Jedenastoletnia Mary Bell chciała poczuć "jak to jest kogoś zabić". Jej ofiarami padło dwóch małych chłopców

Ponad 60 lat temu doszło do straszliwej zbrodni. 11-letnia dziewczynka z zimną krwią zamordowała dwoje małych dzieci. Po latach wyszła z więzienia i założyła rodzinę. Dziś jest kochającą matką i babcią. Co stało się Scotswood, dzielnicy miasta Newcastle?

Mary Bell to dziś dorosła kobieta, która jest matką i babcią. Niewielu jednak wie, że jako dziecko dopuściła się straszliwej zbrodni. Odebrała życie dwójce małych dzieci, bo jak sama przyznała w toku śledztwa "chciała poczuć, jak to jest kogoś zabić". Co wydarzyło się przed ponad 60 lat temu w małym miasteczku w Wielkiej Brytanii?

Zobacz wideo Dieta jest bardzo ważna w rozwoju dziecka. Jak powinna wyglądać?

Więcej informacji znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Trudne dzieciństwo. Mary była bita i wykorzystywana seksualnie

Mary Bell nie miała łatwego i spokojnego dzieciństwa. Jej matka urodziła ją w wieku 17 lat. Chciała oddać dziecko, ale rodzina ją przed tym powstrzymała, twierdząc, że dziecku najlepiej będzie przy matce. Nie było. Jak czytamy na portalu ofeminin.pl, mała dziewczynka była bita i zaniedbywana. Matka zmuszała czterolatkę dziecko do pracy seksualnej - dziewczynka była wykorzystywana przez klientów matki. To odcisnęło trwałe piętno na jej dalszym życiu. Dzieci nie chciały z nią przebywać, ani się bawić, bo była agresywna. Dorośli nie reagowali, tłumacząc jej zachowanie patologiczną sytuacją w domu. Jej jedyną koleżanką była dwa lata starsza Norma. To ona pomogła Mary dokonać zbrodni.

Kulisy tragedii w Scotswood. Niektórzy jeszcze pamiętają tamte dni

Mary dokonała pierwszego zabójstwa w przeddzień swoich urodzin, dokładnie 25 maja 1968 roku. Jej ofiarą był czteroletni chłopiec o imieniu Martin. Dziecko zostało uduszone. Nikt wtedy jeszcze nie podejrzewał Mary o dokonanie tej straszliwej zbrodni. Jak czytamy na portalu ofeminin.pl, dziewczynka kilka dni później udała się do domu rodzinnego swojej ofiary, aby zobaczyć dziecko w trumnie. Do kolejnej zbrodni miało dojść niebawem.

Dwa miesiące później społecznością miasteczka Scotswood wstrząsnęły kolejne doniesienia o zabójstwie kolejnego dziecka, trzyletniego Briana. Sprawczynią tej zbrodni była jedenastoletnia Mary. Pomagała jej także koleżanka, Norma. 

Podstępem zaprowadziły chłopca w okolicę, która była rzadko odwiedzana przez mieszkańców. Tam doszło do uduszenia. Później, tego samego dnia, dziewczynka ponownie odwiedziła miejsce zbrodni. Mary zbezcześciła zwłoki Briana: obcięła mu włosy, okaleczyła genitalia.

- czytamy na portalu ofemini.pl.

Prawda wyszła na jaw. Mary trafiła do więzienia

Policja prowadziła śledztwo w sprawie zabójstw chłopców, jednak nikt nie przypuszczał, że tej straszliwej zbrodni mogły dopuścić się dzieci.

Norma w pewnym momencie nie wytrzymała i zeznała, że Mary zamordowała Martina oraz Briana. Mary z kolei zaprzeczyła i zrzuciła wszystko na Normę. Obie wzajemnie przerzucały się winą, jednak ostatecznie zostały aresztowane 7 sierpnia 1968 r. Znalazł się także świadek, który widział Mary w pobliżu miejsca odnalezienia zwłok Briana

- czytamy w historii Mary Bell.

Cała sprawa potoczyła się później w błyskawicznym tempie. Sąd uniewinnił Normę. Uznano, że dziewczynka była pod dużym wpływem swojej koleżanki. Mary została skazana, przebywała w zakładzie poprawczym, potem przeniesiono ją do więzienia dla kobiet, z którego w 1979 roku uciekła. Następnie znów do niego trafiła - by rok później wyjść na wolność.

Młoda kobieta po wyjściu na wolność otrzymała nową tożsamość. W 1984 roku została matką. W 2003 roku sąd postanowił przyznać Mary dożywotnią ochronę. Kobieta była bowiem nękana przez prasę. 

Dziś - pomimo mrocznej historii - jest szczęśliwą matką i babcią.

Więcej o:
Copyright © Agora SA