Pracownicy ośrodka znęcają się nad dziećmi z zaburzeniami psychicznymi. "Szarpanie, bicie, wykręcanie rąk"

W "Dużym Formacie" pojawił się szokujący reportaż Marty Szarejko o przemocy, jakiej dopuszczają się wobec pacjentów pracownicy ośrodka dla dzieci z zaburzeniami psychicznymi. "Dzieciom wykręcano ręce, oblewano je moczem, wywlekano za nogi spod łóżka, bito po twarzy, szarpano, nie pozwalano korzystać z toalety, zabierano im jedzenie" - powiedziała jedna z lekarek.

Więcej o aktualnej sytuacji w polskiej psychiatrii na stronie Gazeta.pl

W XVIII-wiecznym pałacu w Kamieńcu (gmina Zbrosławice) znajduje się Ośrodek Leczniczo-Rehabilitacyjny dla dzieci. Jest on podzielony na trzy części. Jedna to część ambulatoryjna, druga sanatoryjna, trzecia z kolei jest przeznaczona dla pacjentów z zaburzeniami psychicznymi. Trafiają tam dzieci (głównie z domów dziecka i rodzin zastępczych) w spektrum autyzmu, ze schizofrenią, ADHD, czy z niepełnosprawnością intelektualną. Często spędzają tam kilka lat, więc przy oddziale działa szkoła

Ola o Kanadzie: 'Czuję się tu jak w domu'.Polska mama z Kanady: W czasie porodu położna częstowała mnie lizakami

Wychowawcy czują się bezkarni

21 lutego w "Dużym Formacie" pojawił się reportaż Mary Szarejko zatytułowany "Ślepe miejsca" o przemocy, jakiej od lat wobec dzieci dopuszczają się pracownicy szkoły działającej przy ośrodku. Autorka rozmawiała z osobami z personelu, które odeszły z ośrodka lub zostały zwolnione. Dotarła także do tych, które wciąż tam pracują, poznała relacje rodziców i opiekunów pacjentów. Rozmówcy poprosili o zachowanie anonimowości, ze względu na swoje bezpieczeństwo.

Szarpanie, bicie po twarzy, wykręcanie rąk były na porządku dziennym. Od kiedy prezeska ośrodka się zmieniła (Bożena Mocha-Dziechciarz pełni tę funkcję od 2020 roku - przyp. red.) wychowawcy czują się bezkarni, bo myślą, że wszystko da się wytłumaczyć niepełnosprawnością intelektualną dzieci – łatwo powiedzieć, że kłamią, są agresywne albo że czegoś nie zrozumiały. Ale my mamy kilkadziesiąt lat doświadczenia w tej pracy – wiemy, kiedy dzieci manipulują, a kiedy są źle traktowane

- czytamy wypowiedź jednej z pielęgniarek.

Jedna z dziewczynek zgłosiła incydent w szkole, że pani dyrektor wylała na nią nieczystości. Dziewczynka z niepełnosprawnością intelektualną załatwiła się na korytarzu, woźna posprzątała, a pani dyrektor wzięła wiaderko, weszła z dziewczynką do łazienki i wylała na nią zawartość

- dodaje inna. 

Zobacz wideo Co do zasady dziecko rodzi się zdrowe. Rodziców czeka jednak dużo stresów związanych ze stanami adaptacyjnymi noworodka

Spuchnięta skóra, siniaki, zaczerwienienia

Marta Szarejko pisze, że początkowo trudno jej było wyobrazić sobie sytuacje, o których mówią pielęgniarki. Potem zobaczyła nagrania i zdjęcia. 

Wcześniej mogłam sobie wyobrażać, że to niemożliwe, że część osób zmyśla, a inne koloryzują. Już nie mogę [...] Odciśnięte palce na skórze przedramion dzieci. Spuchnięta skóra. Siniaki. Zaczerwienienia. Twarz chłopca z zielonożółtą skórą wokół oczu, zadrapaniami i siniakami.

- napisała. Opisała też jedno z nagrań, które widziała w czasie pracy nad reportażem. Wychowawca, psycholożka i pielęgniarka łapią jednego z pacjentów - kilkuletniego chłopca. We troje wnoszą go do sali, w której jest łóżko z pasami, trzymając go za ręce i nogi, zapinają pasy. Widać, że dziecko się zsiusiało. Dyrektorka przyciska je kolanem, chłopiec bezskutecznie chce coś powiedzieć psycholożce. Świadkiem całego zdarzenia jest inne dziecko. 

Lekarki i pielęgniarki nie zgadzają się na przemoc wobec dzieci

Na początku zgłaszają sprawę prezesce zarządu i kierowniczce podmiotu leczniczego ośrodka. Kiedy okazuje się, że to nic nie daje, piszą skargi i zawiadomienia do: Rzecznika Praw Pacjenta, Rzecznika Praw Dziecka, Ministerstwa Zdrowia i Konsultanta Krajowego i Wojewódzkiego ds. Psychiatrii Dzieci i Młodzieży.

Mówiłyśmy i pisałyśmy o tym, że dzieciom wykręcano ręce, oblewano je moczem, wywlekano za nogi spod łóżka, bito po twarzy, szarpano, nie pozwalano korzystać z toalety, zabierano im jedzenie, nie wypuszczano na zewnątrz, wyśmiewano z powodu różnych deficytów, na przykład nietrzymania moczu. My to wszystko zgłaszałyśmy!

- zapewnia jedna z lekarek. Nikt nie reaguje. A gdy nawet dochodzi do kontroli, są one przeprowadzane pobieżnie, a te w szkole - w czasie wakacji, pod nieobecność dzieci.

Jak działa punktowy system oceny zachowaniaAbsurdy punktowego systemu oceny zachowania.

"To się musi zmienić"

Po publikacji reportażu sytuacją w ośrodku zainteresowała się Fundacja JiM, zajmująca się pomocą osobom autystycznym. Spytaliśmy, co zamierza zrobić:

Przede wszystkim zapewnimy pomoc prawną. Możemy zatrudnić profesjonalnych pełnomocników pokrzywdzonym, aby upewnić się, że ich prawo do obrony będzie zapewnione. Chcemy dołączyć do procesu jako organizacja społeczna, jesteśmy także gotowi, aby wesprzeć pokrzywdzonych i ich najbliższych, którzy chcieliby stać się oskarżycielem posiłkowym w sprawie

- mówi Tomasz Michałowicz, prezes fundacji.

Zależy nam, aby w pełni wykorzystać uprawnienia dowodowe stron, aby jak najpełniej przedstawić ogrom cierpień, jaki spotkał pokrzywdzone dzieci. Na każdym z etapów postępowania, deklarujemy nasze wsparcie i bezpośrednią pomoc prawną

-  dodaje. Michałowicz twierdzi, że tu zawiodła instytucja, zawiódł też system. Wyjaśnia, że taka instytucja, jak ośrodek w Pałacu Kamieniec to nie jest miejsce dla dzieci z niepełnosprawnościami. Fundacja walczy o deinstytucjonalizację, czyli zmianę sposobu działania tego typu placówek, aby upodobnić je do domów rodzinnych, czy szkół przyjaznych dla dzieci z niepełnosprawnościami.

Mamy postulat: zróbmy z Pałacu Kamieniec pierwszą instytucję, która zostanie zdeinstytucjonalizowana, zostanie przekształcona w miejsce przyjazne dzieciom. Jest na to gotowy przepis: Ogólnoeuropejskie wytyczne dotyczące przejścia od opieki instytucjonalnej do opieki świadczonej na poziomie lokalnych społeczności. Trzeba je tylko wdrożyć. Ale - co najtrudniejsze - trzeba chcieć je wdrożyć. I to jest właśnie najtrudniejsze, bo wymaga zmiany mentalnej wśród urzędników, lekarzy, personelu.

Michałowicz powiedział, że Fundacja JiM podejmie działania niezależnie od tego, co już inni próbowali zrobić, nie patrząc na podjęte przez nich kroki. Zapewnił, że Fundacja JiM może w tym celu wykorzystać środki od darczyńców, którzy popierają walkę o prawa krzywdzonych dzieci.

Nie możemy przejść obojętnie obok krzywdy dzieci. I nie chcemy także zapomnieć o sygnalistkach, które nagłośniły tę sprawę. One też mogą liczyć na nasze wsparcie

 - zapewnił.

Fundację można wesprzeć np. przekazując swój 1 proc. podatków na jej cel (Fundacja JiM, KRS 0000 127075) lub wpłacić darowiznę

Więcej o: