W RPA miały urodzić się dziesięcioraczki. Ojciec podejrzewa, że poród żony był mistyfikacją

Gosiame Thamara Sithole miała urodzić dziesięcioraczki i tym samym pobić światowy rekord największej liczby dzieci urodzonych podczas jednego porodu. Okazuje się jednak, że mąż do tej pory nie widział dzieci i zaczyna wątpić w autentyczność porodu.

Na początku czerwca zrobiło się głośno o obywatelce RPA, które miała urodzić dziesięcioro dzieci w szpitalu w Pretorii. Według medialnych doniesień Gosiame Thamara Sithole spodziewała się siedmiorga chłopców i trzech dziewczynek. Donoszeniem tak mnogiej ciąży miała ustanowić nowy rekord świata. Jak informuje "The Sun", jej mąż do tej pory nie widział dzieci z powodu ograniczeń wywołanych pandemią koronawirusa. Z czasem zaczął jednak podejrzewać, że ich narodziny były mistyfikacją.

Ojciec uważa, że poród żony był mistyfikacją

Jak pisze "New York Post", kobieta ukrywa przed mężczyzną miejsce swojego pobytu. Żaden szpital, ani państwowy, ani prywatny, nie potwierdził, aby Gosiame Thamara Sithole była jego pacjentką.

Narodziny dziesięcioraczków zainteresowały wiele osób. Obecnie, poza rozmową z partnerką, nie mamy żadnych dowodów. Sprawa pozostaje bardzo drażliwa i niepokojąca, szczególnie że miejsce pobytu Gosiame Sithole jest nieznane

- czytamy w oświadczeniu policji.

Zobacz wideo Klaudia Halejcio spędza czas z córeczką

Ciąże mnogie zawsze są ciążami wysokiego ryzyka, jedynym z zagrożeń jest poród przedwczesny (zdjęcie ilustracyjne)Sześcioraczki urodziły się w Krakowie. To pierwszy przypadek w Polsce, ale mnogich ciąż jest coraz więcej

Mąż kobiety Teboho Tsotetsi zwrócił się z prośbą do darczyńców, by przestali wysyłać żonie pieniądze. W wywiadzie udzielonym dla "Pretoria News" powiedział, że docenia wsparcie finansowe, które otrzymują od ludzi, jednak apeluje o wstrzymanie przelewów, nim członkowie społeczności nie zobaczą dzieci. Niepokojące jest również zamieszanie w kwestii szpitala, w którym miała rodzić 37-latka.

Szpital Mediclinic Medforum w Pretorii, w którym we wtorek 8 czerwca miała zostać przyjęta kobieta, w rozmowie z portalem "Sunday Times" zaznaczył, że nie świadczono w nim Gosiame opieki położniczej. Teboho przekazał portalowi "Pretoria News", że jego żona została przeniesiona do innej kliki, szpitala akademickiego Steve Biko, ale dyrektor szpitala dr Mathabo Mathebula stanowczo temu zaprzeczył.

Nie ma jej u nas. Nie wiemy też, co się wydarzyło. W sobotę po południu pojawiła się w szpitalu w towarzystwie ochrony i stwierdziła, że chce wejść na oddział dla noworodków, by zobaczyć swoje dzieci. Mówiła, że urodziła w prywatnym szpitalu, w którym powiedziano jej, że dzieci zostaną przekazane do naszej placówki

- twierdził.

Lokalni urzędnicy zaprzeczyli, aby wpłynęło do nich jakiekolwiek świadectwo narodzin z któregoś ze szpitali w prowincji Gutang. Żaden lekarz nie potwierdził też porodu i nikt nie opublikował zdjęć dzieci.

Do sprawy odniosła się Gosiame Thamara Sithole w rozmowie z południowoafrykańskim reporterem Pietem Rampedim. Przyznała, że była zszokowana oskarżeniami męża, a prawdziwym powodem, dla którego nie ujawniła miejsca pobytu jest postawa jego rodziny. Jak podaje "The Sun" kobieta zarzekała się, że bliscy Teboho chcieli wykorzystać ją i dzieci do osiągnięcia korzyści finansowych. Według reportera przyznała, że nigdy nie czuła się przez nich kochana i poprosiła, aby w dalszym ciągu nie ujawniał mediom miejsca, w którym się ukryła.

Najpopularniejsze imiona dla dzieci. Z rankingu zniknęło starogermańskie imię. Oznaczało pracowitą gospodynięNajpopularniejsze imiona dla dzieci. Z rankingu zniknęło starogermańskie imię. Oznaczało pracowitą gospodynię

Więcej o: