Lekarka ją wyśmiała. Młoda matka wykonała badania prywatnie, zostało jej 9 miesięcy życia

Gdyby młoda matka dwojga dzieci nie zapłaciła za badania cytologiczne, mogłaby nie przeżyć kolejnych kilku miesięcy swojego życia. Miała 22 lata i mimo objawów, została zlekceważona przez państwową służbę zdrowia. Pożyczyła pieniądze i wykonała badanie prywatne. To uratowało jej życie.

Jody Oxley miała zaledwie 22 lata, kiedy zauważyła pierwsze nieregularne krwawienia. Zgłosiła się do lekarza, jednak usłyszała, że jest za młoda, by poddać się badaniu cytologicznemu w ramach państwowej opieki zdrowotnej.

Jody nie pracowała wtedy zarobkowo, jej dzieci były małe. Kobieta pożyczyła określoną kwotę, by poddać się badaniom prywatnie. Diagnoza nie pozostawiała żadnych wątpliwości. Jody nie tylko miała raka szyjki macicy, ale lekarze orzekli, że jest w tak zaawansowanym stadium, że nie przeżyłaby dziewięciu kolejnych miesięcy.

Nie sądziłam, że to może być nowotwór

Teraz Jody ma 28 lat. Matką trzyletniej Lily i siedmioletniego Marshalla i opowiada swoją historię, ku przestrodze:

Pierwsze krwawienia pojawiły się w sierpniu 2016 roku. Nie przywiązywałam do nich szczególnej wagi, 12 miesięcy wcześniej urodziłam młodszą córkę i pomyślałam, że może ciało wciąż się przystosowuje. Objawy się nasilały. Nie sądziłam, że to może być nowotwór. Nie znałam przypadku zachorowań w rodzinie, a nieregularne miesiączki mogły wynikać z szeregu innych czynników.
Lekarka, do której poszłam po kilku miesiącach, wyśmiała mnie, kiedy zasugerowałam, że obawiam się raka szyjki macicy. Byłam zła, zostałam potraktowana, jak dziecko. Lekarka wykonała badanie USG, na którym niczego nie widziała. Na badanie cytologiczne nie wydała skierowania, ze względu na mój wiek.

Pielęgniarka zaczęła płakać

Jody nie otrzymała pomocy, więc pożyczyła pieniądze na leczenie prywatne i kilka tygodni później zgłosiła się na badanie cytologiczne. Wtedy już krwawiła tak bardzo, że utrudniało jej to normalne funkcjonowanie. Lekarz zbadał Judy, pobrał rozmaz. Nie miał żadnych wątpliwości.

Jego milczenie było bardzo wymowne. Kiedy do sali wszedł mój partner, zaczęłam płakać. Pielęgniarka płakała. Miałam zaawansowanego raka szyjki macicy i guz wielkości 5,6cm.
Lekarz powiedział, że gdybym nie została zdiagnozowana, umarłabym za sześć, może dziewięć miesięcy

Po chemioterapii, transfuzji krwi, konieczna była histerektomia, czyli zabieg chirurgicznego usunięcia macicy. Jody przeszła operację w styczniu 2018 roku.

Mój partner i ja mieliśmy nadzieję i modliliśmy się o histerektomię. Chciałam, tylko żeby ten nowotwór zniknął, żebym znów mogła być zdrową mamą i żoną.

Mimo że guz został wycięty, w organizmie mogły zostać komórki rakowe. Każde badanie kontrolne jest dla młodej kobiety wielkim przeżyciem i nigdy nie wie, kiedy nowotwór wróci. Teraz cieszy się, że żyje, każdy dzień jest dla niej okazją do świętowania.

Swoją historią dzieli się po to, by zamanifestować: Badajmy się, bez względu na wiek i to, co mówią inni. Nasze życie jest w naszych rękach.

Więcej o: