Dzieci w restauracjach: Nie wytrzymałam, kiedy z krzykiem wbiegły pod nasz stolik [List]

Zachowanie dzieci w przestrzeniach publicznych co jakiś czas wzbudza kontrowersje, stanowi źródło społecznych dyskusji. Napisała do nas czytelniczka, która sama będąc matką, zwróciła uwagę obsłudze restauracji na zachowanie innych rodziców i ich dzieci. Słusznie?

Poniżej publikujemy pełną treść listu:

Restauracja czterogwiazdkowego hotelu

Był ciepły, sierpniowy wieczór. Wybraliśmy z rodziną jedną z naszych ulubionych restauracji, by tam zjeść kolację. Zajęliśmy stolik, było nas sześcioro. Moje dziecko, partner, rodzice i siostra. Moja córka miała wtedy około dwóch lat. W restauracjach zawsze była blisko nas, zajmowaliśmy ją dekoracjami, zabawkami, przekładaliśmy ją z rąk do rąk. Wiedziałam, że będzie raczej spokojna i nie zakłóci nikomu posiłku.

Nie wszyscy rodzice mieli tę pewność ani perspektywę sięgającą dalej niż ponad czubek ich własnego nosa.

Dwa stoliki dalej zorganizowano uroczysty obiad, może na dwanaście osób. Kilka pokoleń dorosłych i dzieci. Było nieco głośno, to normalne. Cisza nie jestem tym, czego możemy oczekiwać w pierwszej kolejności, decydując się na obiad w restauracji. Biorąc jednak pod uwagę, że była to restauracja czterogwiazdkowego hotelu, niesygnowana jako przyjazna dzieciom czy oferująca atrakcje dla dzieci, można było oczekiwać, że dzieci nie urządzą sobie między stolikami gry w berka.

Nie wytrzymałam, kiedy schowały się pod naszym stolikiem

Przez pierwszych kilka chwil, kiedy kilkoro dzieci z sąsiedniego stolika biegało po całej sali, staraliśmy się nie reagować i nie mącić swojego spokoju. Jednak kiedy zabawa przybrała zawrotne tempo, a dzieciaki z krzykiem wbiegły pod nasz stolik, nie wytrzymałam.

Delikatnie zwróciłam uwagę obsłudze, że chyba państwo ze stolika obok pomylili lokale. Dodam, że rodzice dzieci kompletnie nie zwracali na nie uwagi. Śmiechom, rozmowom i żartom nie było słychać końca, a dzieciaki dokazywały.

Kelner był profesjonalistą, przeprosił nas za niedogodności i delikatnie przekazał naszą uwagę klientom. Trudno mi powiedzieć, czy rodzice zrozumieli swój nietakt, w każdym razie zawołali do siebie dzieci, usadzili na kanapie i poczęstowali... tabletami.

Rodzice ponoszą odpowiedzialność za zachowanie dzieci

Nie jest moją rolą ocena predyspozycji wychowawczych tych ludzi, jednak wkurza mnie taka beztroska rodzicielska. Nie było winą dzieci, że wskakiwały nam pod stolik i traktowały przestrzeń restauracyjną, jak plac zabaw. Odpowiedzialnością dorosłych być powinno ustalenie zasad, zanim wprowadzi się dzieci do przestrzeni, które z założenia nie są im dedykowane w szczególności.

Dzieci są super, ale byśmy wszyscy mogli w pełnym komforcie korzystać z przestrzeni publicznych, potrzebni są obok nich super rodzice. Mądrzy, odpowiedzialni i skupieni na kimś, poza sobą.

Macie podobne doświadczenia? A może zajmujecie odmienne stanowisko? Wasze zdanie jest dla nas ważne, piszcie do nas na adres: edziecko@agora.pl

Więcej o: