3 poronienia, 10 prób in vitro. Po 6 latach upragniona ciąża i od razu niespodzianka. "Pielęgniarka płakała"

Amy i Gary O'Keeffe to para nauczycieli, która mieszka w Irlandii. Od ponad sześciu lat ich największym marzeniem było założenie rodziny. Los jednak ciągle im nie sprzyjał, a życie doświadczało ich bardzo boleśnie. Jest jednak szczęśliwe zakończenie.

Historię tej pary od kilku dni media streszczają w liczbach: trzy poronienia, dziesięć prób in vitro, prawie pół miliona złotych wydanych na leczenie niepłodności. Jednak z tymi cyframi kryje się jednak ogromna ilość strachu, bólu, cierpienia fizycznego i psychicznego oraz wyrzeczeń finansowych. Na szczęście jest jeszcze jedna liczba, która stanowi szczęśliwe zakończenie tej ciągnącej się przez sześć lat trudnej drogi rodziny O'Keeffe - dwa. Dwa wspaniałe maluchy, które rodzice właśnie powitali na świecie. 

Po więcej informacji zajrzyj do Gazeta.pl >>>

Ciąża. Młodym zawsze łatwiej?

Para wzięła po 11 latach związku. Obojgu daleko było jeszcze do 30-tki, gdy po pół roku starań mieli w końcu zostać rodzicami. Niestety, pierwsza tragedia spotkała ich jeszcze w podróży poślubnej, kiedy doszło do pierwszego poronienia, o czym nauczycielka opowiedziała dla brytyjskiego "Mirror".

Zaszliśmy w ciążę tak szybko, więc nie spodziewaliśmy się jakichkolwiek komplikacji w przyszłości. Tymczasem po 14. miesiącach ponownych starań, nic się nie wydarzyło.

Leczenie niepłodności jedyną szansą na szczęście

Para zgłosiła się do kliniki leczenia niepłodności. Po serii gruntownych testów w 2017 rozpoczęła swoją drogę z procedurą in vitro. W ciągu kolejnych trzech lat Amy i Gary doświadczyli dwóch kolejnych poronień.

Byliśmy zdruzgotani przechodzeniem przez cały proces kolejny i kolejny raz. Za każdym razem myślałam, że już nie dam rady - mówiła w tym samym wywiadzie O'Keeffe .
Zobacz wideo Sandra Kubicka chce zostać mamą. "Chciałam lecieć do Danii na in vitro"

In vitro kosztowało majątek

Jednak młode małżeństwo nie poddawało się. Przez sześć lat podjęli aż 10 prób in vitro. Niestety, w Irlandii procedura jest bardzo droga. Amy i Gary pracowali na dwie zmiany, żeby udawało im się zapłacić rachunek w klinice leczenia niepłodności. Finalnie kosztowało ich wszystko blisko pół miliona złotych.

Zdecydowaliśmy, że jeżeli dziesiąta próba nie zakończy się sukcesem, zrezygnujemy. Zbyt wiele było przeciwności losu, chcieliśmy się poddać. Jakiś czas po transferze zarodka poczułam się źle. Pomyślałam, że  przesunęłam mojemu ciału granicę wytrzymałości nieco za bardzo. Jednak z czystej ciekawości zrobiłam test ciążowy. 

Wynik okazał się pozytywny. Jednak dobrych wieści miało wkrótce nadejść więcej. 

Kiedy na badaniu zobaczyliśmy dwoje dzieci, było sporo łez. Płakaliśmy oboje. Nawet pielęgniarka. Wydawało mi się, że bardzo obawiała się, czy nie będzie musiała nam przed świętami przekazać złych wieści. 

Ciąża bez komplikacji

Ciąża przebiegła gładko, bez żadnych komplikacji. Przyszła mama czuła się świetnie. W 37. tygodniu lekarze zdecydowali się na indukcję porodu. 22 lipca przed północą urodziła się dziewczynka Maisie, a kilka minut po północy na świat przyszedł jej brat Jared.

Więcej o procedurze in vitro dowiesz się z naszego tekstu: Zapłodnienie in vitro - na czym polega i jak przebiega w kolejnych etapach?

Więcej o: