Te zdjęcia pokazują więcej niż poród. "Było to najpotężniejsze 50 minut w moim życiu..."

Są takie zdjęcia, które zostają z nami na długo. Są momenty, które są tak szczególne, że zasługują na uwiecznienie. Jednym z takich wydarzeń jest pojawienie się na świecie człowieka. Bez znaczenia jest, jaką metodą, w jakim miejscu i czy człowiek pojawił się na całe życie, czy na 50 minut. Te zdjęcia są silne, tak jak kobiety, które sprowadzają nowe życie na świat.

Moc rodzących

Katie jest pielęgniarką i założycielką przestrzeni na Instagramie, która ma podkreślać moc, jaka płynie z narodzin, wskazywać na szczególną siłę kobiet, które wydają na świat nowe życie. Szczególne i wspaniałe jest zaangażowanie w projekt kobiet i ojców z całego świata, z pakietem doświadczeń, traumami, indywidualnymi wyborami.

Tutaj zdjęcie autorstwa Ericy Andrews, matka tuż po porodzie swojego drugiego dziecka, karmiąca w tandemie:

 

Tutaj obraz szczególny, zdjęcie autorstwa Lacey Barratt, rodzice trzymają w ramionach swoje dziecko, które przeżyło tylko 50 minut:

 

Zdjęcie opatrzono słowami:

W poniedziałek wieczorem poznałam Rosie Moon. Było to najpotężniejsze 50 minut w moim życiu...

Niemożliwe nie istnieje

Ta fotografia jest podwójnie wyjątkowa. Kobieta ze zdjęcia opóźniła leczenie nowotworu piersi, po tym jak dowiedziała się, że jest w ciąży. O swojej decyzji pisze:

Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, walczyłam z nowotworem piersi. Byłam wrakiem, ale wiedziałam, że jeśli miałabym wybierać między pozostaniem tutaj a sprowadzeniem na świat dziecka, kosztem własnego zdrowia, wybór był tylko jeden: ona.
 

Poruszająca fotografia z porodu Lauren Archer, fotografki i douli. Na jej twarzy malują się wszystkie emocje, jakich doświadcza i jakich doświadczy, trzymając w ramionach tę nową istotę:

 

Są takie zdjęcia, które zostają z nami na długo. Dzięki takim profilom możemy zbliżyć się do wyjątkowości porodów, poczuć niemalże moc, jaka płynie od tych niezwykłych kobiet. Jeżeli siła jest kobietą, z dużą dozą pewności, jest matką.

Więcej o: