Mama w czasie pandemii: Muszę przetrwać dzień, doczołgać się w jednym kawałku do wieczora [LIST DO REDAKCJI]

Karolina ma dwoje dzieci w wieku przedszkolnym, które od początku pandemii siedzą z nią w domu. Taką decyzję podjęła wraz z ich ojcem. W liście do redakcji napisała nam o tym, jak ekstremalnie jest już zmęczona. Ze szczególnym apelem zwróciła się do wszystkich, którzy mają obok siebie takie mamy jak ona.

Zostawiłam dzieci w domu w połowie marca 2020 roku. Na tę decyzję wpłynęło kilka rzeczy: oczywiście koronawirus i planowany zabieg córki. Mała w każdą zimę ma nawracające anginy. Co roku i tak byliśmy przez to uziemieni w domu, a ona była faszerowana lekami. Z moim niemężem postanowiliśmy więc, że na razie odpuszczamy z przedszkolem. W efekcie, dziś jestem na etapie takiego zmęczenia, że nie chcę liczyć dokładnie, ile to już miesięcy, tygodni czy dni nie rozstaję się z dziećmi. Nie mam pojęcia, jak to przetrwałam. 

Mogły mnie spotkać gorsze rzeczy

Ostatnio na wizycie z dziećmi u okulisty pani doktor po krótkiej rozmowie popatrzyła na mnie, powiedziała, że też ma dzieci w tym samym wieku i stwierdziła: "Jest pani bardzo dzielna!". Napłynęły mi łzy do oczu, bo tak naprawdę nikt, łącznie z niemężem, moimi rodzicami czy teściową, do tej pory nie wykazał się przez te miesiące takim zrozumieniem. Ja wiem, że mogły mnie spotkać gorsze rzeczy. Ludzie chorują, umierają, tracą prace. I kiedy teraz tak o tym myślę, to może jestem niewdzięczną egoistką? Pewnie tak można mnie ocenić. Tylko każdy mierzy się z tym, co spotkał na swojej drodze i nie zgadzam się z notorycznie powtarzanym przez moją mamę oklepanym stwierdzeniami, że "inni też tak mają, nie ja pierwsza i nie ostatnia". Te słowa zawsze powodują u mnie nieposkromiony żal, bo co mnie obchodzą inni. Ja to ja. Tu i teraz. Tu i teraz odczuwam gigantyczne wypalenie i nie liczę, że ktoś mi pomoże. Liczę, że ktoś mnie zrozumie. Jestem głodna emocjonalnego wsparcia, przytulenia czy chwycenia za rękę. Zamiast tego od niemęża słyszę, że się nie uśmiecham, gdy wraca z pracy, że ciągle jestem zmęczona, niezadowolona. Tymczasem on po weekendzie z dziećmi, z nieskrywanym zadowoleniem idzie w poniedziałek odetchnąć w pracy.

Paulina i Théo. Na razie mieszkają w Paryżu, ale za jakiś czas wyprowadzą się na prowincję.Polska mama z Paryża: Pediatrzy radzą tu, żeby dziecko wypłakać, to będzie lepiej spało

Od czterech lat nie przespałam nocy

Od rodziców słyszę, że jak to możliwe, że zdarza mi się krzyknąć na dziecko. A moja córka, poza tym, że zupełnie mnie nie słucha, (nawet byliśmy u laryngologa, bo bałam się, że ma jakąś niezdiagnozowaną wcześniej wadę słuchu), jest bardzo trudna we współżyciu. Ma sześć lat i jest niezwykle głośna, apodyktyczna, zaborcza i chimeryczna. I co najtrudniejsze dla mnie - mówi non stop. Jak nie mówi, to znaczy, że albo coś je, albo śpi. W innym wypadku mówi bezustannie, mówi cokolwiek, byle mówić, byle wypełnić ciszę. A ja tęsknię za ciszą. Kocham córkę ponad życie, ma oczywiście masę zalet, ale to te jej wady są aktualnie najbardziej eksponowane na forum naszego M-3. Z synem, który ma cztery lata, o wiele łatwiej i przyjemniej się obcuje. Jest synusiem mamusi, za którego sprawą od czterech lat nie przespałam nocy. I chociaż zasypiam u siebie w łóżku, to budzę się rano skulona w nogach jego łóżka. Tak naprawdę ze wszystkim jestem sama, niemąż wychodzi do pracy o 9.00 i w najbardziej optymistycznej wersji wraca do domu o 19.00. Ok, prowadzi własną firmę i zapewnia nam całkiem dostatnią codzienność, więc się nie czepiam.

'Nie tęsknię za dziećmi. Nie mam okazji''Nie tęsknię za dziećmi. Nie mam okazji' Shutterstock/KieferPix

Nie tęsknię za dziećmi. Nie mam okazji

Nie wiem, co to znaczy zatęsknić za dziećmi. Nigdy tego nie czułam, nie rozumiem. W październiku 2019 roku, przed wybuchem pandemii, udało mi się wyrwać z koleżanką na weekend do Włoch. Dwa dni bez dzieci! Ona po pięciu godzinach zwiedzania miasta, między espresso a włoskimi lodami, zalała się łzami. Okazało się, że tęskni za dziećmi! Ja nie myślałam o moich w ogóle. Wiedziałam, że są pod dobrą opieką, mogłam odciąć się od myślenia o domu na dwa dni! Może nie tęsknię za dziećmi, bo nie mam do tego okazji? Już przed epidemią byłam zmęczona byciem mamą. Tak bardzo ograniczyłam swoje życie, zawęziłam je do tych dwóch osóbek, oddałam im całą siebie, że teraz są tego konsekwencje. Jakiś czas temu postanowiłam, że będzie po bożemu, że wrócę do pracy i tym samym wróci radość z macierzyństwa. I gdy już podjęłam decyzję o powrocie do życia zawodowego, pojawił się ten cholerny COVID-19. Postanowiłam poczekać i zobaczyć, co będzie. No i jest jak jest.    

Wiola mieszka w Korei już niemal cztery lata. Tu urodził się jej synek Sunwoo.Polska mama z Korei: Tu ciąża trwa dziesięć miesięcy

Moje dzieci nie siedzą przed telewizorem

Na samym początku oczywiście miałam mnóstwo zapału. Planowałam, że będziemy robić codziennie coś innego. Do tej pory na lodówce wisi smętnie plan zajęć przypisany na każdy dzień tygodnia. Przypomina mi tylko, jak bardzo już mi się nie chce. Miał być angielski, nauka czytania, literki, cyferki, ćwiczenia z książki przedszkolnej itp. Zostały literki, tego nie odpuszczamy. Teraz dzień wygląda tak, że w planie mam głównie go przetrwać, doczołgać się w jednym kawałku do wieczora. I chociaż z wielu rzeczy nie jestem zadowolona, np. że krzyczę, że zdarzy mi się soczyście przekląć (zadziwiające, jaką to przynosi ulgę), że uciekam przed dziećmi w obowiązki domowe i że czasami wolę wyszorować łazienkę, niż po raz piąty rozegrać partyjkę tej samej planszówki, z jednego jestem bardzo dumna. Moje dzieci nie siedzą przed telewizorem.

Jakbym stała się służącą własnych dzieci

Czasami rano myślę sobie, że dziś nie dam rady wstać, odpadam, że dziś to właśnie dzień, w którym się poddaję. Skończyła się energia, bateria padła. Walczę ze sobą i po chwili dociera do mnie, że cholera - nie mam wyboru. Myślę też, że to w dużej mierze moja wina, że ta poprzeczka, którą sobie zawiesiłam, jest zbyt wysoko. Ale nie potrafię odpuścić. Przecież dom musi błyszczeć, pranie musi być zrobione, w szafach porządek, a na stole codziennie inny, zdrowy obiad. Może gdybym odpuściła, wyluzowała, to trochę bym odetchnęła. Tak naprawdę od października zapomniałam o sobie, nie ma moich potrzeb, jakbym stała się służącą własnych dzieci. Nie mamą, nie kobietą, nie członkiem rodziny na równych prawach. W normalnej rzeczywistości mogłabym wyjść z przyjaciółkami w piątkowy wieczór i zwyczajnie zapomnieć, że jestem mamą. Teraz jedyną rozrywką, chwilą wytchnienia jest samotna wyprawa do marketu po jedzenie.  

Wiem, że nie jestem jedyna, że kobiet w mojej sytuacji jest więcej. I stąd ten list. Może macie takie obok siebie? Może trzeba je poklepać po plecach i powiedzieć, że są dzielne, że naprawdę dają radę. Może warto zrobić im herbaty i posłuchać o tym ekstremalnym zmęczeniu? Rozejrzyjcie się.

Karolina (nazwisko do wiadomości redakcji)

Zobacz wideo Czy lęk przed pająkami jest uzasadniony? Wyjaśniamy [PRACOWNIA BRONKA]
Więcej o: