Edyta Pazura krytykuje polski system edukacji. "Tragedia zbliża się wielkimi krokami"

Edyta Pazura ostatnio podzieliła się z fanami refleksją dotyczącą funkcjonowania polskich szkół. 33-latka nie może pogodzić z narastającą frustracją dzieci, nauczycieli i rodziców. - Kolejni ministrowie, którzy nie widzą jak topi się góra lodowa i nadal zajmują się cnotami niewieścimi - twierdzi celebrytka.

Edyta Pazura i Cezary Pazura doczekali się trojga wspaniałych dzieci: najstarszą pociechą jest 12-letnia Amelka, trzy lata później przyszedł na świat Antoni, a ich mała siostrzyczka Rita ma trzy latka. Edyta znana jest z tego, że szczerze opowiada o macierzyństwie, nie upiększa rzeczywistości, ma do siebie, jako mamy wiele dystansu. Jej obserwatorzy uwielbiają jej bezpretensjonalność i szczerość. W efekcie na Instagramie obserwuje ją prawie 250 tys. osób.

Zobacz wideo Edyta Pazura opowiedziała o dziennym planerze. W ten sposób uczy dzieci odpowiedzialności

Edyta Pazura ocenia polską oświatę. "Jeden wielki bajzel"

Edyta Pazura ostatnio 33-latka zdradziła na InstaStories, że współczuje córce z powodu natłoku obowiązków. Przy okazji pokazała zdjęcie 12-letniej Amelki, która z przemęczenia, zasnęła w samochodzie. -  Ale jej współczuję. Te dzieciaki są serio tak przemęczone i obłożone nauką, że padają - wyznała Pazura. Tym razem 33-latka szczerze opowiedziała co myśli o polskim systemie oświaty.

Wczoraj padł Facebook i Instagram, a ja czekam aż padnie ten nasz system edukacji, w którym są sfrustrowane dzieci, sfrustrowani nauczyciele i jeszcze bardziej sfrustrowani rodzice.

- zaczęła Edyta Pazura na swoim profilu.

 

33-latka tłumaczy, że jeśli rząd nie wprowadzi konkretnych zmian, to kryzys polskiego szkolnictwa jest zwyczajnie nieunikniony. Uważa, że złe oceny dzieci powinny być sygnałem dla nauczyciela, że czas nadrobić materiał.

Tragedia zbliża się wielkimi krokami, brakuje już psychologów, a niektórzy rodzice, zamiast wspierać dziecko w ciężkich chwilach, na oceny poniżej 4 reagują histerią i wzywają nadzwyczajny, rodzinny szczyt G8, aby udzielić dziecku korepetycji. A prawda jest taka, że jeżeli pół klasy dostaje 1 to oznacza, że rolą nauczyciela jest nadrobić z dzieciakami materiał. Problem polega na tym, że nauczyciele mają związane ręce, bo muszą pędzić z materiałem szybciej niż Struś Pędziwiatr i Kojot w jednym. Z materiałem, który w dużej mierze mógłby być przerabiany w klasach profilowanych, a nie 4,5,6 czy 7 podstawówki. Kolejni ministrowie, którzy nie widzą jak topi się góra lodowa i nadal zajmują się cnotami niewieścimi, odbieraniem funduszy na telefon zaufania i innymi „pierdoletami"

- pisze gwiazda. 

Na koniec żona Cezarego Pazury przyznaje, sytuacja dotyczy tak naprawdę każdego i nikomu nie powinna być obojętna. Zastanawia się, co jeszcze musi się stać, aby w końcu coś się zmieniło:

Ciekawa jestem ile przed nami tragedii, aby w końcu ktoś się obudził. I żeby była jasność tutaj nie ma tych lepszych i gorszych. Tutaj nie ma tych, co są w lepszej sytuacji, czy w gorsze. To zamknięte koło: dziecko, rodzic, nauczyciele. Wszystkie te trzy podmioty są wierzchołkami trójkąta, w którego środku znajduje się jeden, wielki bajzel.

Pod zdjęciem pojawiła się dyskusja dotycząca sytuacji w polskich szkołach. Internauci podzielili się własnymi doświadczeniami. Większość z nich zgodziła się z Pazurą. 

Więcej o: