"Fabryki dzieci" w Ukrainie. Rodzice, którzy zatrudnili surogatki, chcą odzyskać dzieci. "Nie boimy się"

Ukraina jest jednym z nielicznych państw na świecie, gdzie surogatki mogą rodzić na zamówienie. Każdego roku przychodzi tam na świat około 4 tysięcy noworodków, których rodzice rozrzuceni są po całym świecie. Ci, których dzieci urodziły się tuż przed rozpoczęciem inwazji przez Rosję albo urodzą się w trakcie wojny, rozpaczliwie szukają pomocy.

Aktualne informacje na temat wojny w Ukrainie znajdziesz na Gazeta.pl.

Ukraina jest jednym z niewielu państw na świecie, gdzie surogacja jest w pełni legalna. Jej koszt to około 90 tys. dolarów, podczas gdy w Stanach Zjednoczonych kosztuje około 200 tys. dolarów. Rodzice z Polski i każdego innego kraju na świecie, którzy mają problemy z płodnością, mogą skorzystać tam z usług matki zastępczej. Dla wielu par to spełnienie marzeń o dziecku i ogromne szczęście. Ale nie teraz. Ci, których pociecha przyszła na świat tuż przed inwazją Rosji, lub urodzi się w trakcie wojny, boją się o jej bezpieczeństwo i błagają o pomoc.

Zobacz wideo Wydanie Specjalne Porannej Rozmowy Gazeta.pl (24.02)

"Fabryki dzieci" w Ukrainie. Co oznacza dla nich wojna?

Kiedy tylko pojawiło się zagrożenie wojny, z wielu powodów skomplikowała się sytuacja rodziców, którzy zatrudnili surogatki. Takie dzieci rodzą się w Ukrainie jako bezpaństwowcy, a odkąd ewakuowano stamtąd przedstawicieli ambasad, uzyskanie dokumentów podróżnych, które umożliwiłyby zabranie dziecka za granicę, jest praktycznie niemożliwe.

Surogatka - w tym procederze często spisywana jest umowa. Zdjęcie ilustracyjne, OlenaYakobchuk/shutterstock.comSurogatka - kim jest? Czy jej usługi są w Polsce legalne?

Już w poniedziałek na ukrainesurrogacydispatches.com pojawiła się informacja o tym, że niektóre z klinik reprodukcyjnych przenoszą swoje siedziby jak najdalej od granicy z Rosją. Inna, aby chronić dzieci, rodziców i surogatki, zajęła schron przeciwbombowy w pobliżu przychodni. Wszyscy odbyli także ćwiczenia z ewakuacji. Jednak wizja uwięzionych pod ziemią dzieci i kobiet w ciąży, kiedy na powierzchni toczy się wojna, przeraża wszystkich. 

W rozmowie z "The Sydney Morning Herald" jedna z par z Australii oznajmiła we wtorek, że jest w drodze do Ukrainy. Ich dziecko urodziło się 11 tygodni przed wyznaczonym terminem i miało przebywać na oddziale intensywnej terapii noworodków przez siedem tygodni.

Jesteśmy bardzo zdenerwowani, nie możemy spać. W zeszłym tygodniu cieszyliśmy się, że nasze dziecko przyszło na świat. Czekaliśmy na to sześć lat. Chcemy tylko tam lecieć je zabrać. Nie ma innej opcji. Nie boimy się o swoje bezpieczeństwo, boimy się o to, czy będziemy mogli zabrać dziecko

- mówił Adam, tata noworodka. Wraz z partnerką mieli nadzieję na to, że uda im się zaaranżować spotkanie przy granicy z przedstawicielami ambasady Australii w Polsce i w ten sposób zdobędą dokumenty dla dziecka. Teraz, kiedy 24 lutego Rosja weszła na teren Ukrainy, rodzice muszą przygotować się na najgorsze.

Przemysław CzarnekPrzemysław Czarnek zapowiada pomoc polskim studentom z Ukrainy

Więcej o: