Ogórek chwali się dyplomem córki. Psycholog zwraca uwagę na ważny aspekt

Dziennikarka TVP pochwaliła się na Twitterze dyplomem córki sygnowanym Oksfordem. Komentujący sprawnie zdemaskowali dokument, a teraz w sieci huczy od krytyki - Jesteś ofiarą życia na pokaz - piszą. O co chodzi z potrzebą chwalenia się dziećmi wśród rodziców i jakie konsekwencje może to mieć dla samych dzieci?

O co chodzi z tym chwaleniem?

Aż ciśnie się na usta: rodzicu, chwal dziecko, a nie dzieckiem. Od lat trwa mniej lub bardziej publiczna debata o tym, czy rodzic powinien chwalić się osiągnięciami szkolnymi dziecka. Głos rozsądku wybrzmiewa zawsze ten sam: wspieraj, nie chwal się na pokaz.

W rozmowie opublikowanej na łamach Głosu Wielkopolskiego, doktor psychologii Joanna Matejczuk z Wydziału Psychologii i Kognitywistyki Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, ujęła to w niezwykle trafny sposób:

Dziecko to nie maskotka lub egzotyczne wakacje, którymi można się pochwalić. Myślę, że po pierwsze warto zadać sobie pytanie, po co to robię: żeby zyskać poklask, żeby inni mogli się pośmiać, żeby nie być gorszym w wyścigu chwalenia się? I czy na pewno chcę do takich celów używać mojego dziecka?

Wskazuje również na niebezpieczeństwo związane z przenoszeniem przez rodziców własnych ambicji na dzieci:

Takie nastawienie rodziców jest rzeczywiście nadużyciem w stosunku do dziecka, jest niebezpieczne i wymaga interwencji z zewnątrz. Myślę, że każdy z nas, jeśli dostrzega taką sytuację, nie powinien pozostawać obojętnym, ma obowiązek zareagować

Młodzież odczuwa wystarczającą presję związaną z edukacją, a w strukturach tej drugiej potrzebne są obszerne zmiany. Coraz większy odsetek nastolatków zgłasza problemy psychiczne, zażywa leki, procent samobójstw wzrasta. "Obyś żył w ciekawych czasach" już ich dotyczy, nie zwiększajmy jeszcze ciśnienia. Wystawa na targowisku próżności nikomu jeszcze nie poprawiła jakości życia.

Magda Ogórek pęka z dumy, w komentarzach hejt

Magdalena Ogórek, publicystka i była kandydatka na prezydenta RP, opublikowała na jednej z platform wpis, w którym pochwaliła się dyplomem swojej niespełna 17-letniej córki. Dziewczyna miała zostać wyróżniona przez władze Oksfordu. Ogórek opatrzyła zdjęcie słowami:

Ten moment, gdy w mailu znajdujesz wiadomość z Oxfordu pełną pochwał dla Córki. W debacie na sali sądowej okazała się najlepsza. W grupie była jedyną Polką. Za 10 dni kończy 17 lat. Mama dostała mail, Córka dyplom. Dzielę się z Państwem, gdyż pękam z dumy.

Komentujący natychmiast dopatrzyli się, że dyplom jest formą zwieńczenia trwającego dwa tygodnie kursu letniego w Anglii. Dziennikarka TVP zakryła na zdjęciu część danych, które jak się później okazało, jasno wskazywały, że kurs miał niewiele wspólnego z historycznym uniwersytetem. Zakryta część napisu to "International Summer School". Z komentarzy wynika, że w czasie wakacji uniwersytet udostępnia swoje pomieszczenia na tego typu kursy. Ot, tyle wspólnego miał kurs z tradycyjnym Oksfordem - mury. 

Magdalena Ogórek zapłaciła za kurs około 10 tys. funtów, a sam dyplom jest tradycyjnym symbolem ukończenia go, przyznawanym wszystkim kursantom. Sama autorka posta nie czuła potrzeby wyjaśnienia okoliczności przyznania dyplomu.

Vanity Fair. Ludzie jak Pani są naprawdę biedni, bo smutni, żyją dla "fame". Nie chce Pani pokazać, że to tylko Summer School? 

- zadał pytanie jeden z komentujących. Publicystka odpowiedziała:

Widzę, że zazdrość zupełnie umysł zalewa. Przecież masz napisane, że dziecko ma 17 lat. W dodatku jest sierpień. Zamalowane zostały dane wrażliwe. Nie zazdrość, tylko poświęć swojemu dziecku czas, a zdobędzie szczyty. Warto!

I na te słowa doczekała się jednak szybko odpowiedzi od internautki:

Magda, nikt tu nie jest zazdrosny, oglądamy upadek, nic fajnego, nie ma tu czego zazdrościć. Jesteś ofiarą życia na pokaz. Gratuluję córce fajnego wakacyjnego wyjazdu. Skup się na niej, nie na pozorowaniu czegoś, czego nie ma.

Gros użytkowników wytknęło Ogórek, że "robi siarę" córce.

Więcej o: