Mężczyzna z Ukrainy chciał przedostać się do Polski. "Kupił" trzecie dziecko, może trafić do więzienia

Pewien mężczyzna próbował uciec z ogarniętej wojną Ukrainy do Polski. W tym celu postąpił w niecodzienny sposób - sfałszował akt urodzenia dziecka. Próba oszustwa szybko wyszła na jednak jaw. Mężczyźnie grozi kara pozbawienia wolności.

Więcej ciekawych artykułów o podróżach znajdziecie na naszej stronie głównej Gazeta.pl

Zobacz wideo Katarzyna Kasia: Wojna to nie są triumfy generałów, to jest cierpienie cywili

Wojna na Ukrainie zaczęła się 24 lutego 2022 roku, a dzień później wprowadzono zakaz opuszczania kraju przez mężczyzn w wieku od 18 do 60 lat. Jednak są pewne wyjątki od tej reguły. Należą do nich następujące grupy mężczyzn:

  • osoby stale przebywające za granicą,
  • osoby niepełnosprawne,
  • studenci zagranicznych uczelni,
  • kierowcy transportów z pomocą humanitarną,
  • samotni ojcowie,
  • ojcowie przynajmniej trójki dzieci.

Właśnie na ten ostatni wyjątek chciał się powołać pewien Ukrainiec. Próbował dostać się do Polski za pomocą sfałszowanego aktu urodzenia trzeciego dziecka. Ale na granicy szybko wychwycono fałszerstwo. Ojcu dwójki dzieci grozi kara pozbawienia wolności za oszustwo.

Kupił fałszywy akt urodzenia dziecka. Chciał uciec z Ukrainy do Polski

Jak podała Państwowa Służba Celna Ukrainy na swoim Facebooku, mężczyzna przedstawił fałszywe dokumenty w punkcie kontroli granicznej "Shegini" w obwodzie Iwowskim. Straż graniczna przyjęła dokumenty i zaczęła sprawdzać. Dwa były w porządku, ale trzeci akt urodzenia dziecka był podrobiony. Nic dziwnego - w rzeczywistości 43-latek miał dwójkę, a nie trójkę dzieci.

Jak się okazało, Ukrainiec kupił dokument (poświadczający istnienie trzeciego dziecka w wieku pięciu lat) za 1000 dolarów za pomocą jednego z kanałów w aplikacji Telegram. Chciał w ten sposób uciec z Ukrainy pod pretekstem bycia wielodzietnym ojcem. Niestety plan się nie powiódł, a mężczyzna został przekazany w ręce policji. Grozi mu kara pozbawienia wolności.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.