"Rodzice mówią mi o jego próbach samobójczych po czasie, żebym nie dzwoniła po karetkę" - mówi psycholożka

"Ostatnio do mojej grupy trafił chłopiec, który powiedział, że koledzy w szkole znęcali się nad nim przez sześć lat" - mówi w wywiadzie z Martą Szarejko psycholożka Anna Sarnacka. Rozmowa pochodzi ze zbioru wywiadów z psychiatrami i psychologami: "Stany ostre. Jak psychiatrzy leczą nasze dzieci".

Więcej o aktualnej kondycji polskiej służby zdrowia na Gazeta.pl

"Taka zjawa, nie wiadomo skąd. Rozmowa o tym, jak działają ośrodki pierwszego stopnia reformy psychiatrii dziecięcej" to wywiad z psycholożką Anną Sarnacką. Wywiad pochodzi z książki  "Stany ostre. Jak psychiatrzy leczą nasze dzieci" Marty Szarejko, która kilka miesięcy temu ukazała się nakładem wydawnictwa Słowne. Rozmówczyni opowiada o pracy w ośrodku środowiskowej pomocy psychologiczno-psychoterapeutycznej dla dzieci, rodzicach, którzy nie potrafią lub nie chcą pomóc i systemie, który zawodzi.

Psychiatria dziecięca. Mama SOS: Dziecko ma myśli samobójcze. Psychiatra za 3 miesiące. PrywatnieOkaleczone dziewczynki leżą na korytarzu. Psychiatria dziecięca to "katastrofa"

Ile masz lat?

Czterdzieści jeden.

Ile zarabiasz?

Dwa tysiące siedemset. Pracuję cztery dni w tygodniu.

Gdzie?

W ośrodku środowiskowej pomocy psychologiczno-psychoterapeutycznej dla dzieci. Czyli w nowym tworze, który powstał w ramach reformy psychiatrycznej jako pierwszy stopień referencyjności. I na oddziale psychiatrycznym dla dorosłych.

Podczas Kongresu Zdrowia Psychicznego powiedziałaś, że mąż musi kupować ci książki potrzebne do pracy, opłacać szkołę. I że na Mazurach nie ma zbyt wielu bogatych mężów, więc żeby się utrzymać, psycholożki muszą dorabiać, siłą rzeczy zaniedbując własne dzieci, które  prawdopodobnie trafią kiedyś do ośrodków, gdzie pracują ich matki.

Żeby było śmieszniej, dwa tysiące siedemset to stawka po dwudziestu latach pracy – ktoś, kto ma krótszy staż, zarabia dwa tysiące na rękę. Jeśli jesteś samotną matką, to się nie utrzymasz. Nawet tu. Zwłaszcza że prywatnie nie dorobisz kokosów – po pierwsze cennik jest inny niż w Warszawie, a po drugie nie ma takiego popytu, ludzie jednak wstydzą się iść z dzieckiem do psychologa.

Myślałam, że to się zmienia.

Nie. Tu są ludzie biedni, oglądają tylko TV PiS. Wszystko jest grzechem, musisz się wyspowiadać i będzie dobrze, po co ci psycholog albo psychiatra? Wymodlisz sobie zdrowie psychiczne!

Ile osób pracuje w waszym ośrodku?

Pięć psycholożek i dwie terapeutki środowiskowe, które z terapią środowiskową mają tyle wspólnego co ja z historią sztuki. Robią jakieś prace ręczne z pacjentami, takie rzeczy.

Jak wygląda praca w takim ośrodku?

To rodzaj poradni: dzwoni rodzic i mówi, że chce umówić dziecko. Mamy trzy wizyty diagnostyczne, patrzymy, co się z dzieckiem dzieje, a gdy zdiagnozujemy problem, piszemy plan terapii i jest konsylium.

Czyli zbieracie się i omawiacie pacjenta.

Proszę cię! W życiu nikt się tam nie zebrał. Po konsylium wchodzi terapia, czasem kończy się tylko na poradzie. Założenie jest takie, że w ośrodku pierwszego stopnia pracuje zespół psychologów i terapeutów i że trafiają do niego dzieci, które mają problemy w szkole albo w domu. Zanim odeśle się je do psychiatry albo do szpitala. Zamysł jest bardzo dobry. Zawsze marzyłam o takich miejscach, w których specjaliści szybko pomogą dziecku i zredukują kolejki do psychiatrów. Tylko że te ośrodki nie działają; na żadnym poziomie. Nie wiem nawet, od którego zacząć. Po pierwsze zatrudniono w nich osoby, które z pracą z dziećmi nie mają nic wspólnego – wcześniej pracowały głównie z dorosłymi. To tak, jakbyś otworzyła warsztat samochodowy i znalazła kogoś, kto kiedyś skończył zawodówkę, nigdy nie pracował jako mechanik, ale ma papier, więc go zatrudniasz. To oszustwo, i ono bardzo szybko wychodzi w kontakcie z pacjentami. Po drugie rozliczamy się za pomocą punktów. Musimy wyrobić czterysta dwanaście miesięcznie, jeden punkt za wizytę. Od razu mówię: nie ma szans.

Ile wyrabiacie?

Dużo mniej! Czasem mniej niż połowę, to nie idzie tak szybko. To mały rejon, nie ma aż tylu chętnych, część pojawia się raz, a potem nie wraca. Jeszcze inni się umawiają  i nie przychodzą. A część kończy terapię i odchodzi; nikt nie będzie trzymał dzieci tylko po to, żeby wyrobić punkty. No ale nikt nie chce stracić funduszy, więc zaczynają się przewały. Nie tylko u nas, w innych małych miastach też tak jest. Każdy ośrodek robi to po swojemu, na Facebooku powstała grupa, na której pracownicy wymieniają się informacjami: Jak rozliczacie to? A jak rozliczacie tamto? Okazuje się, że nie ma żadnych reguł, za to jest dezinformacja i ogólny chaos. Teraz powoli zaczyna się to układać, ale początki były straszne. Po trzecie założenie jest takie, że ośrodek współpracuje z innymi systemami, na przykład ze szkołą i z opieką społeczną.

Nie współpracujecie?

Ostatnio poszłam do dyrektorki szkoły, bo mam trudnego pacjenta z jej placówki, a ona na wejściu mówi: "Róbcie terapię, róbcie, co chcecie, od nas nie oczekujcie pomocy, my już swoje zrobiliśmy".

Czyli co?

Zadałam jej to samo pytanie. Okazało się, że miała na myśli jakieś godziny korekcyjne. Potem mówi, że ona ma jeszcze innych uczniów, nie tylko tego jednego. Pytam, ile ma dzieci z takimi problemami, a ona, że tylko to jedno. "No to w czym problem?" – pytam. "Wystarczy zmienić podejście do niego, pomóc mu odnaleźć się w grupie!" Nic z tego, mur. Najlepiej pozbyć się dzieciaka, wysłać na indywidualne nauczanie i nie mieć kłopotu. Niechęć do zmian jest tak wielka, że trudno uwierzyć, dopóki się jej nie doświadczy.

A jak wygląda współpraca z opieką społeczną?

Różnie. Zdarza się, że trafi się osoba, której zależy, i wtedy można coś załatwić. Niestety nie zawsze. Mam pacjenta z niepełnosprawnością intelektualną, szesnaście lat, chory na schizofrenię. Rodzice mówią mi o jego próbach samobójczych po czasie, żebym nie dzwoniła po karetkę, tak się wstydzą choroby syna. Zgłaszam to do opieki, bo rodzina jest pod jej pieczą. Mówię, żeby się tym zajęli, bo chłopak w końcu coś sobie zrobi, musi trafić do psychiatry, trzeba się nim zająć. A oni dzwonią do mnie dzień później i pytają, czy mam numer do jego ojca.

Nie wierzę.

Tak wygląda nasza współpraca. Prawie nikomu się nie chce! Jeśli ktoś zarabia dwa tysiące złotych, to wychodzi z założenia, że nie będzie sobie jakimiś dziećmi głowy zawracał. Dalej: mamy jednego terapeutę systemowego, który dojeżdża raz w tygodniu. A terapia systemowa jest kluczowa w leczeniu dzieci. Bo one żyją w trzech ważnych systemach: w rodzinie, szkole i grupie rówieśniczej. Wszystkie chętnie uczyłybyśmy się terapii systemowej rodzin, ale za co? [...]

'Stany ostre. Jak psychiatrzy leczą nasze dzieci' wyd. Słowne.'Stany ostre. Jak psychiatrzy leczą nasze dzieci' wyd. Słowne. 'Stany ostre. Jak psychiatrzy leczą nasze dzieci' wyd. Słowne.

Jakie dzieci najczęściej do was trafiają?

Głównie z depresją, myślami samobójczymi, po próbach. Dużo dzieci ma depresyjnych rodziców, a jak to może na nie działać? Czy taki rodzic będzie dostępny? Czy będzie się interesował emocjami dziecka? Raczej nie. Zdarzają się dzieci z ADHD, w spektrum autyzmu. Dużo mamy – wydaje się, że to teraz jakaś plaga – dzieci z zaburzeniami lękowymi, takich, że gdy zapytasz o imię, to płaczą i się trzęsą. Trafiają do nas też dzieci z niepełnosprawnością intelektualną. Ale najwięcej jest takich, które mają problemy w środowisku szkolnym albo domowym. Nie potrafią nawiązywać relacji, nie mają kolegów, nie mają przyjaciół, samotne są potwornie. Do tego przemoc w szkole. Ostatnio do mojej grupy trafił chłopiec, który powiedział, że koledzy w szkole znęcali się nad nim przez sześć lat. Bili, kopali, gryźli, pluli na niego. Sześć lat. Wyobrażasz sobie?

Jak to się skończyło?

Jego młodszy brat przyszedł do szkoły, poznał jakiegoś szkolnego bandziora i załatwili sprawę siłą. Teraz ten chłopiec, po tylu latach przemocy, ledwie potrafi sklecić zdanie, w ogóle nie umie prowadzić dialogu. To są tak dramatyczne historie, że aż się płakać chce, wiesz? I nie jest to tylko problem rodzin dysfunkcyjnych. Mnóstwo jest takich zwyczajnych, normalnych – jeślibyś spojrzała z zewnątrz, to nie ma się do czego przyczepić. Rodzice nie piją, nie biją, kochają dziecko. Ale gdy przyjrzysz się bliżej, widzisz, że jednego rodzica ciągle nie ma w domu, drugi jest, ale jakby nieobecny. Bo myśli, że jeśli dziecko niczego nie chce, to wszystko jest okej. I ten dzieciak siedzi samotny, nastrój mu się obniża coraz bardziej, no bo przecież trzeba mu poświęcać uwagę i czas. Często, gdy rodzice słyszą, że muszą pracować, żeby zmienić pewne rzeczy w zachowaniu dziecka, od razu jest koniec – wizyt, terapii, potrafią nagle powiedzieć, że już jest wszystko dobrze. A ja nawet jeszcze wywiadu nie skończyłam, nie mówiąc o rozpoczęciu jakiejś pracy! [...]

Deklaracja podatkowa, zdjęcie ilustracyjneUlga na dziecko 2022. Są zmiany ze szkodą dla rodziców

Ile dzieci odesłałaś do psychiatry przez ostatnie pół roku?

Może trójkę? Reszta go nie potrzebuje mimo trudnych zachowań. Niestety u nas wciąż się myśli, że kiedy dzieciak dostanie ataku złości, jest agresywny, to od razu do szpitala. Są takie szkoły, w których karetki wzywają i wiozą na oddział.

Pewien lekarz opowiadał mi, że kiedy nauczyciele nie są w stanie poradzić sobie z agresywnym dzieckiem, wzywają policję, policjant przykuwa dziecko do ławki i czeka, aż zabierze je karetka.

Mam takiego chłopca, który na pewno nie jest neurotypowy, ale jego mama nie ma pieniędzy na diagnozę, a na fundusz czeka się trzy lata. Przemocowy ojciec, dziecko nie radzi sobie z regulacją emocji. Więc reaguje agresją. Są znaki przepowiadające, wiadomo, kiedy należy go chłodzić, niestety oni podkręcają go jeszcze bardziej i wtedy już Święty Boże nie pomoże. Wzywają karetkę i do szpitala w Olsztynie! Tam mówią, że oni nie są od wychowywania dzieci i że go nie przyjmą. Mało tego: karetka go w Olsztynie zostawia i matka z tej biednej rodziny, z wiochy zabitej dechami, musi przyjechać i go odebrać. [...] 

Anna Sarnacka: psycholożka, pracuje w ośrodku środowiskowej pomocy psychologiczno-psychoterapeutycznej dla dzieci i młodzieży, a także na oddziale psychiatrycznym dla dorosłych w szpitalu w Kolnie. Współpracuje z Centrum Psychologicznym Homini w Warszawie. W ramach projektu unijnego pracuje środowiskowo z rodzinami wykluczonymi lub zagrożonymi wykluczeniem społecznym. Prowadzi praktykę prywatną w Kolnie.

Więcej o: