"Poprosili mnie o bycie chrzestną, bo dobrze zarabiam. Chcieli zrobić dobry interes"

Kontrowersyjne sytuacje związane z chrztami i komuniami nadal nie milkną. Nie zawsze są jednak zaangażowani w to księża. Nasza czytelniczka podzieliła się z nami zaskakującą historią. Znajomi chcieli, żeby została chrzestną, bo wiedzieli, że jest zamożną osobą. "Takie podejście do sprawy to nie nowość" - przyznała pani Ania.

Chrzty i komunie są świeczniku. Głównie mówi się o kolosalnych wymaganiach księży i o tym, że sakramenty sporo kosztują. Niestety, coraz częściej winni są także rodzice, którzy zamiast skupić się na tym, że dziecko przystąpi do wspólnoty wiernych czy przyjmie do swojego serca Jezusa, to robią wszystko, aby zapewnić dziecku dostatek. Świetnym przykładem na poparcie tych słów jest historia naszej czytelniczki. Wydaje się, że takie sytuacje są wprost niemożliwe, a jednak niestety wciąż mają miejsce. 

Zobacz wideo 100 lat sukienek na komunię. Polskie gusta od 1915 roku

Znajomi chcieli, żeby została chrzestną ich dziecka. Kobieta zdała sobie sprawę o co chodzi

Pani Ania podzieliła się sytuacją, która potrafi wprawić w osłupienie. Z jej relacji wynika, że była bardzo zaskoczona, kiedy znajomi oznajmili, że chcieliby, aby została matką chrzestną ich dziecka. Kobieta przyznała, że propozycja bardzo ją zaskoczyła, bo nie była dla nich zbyt bliską osobą. Dopiero po czasie zrozumiała, o co tak naprawdę chodzi. Kobieta wyznała, że jest dość zamożną osobą i rodzicom chodziło o to, że dzięki majętnej chrzestnej, zabezpieczą dziecko na przyszłość.

Kiedyś zostałam poproszona o bycie chrzestną. Nie byłam dla tej rodziny nikim bliskim, po prostu postrzegali mnie jako osobę zamożną i chcieli zrobić dobry interes

- powiedziała i dodała, że zdaje sobie sprawę z tego, że nie jest to jednorazowy wybryk i rodzice coraz częściej patrzą na to, czy chrzestni mają pieniądze i w przyszłości będą wspierać dziecko nie tylko duchowo, ale i finansowo. Choć to dość krzywdzące, to znaczna część rodziców dalej tak robi:

Takie podejście do sprawy to nie nowość.

Ksiądz o przystępowaniu dzieci do sakramentu: "Show i rewia mody, tak teraz wyglądają komunie"

Janusz Koplewski od lat funkcjonuje w mediach jako spowiednik gwiazd i zabiera głos w sprawach, które zdają się być niewygodne dla kościoła. Choć sam przyznaje, że nie mam parcia na szkło, to rzadko kiedy odmawia dziennikarzom wypowiedzi na różne tematy. Jakiś czas temu w rozmowie z "Faktem" poruszył temat pierwszych komunii świętych. Podobnie jak nasi czytelnicy, ksiądz porównał je do wystawnych wesel. 

Show i rewia mody, tak teraz wyglądają komunie. Suknie dziewczynek jak ślubne kreacje, chłopcy w fioletowych czy zielonych garniturach, impreza w restauracji na pięćdziesiąt osób

- mówił w rozmowie z "Faktem" ksiądz Janusz Koplewski.

Duchowny przyznał, że przerażające jest to, co dzieci przynoszą do kościoła do poświecenia. Jeszcze niedawno królowały złote medaliki, zegarki czy biżuteria, a teraz są to wyłącznie laptopy, smartofony i nowoczesne rowery. Mało tego, dzieci głośno debatują o pieniądzach, które zebrał podczas komunii.

Dzieci dyskutują tylko o tym, kto ile dostał czy dostanie do koperty. Jak się czują maluchy, których bliskich nie stać na takie prezenty? No i skąd ma na to wszystko wziąć przykładowy dziadek z 1,2 tys. zł emerytury?

- dopytywał ksiądz.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.