Zabrała dziecko w góry. Pokazała paragon z restauracji. "Następnym razem zrobię kanapki"

Zakopane, Białka Tatrzańska, Szczyrk i Wisła szykują się do ferii zimowych i przyjazdu turystów. Niektórzy wybrali się w góry nieco wcześniej. Nasza czytelniczka postanowiła podzielić się swoimi przemyśleniami dotyczącymi cen w popularnej narciarskiej miejscowości.

Więcej informacji o aktualnych świadczeniach rodzinnych na Gazeta.pl

Po wiadomościach, jakie dostawaliśmy od czytelników i czytelniczek w sprawie cen w polskich miejscowościach nadmorskich, przyszedł czas na doniesienia z południa Polski. W dobie panującej pandemii nie wszyscy decydują się na rodzinne wyjazdy do popularnych narciarskich miejscowości. Ci, którzy to robią, liczą się ze sporymi wydatkami, ale nawet i oni bywają zaskoczeni, gdy przyjdzie do płacenia rachunku w restauracji.

500 plusPieniądze na dziecko 2022. Już można składać wnioski o 1000 plus. Zajmuje to dwie minuty

Mama zabrała dziecko do restauracji na stoku

Budżety wielu polskich rodzin w czasie świąt Bożego Narodzenia zostały poważnie nadszarpnięte. Niektórzy jednak mimo to mogą sobie pozwolić na wyjazd w góry w szczycie sezonu narciarskiego.

Staram się zabierać córkę latem na tydzień nad morze, a zimą w góry. Nie wydaje mi się to jakąś szczególną fanaberią, tym bardziej że nigdy nie jeździmy za granicę. Oboje pracujemy z mężem i zarabiamy więcej niż średnia krajowa, jednak te ceny zaczynają wykraczać poza nasze możliwości finansowe

- napisała do nas pani Magda (nazwisko do wiadomości redakcji)

Wybraliśmy popularną miejscowość narciarską, zapisaliśmy córkę do szkółki. Spędzała całe dnie na nartach, na świeżym powietrzu, po południu była już głodna jak wilk, więc chodziliśmy do restauracji na stoku.

- opisuje pani Magda.

Wiem, że w restauracjach i barach na stokach ceny są wyższe niż w innych lokalach, ale niemal 40 zł za obiad dla dziecka, to chyba lekka przesada. Czy nie mam racji? Tym bardziej że kotlet był niewielki, frytek mało, a na surówkę składał się posiekany kiszony ogórek z odrobiną cebuli. Następnym razem będę robić kanapki

- stwierdziła. 

Nieco wyższa temperatura skłoniła nas do poszukania pierwszych oznak wiosny. Chociaż do tej kalendarzowej zostało jeszcze trochę czasu, wyraźne znaki, że zima idzie powoli w zapomnienie. 
Dowód nr 1? W Ogrodzie Saskim zakwitły bratki. Z przyjemnością zauważyliśmy również, że place zabaw powoli zapełniają się dziećmi. Na przykład ten w śródmiejskim parku był w poniedziałek oblegany. Ożywiły się też pszczoły z miejskiej pasieki na dachu Centrum Spotkania Kultur. Pszczoły, aby przetrwać niskie temperatury formują zimowy kłąb w kształcie kuli. Gdy temperatura wzrośnie do 10-12 stopni wylatują rozprostować skrzydła. Ten dzień pierwszego wiosennego oblotu przypada najczęściej na początek marca.  
Niestety początki wiosny mają też swoje wady. Kiedy zniknie śnieg i miejskie zakamarki doświetli słońce, widać że w wielu miejscach przydałoby się posprzątać. 
Portal pogodynka.pl prognozuje, że we wtorek w Lublinie będzie 14 stopni. 
12 tys. na dziecko - dla kogo? Rodziców nie obowiązuje żaden próg dochodowy

Ceny na stokach bywają wyższe

Panująca epidemia koronawirusa dotkliwie dotyka branżę turystyczną. Poza tym sezon narciarski jest u nas dość krótki, w ostatnich latach pogoda także pozostawia wiele do życzenia. Przedsiębiorcy utrzymujący się z miłośników białego szaleństwa kują żelazo, póki gorące. Turyści powinni mieć to na uwadze, składając zamówienie w restauracji lub barze.

A Wy? Co sądzicie o cenach w popularnych miejscowościach narciarskich? Dajcie znać w komentarzach.

Więcej o: