Niemowlę płakało w pociągu. W pewnej chwili młody chłopak wstał i krzyknął: Ucisz w końcu tego bachora [List]

W czasie w roku, w którym coraz więcej osób decyduje się na podróże, zawsze pojawiają się mniej lub bardziej przewidywalne wydarzenia. Poddawana próbie jest społeczna wspólnota, akceptacja norm, empatia, współodczuwanie. Część z nas nie zdaje egzaminów.

Napisała do nas czytelniczka, która podczas podróży pociągiem, obserwowała niezwykle nieprzyjemną sytuację dla matki niemowlęcia.

Na peronie tłum

Wracałam z weekendu spędzonego w przepięknym Krakowie. Na peronie tłum, który nie niepokoił mnie szczególnie, wcześniej zarezerwowałam bilety z miejscem numerowanym. Usiadłam wygodnie, wyciągnęłam książkę. Wokół wszystkie miejsca były zajęte. Cisza, spokój, podróż miała upłynąć w komfortowych warunkach.

Nie minął kwadrans, kiedy zza pleców dało się słyszeć najpierw kwilenie dziecka, przechodzące w coraz głośniejszy płacz, aż w końcu krzyk. Dwa rzędy dalej miejsce zajmowała matka, sama z niemowlęciem, myślę, że maleństwo mogło mieć około sześciu miesięcy. Nie odwracałam się natrętnie, nie przyglądałam. Jestem kobietą, matką, rozumiem, że dzieci płaczą.

Nie wszyscy pasażerowie mieli podobny ogląd na sytuację. Po kilku minutach atmosfera zaczęła się zagęszczać. Dziecko krzyczało coraz głośniej, matka próbowała bezskutecznie przystawić je do piersi, a pasażerowie zaczęli ostentacyjnie wzdychać. Dziecko uspokoiło się po mniej więcej kwadransie, zasnęło. Do końca trasy pozostały ponad dwie godziny.

Dziecko nie uspokoi się od dotyku obcych rąk

Nie wiem, ile czasu minęło, wydaje się, że sama zamknęłam na chwilę oczy. Obudził mnie płacz. Niemowlę znowu zanosiło się głośnym krzykiem. Matka była coraz bardziej zdenerwowana, wydawało się, że przez to rezonują tą samą energią. Chciałam podejść, pomóc, ale nie bardzo wiedziałam, co mogę zrobić? Dziecko nie uspokoi się od dotyku obcych rąk.

Zdarzenie nie byłoby tak szczególne, gdyby jeden z pasażerów nie wybuchnął. Młody chłopak, na oko 18–letni, wstał i krzyknął: Ucisz w końcu tego bachora!

Podniosły się głosy krytyki, zawrzało. Część pasażerów zaatakowała nastolatka za niestosowny komentarz, druga część w nieco bardziej delikatny sposób przyznała mu rację. Ja patrzyłam na tę kobietę i czułam ogromny żal. Była niezwykle zdenerwowana, zaczęła drżeć na całym ciele. Uspokoiła w końcu dziecko, ale tej podróży nie zapomni do końca życia.

Kim jesteśmy, jako ludzie? Jako społeczeństwo? Jak długo będziemy jeszcze myśleć tylko o czubku własnego nosa? I do czego nas to finalnie zaprowadzi?

Więcej o: