Nauczycielka z 40-letnim stażem oburzona polską oświatą. "Zaczynałam jako ktoś, a kończę jako nikt"

Nauczyciele coraz częściej zapewniają o chęci odejścia z pracy w państwowych szkołach. Mają ku temu konkretne powody. Nie ukrywają, że mają żal do rządu za brak wsparcia. Choć kochają swój zawód, nie mogą godzić się na poniżanie i nagonkę ze strony społeczeństwa. - Nasza praca jest poświęceniem dla drugiego człowieka - podkreśla nauczycielka z 40-letnim stażem pracy w publicznej szkole.

Więcej treści znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl >>

Polska edukacja przechodzi potężny kryzys. Zdalne nauczanie w pandemii, liczne zmiany w Karcie Nauczyciela, kumulacja roczników w szkołach, zarobki znacząco odbiegające od średniej krajowej, brak wsparcia ze strony rządu, a także ogólna nagonka na nauczycieli to tylko nieliczne powody, dla których pedagodzy chcą odchodzić z zawodu. Te wszystkie problemy doprowadziły do kryzysu oświaty w Polsce. I choć każdy, kto przeszedł proces edukacji, zgodzi się z tym, że nauczyciele są w nim kluczowym elementem, to sytuacja pedagogów wciąż się nie zmienia. 

Zobacz wideo Jakie są największe problemy polskiego systemu edukacji?

"Nauczycieli się nie szanuje i nie daje się im godnie żyć"

Nasza czytelniczka, która jest nauczycielką z 40-letnim stażem, w obszernym liście do redakcji, dzieli się osobistą refleksją dotyczącą pracy w oświacie. Choć nie żałuje wyboru zawodu, czuje się oszukana. Przyznaje, że kiedy zaczynała pracę w szkole, czuła, że jest kimś. Teraz to się zmieniło i nie czerpie już z pracy żadnej radości i satysfakcji. 

Poświęciłam przeszło 40 lat pracy dla dzieci i nie żałuję. Kocham je i cieszę się z postępów i sukcesów każdego dziecka. Spełniłam się jako nauczyciel, jednak mam żal do państwa, rządu, że zaczynałam pracę jako ktoś, kogo się szanowało, a kończyłam jako ktoś, kogo się nie docenia. Nauczycieli się nie szanuje i nie daje się im godnie żyć

- przyznaje kobieta i dodaje, że nauczyciele odgrywają w społeczeństwie unikatową pracę, która wciąż jest niedoceniana. - To my, nauczyciele kształcimy każdego Polaka i przygotowujemy do życia. To my wskazujemy właściwą drogę i uczymy rozwiązywania problemów. To my czasami zastępujemy rodziców. To my uczymy kultury i wprowadzamy w dorosłość. To my poświęcamy swoje prywatne życie dla uczniów i sponsorujemy szkoły, a także przedszkola. To my doceniamy i cieszymy się z sukcesów uczniów. To my zauważamy, że dziecko ma deficyty i kierujemy je do specjalistów. To my martwimy się o ich kłopoty i naprowadzamy na właściwą drogę. To my wspieramy rodziców. To nam zależy na dobrych ocenach uczniów i dajemy im możliwości poprawy. To my przynosimy pracę do domu. To my jesteśmy matką, ojcem, babcią, dziadkiem, ciocią, wujkiem, przyjacielem, lekarzem, pielęgniarką, psychologiem i kumplem - mówi kobieta.

To my powinniśmy dać odpowiedź na każde pytanie, a przy tym słuchać wszystkich rodzinnych problemów i pomagać w ich rozwiązaniu. Wymieniać można bez końca.

- dodaje. 

Zbyt krótkie spodenki? Taką uwagę dostała nasza czytelniczka od szkołyZostała wezwana do szkoły. "Córka nie jest ubrana zgodnie ze statutem"

"Co raz wytyka się nam wakacje, ferie i inne wolne dni"

Pedagożka zauważa, że w dużej mierze to działania rządu sprawiają, że zawód nauczyciela jest niedoceniany i lekceważony. Od dłuższego czasu obserwuje nagonkę na nauczycieli. 

Co raz wytyka się nam wakacje, ferie i inne wolne dni, nie biorąc pod uwagę, że pomimo tych wolnych dni godzinami przygotowujemy się do zajęć, sprawdzamy prace i wykonujemy pomoce za własne pieniądze. Do tego jeździmy na wycieczki bez dodatkowej zapłaty, pomimo 24-godzinnej opieki. Wtedy odpowiadamy za życie i zdrowie waszych dzieci. Dokształcamy się za swoje pieniądze i czasami realizujemy niepotrzebne projekty wymyślone przez Ministerstwo Edukacji Narodowej

- dodaje i tłumaczy, że nauczyciele są w złej kondycji psychicznej. Niestety, nikt o tym głośno nie mówi, bo zaraz pojawiają się pretensje. 

Musimy być kreatywni i nienaganni pod każdym względem. To my kształcimy i wychowujemy nawet tych, którzy nami rządzą. To nam nie godzi się strajkować, bo dajemy zły przykład. To tylko namiastka tego co chciałam napisać i uświadomić, jaka odpowiedzialność ciąży na każdym nauczycielu

- podkreśla i na koniec apeluje do młodzieży, która stoi przed podjęciem decyzji, czy decydować się na studia pedagogiczne:

Jeszcze raz powtórzę. Mam żal do państwa polskiego, że przepracowałam 40 lat i nie mogę godnie korzystać z życia, bo czas od pierwszego do pierwszego jest dla mnie czasem trudnym, by godnie przeżyć. Młode pokolenie, zastanówcie się, czy chcecie być nauczycielami. 

Koniec roku szkolnego w Szkole Podstawowej nr 26 przy ul. Berwińskiego w PoznaniuSzkoły mają problem z wystawianiem ocen. Nauczyciele i dyrektorzy nie dostali jasnych wytycznych

Więcej o: