Rodzice przyprowadzają do przedszkola dzieci z katarem. Nauczycielka: Wkurza mnie to, nie mam skrupułów

Wraz z początkiem września jak bumerang powraca temat zakatarzonych dzieci w przedszkolach. Rodzice skarżą się, że ich pociechy co chwilę są z tego powodu chore, nauczycielka dodaje, że ona też.

Więcej tematów związanych ze zdrowiem dziecka na stronie Gazeta.pl

Początek września, czyli powrót przedszkolaków do ich placówek po przerwie wakacyjnej, niestety często wiąże się z częstymi infekcjami. Maluszki, które nie mają jeszcze do końca wykształconego układu odpornościowego, szybko wracają do domu z zakatarzonym nosem, kaszlem, bólem gardła etc. Rodzice powinni zostać z nimi w domu lub zapewnić opiekę dziadków, niani etc. Nie wszyscy jednak tak robią i mimo kataru zaprowadzają swoje pociechy do placówek. To tzw. syndrom wrześniowego rodzica.

'Czasem martwimy się, czy dzieci nie zmarzną, czy wystarczy jedzenia, czy mamy wystarczająco ubrań'.Polska mama z Lofotów: Nie dogrzewamy namiotu, pijemy gorące kakao

Przedszkola pełne zakatarzonych dzieci

Niedawno do redakcji eDziecka napisała mama, która zwróciła się z apelem do rodziców dzieci w wieku przedszkolnym, żeby nie przyprowadzali do placówek swoich pociech, jeśli te mają katar. Kobieta skarżyła się, że ponieważ rodzice ignorują tę zasadę, jej córeczka co chwilę jest chora. Spytaliśmy nauczycielkę z jednego z prywatnych przedszkoli na warszawskim Bemowie (imię i nazwisko oraz nazwa placówki do znajomości redakcji), jak sytuacja wygląda z jej punktu widzenia.  

Pracuję w prywatnej placówce, więc dyrekcja przymyka trochę oko na zakatarzone dzieci. Ja też nie zwracam na to uwagi, wycieram zakatarzone nosy, dopóki gile nie są zielone i nie są do pasa, bo to świadczy o infekcji i wiem, że za chwilę połowa grupy będzie chora. Pewnie ja też

- mówi nauczycielka. 

Zobacz wideo "Mamo, gdzie są moje pieniądze z komunii?". Adwokat: Dziecko powinno te pieniądze otrzymać
Wkurza mnie to, bo tacy rodzice myślą tylko o sobie. A taki maluszek może się przecież źle czuć. Tłumaczą potem, że "muszą do pracy, nie mogą na zwolnienie". A ja mogę? Za chwilę i ja będę chora, pewnie zarażę też swoje dzieci. Takich rodziców już to nie interesuje

- skarży się.

To brak odpowiedzialności i skrajny egoizm. Od początku września dwa razy odsyłałam już dzieci do domu. Jedno przyszło z gorączką, a drugie z tak koszmarnym katarem, że trudno mu było oddychać. Nie miałam skrupułów, żeby dzwonić po rodziców

- dodaje. 

Infekcje w szkole

Chore dzieci rodzice przyprowadzają także do szkoły.

W sezonie chorobowym często widać dzieci dmuchające nos podczas lekcji. Z powodu kataru jednak raczej nie wzywa się rodziców, chyba że dodatkowo występuje także na przykład gorączka - mówi nam nauczycielka ze szkoły podstawowej. 

Chore dzieci zarażają też nauczycieli, przez co lekcje są odwoływane lub są zastępstwa. 

Nikt z nauczycieli nie lubi, gdy do szkoły chodzą też przeziębione dzieci. To wpływa na pracę nas wszystkich, bo dzieci zarażają też nauczycieli, a potem rodzice mają pretensje, że ich klasa zamiast uczyć się matematyki ogląda filmy na zastępstwie - mówi dalej nasza rozmówczyni. 

Czy występować o alimenty?Alimenty na dziecko. Tyle wynosi minimalna kwota w 2022 roku

Więcej o: