokazują, że spotykają je dramatyczne historie i to widać też w wynikach naszych badań. Do tego stopnia, że w opisie uprzedzamy czytelników, że w kolejnych akapitach znajdą drastyczne treści.

Te słowa to nie jedyny dowód na to, w czym tkwią realne przyczyny problemów psychicznych osób LGBT+. Tego typu definicje, jak powyższe, w ogólnokształcących podręcznikach nie zmienią sytuacji tych ludzi. Wręcz przeciwnie, mogą ją tylko pogorszyć.

Więcej o: