"Dziecko pyta, czy mama o nim zapomniała. Rodzice, nie odbierajcie dzieci z placówki o 18" [LIST]

Placówki przedszkolne, żłobki są dla dzieci, ale również dla nas rodziców. Wspierają nas w rodzicielstwie, które wymaga od nas wyrzeczeń. Relacja rodzic - kadra to relacja, której nie warto odpuszczać. Od jej jakości zależy dobrobyt naszego dziecka. Wciąż jednak wybrzmiewają głosy dezaprobaty, kiedy rodzic traktuje przedszkole jak przechowalnię. Ten głos jest jednym z nich.

Napisała do nas nauczycielka wychowania przedszkolnego, która od dekady pracuje w placówkach żłobkowych i przedszkolnych. Kiedy formują się nowe grupy, ma do rodziców zawsze tę samą prośbę. Nie każdy jednak jest w stanie się z niej wywiązać.

Poniżej publikujemy pełną treść listu.

Dzieci pytają: "czy mama o mnie zapomniała?"

Z dziećmi (oraz ich rodzicami) pracuję od dekady. Moja praca jest dla mnie źródłem satysfakcji, spełnienia, radości. Z dziećmi, którymi pracuję, nawiązuję relacje, to normalne i nieuniknione. To dobre i jestem z tego dumna, jednak są dni, w których odczuwam smutek tych dzieci, tak głęboko jak ich radość.

Najczęściej to dzieci tych rodziców, którzy nie do końca rozumieją chyba istotę rodzicielstwa, którym ta rola wydarzyła się jakby przejściowo, na chwilę i nie do końca wiedzą, jak mają się w niej odnaleźć. 

Piszę o tych rodzicach, których spotkałam na swojej zawodowej drodze, którzy przyprowadzają dziecko jako pierwsze, a odbierają jako ostatnie. I chcę zostać dobrze zrozumiana, rozumiem życie. I akceptuję, że rodzic to człowiek, który ma zobowiązania, np. zawodowe. I choć staram się je zrozumieć, to wciąż myślę, że można ułożyć swoje priorytety. 

Z mojego doświadczenia wynika, że odbieranie dziecka w momencie zamknięcia drzwi placówki nie było zawsze narzucone rodzicom przez czynniki zewnętrzne. Takie rzeczy po prostu się wie, po kilku latach współpracy. Szczególna sytuacja może wydarzyć się raz, nawet dwa razy w tygodniu. Nie codziennie, przez cztery lata.

Teraz, kiedy zaczynamy nowy rok przedszkolny, formują się grupy, trwają spotkania, rozmawiam z rodzicami. I z największą empatią, na jaką mnie stać, proszę ich:

Nie odbierajcie dzieci później niż do 17:30. One pytają potem, czy rodzice o nich zapomnieli.

Rodzicielstwo to wyrzeczenia

Chciałabym napisać, że jestem daleka od oceniania, krytyki. Obawiam się jednak, że dzieci zbyt wiele znaczą w moim życiu, bym potrafiła to powiedzieć bez cienia obłudy. Oceniam rodzica, który wpada do placówki codziennie o 18 i zabiera dziecko pod pachę, jak plecak. Oceniam, dlatego że wiem, że to dziecko w ciągu dnia rysowało dla niego obrazki, wiem, że po przebudzeniu szukało jego dłoni. I rusza mnie to, niezmiennie od lat. To nie jest coś, co można odpuścić, przepracować. Gdybym odpuściła, nie mogłabym chyba wykonywać tego zawodu.

To ja pomagam przy tych rysunkach, ja podpisuję je: dla mamy, dla taty. Ja patrzę, jak dziecko kreśli obok niezdarne serduszka, wystawiając języczek. I to moją dłoń chwyta, kiedy się budzi.

Nie mam prawa wytaczać rodzicom sporów, moralizować ich personalnie, ale mam prawo czuć, że coś jest nie tak, jeśli rodzicielstwo im się ewidentnie przytrafia na drodze innych zobowiązań. I za każdym razem, kiedy widzę obawę w tych oczach dziecka, że rodzic nie przyjdzie, odczuwam to z wielką siłą. To jest moja empatia, kieruję ją w stronę dziecka. To jest moje współodczuwanie i nie zmienię tego. Ktoś powinien czuć to dziecko, rozumieć je. Chociaż ktoś.

Więcej o: