Polska mama w Belgii: Rodziłam w katolickim szpitalu, gdzie za wszelką cenę stawiano na poród naturalny. Nie miałam wyboru

Sylwia Sieradzka mieszka w Belgii od szesnastego roku życia. To właśnie tutaj założyła rodzinę i spełnia się zawodowo. W rozmowie z eDziecko.pl opowiada, że życie w Belgii wygląda zupełnie inaczej niż w Polsce. - Belgijskie mamy dzielą obowiązki domowe po równo z partnerem i nie biorą na siebie wszystkiego. Dzielą się opieką nad dziećmi i nie dzwonią co pięć minut do domu, aby sprawdzić, czy tata poradził sobie z opieką nad własnym dzieckiem - przyznaje Sylwia.

Polki wychowują dziś swoje dzieci nie tylko w Polsce. Wiele z nich los rzucił do innych krajów. Tam założyły rodziny i prowadzą domy. O swoich doświadczeniach opowiadają w naszym cyklu "Matka Polka za granicą".

Magdalena Gryc, eDziecko.pl: Kiedy przeprowadziłaś się do Belgii, miałaś zaledwie szesnaście lat. Tutaj skończyłaś szkołę. Dlaczego przeprowadziłaś się właśnie tam?

Mój tata przez jakiś czas pracował w Holandii w mieście graniczącym z Belgią. Na początku dojeżdżał z Polski, ale kiedy dostał dobry kontrakt w pracy, razem z mamą zdecydowali, żebyśmy przenieśli się za granicę. Chcieli, żebyśmy byli wszyscy razem. Szef mojego taty pomógł nam dopełnić formalności i rodzice wynajęli mieszkanie w Belgii.

W jakim języku rozmawiacie w domu? Czy chcesz, aby twoje dzieci znały dwa języki?

Rozmawiamy po polsku, ale książeczki czytamy po niderlandzku. Dzieci oglądają bajki również w tym języku. Mój starszy syn jest dwujęzyczny, a córka na razie mówi wyłącznie po polsku. Myślę, że szybko się to zmieni, ponieważ niedawno zaczęła swoją przygodę z przedszkolem.

Jak Belgia radzi sobie z pandemią koronawirusa?

Podobnie jak inne kraje, czyli raz lepiej, a raz gorzej. Na ten moment Belgia zamknęła swoje granice, z czego w najbliższym czasie ma się tłumaczyć przed Komisją Europejską. Możemy wyjechać stąd tylko w nagłych przypadkach. W dalszym ciągu jest podtrzymany zakaz odwiedzin w domach, a na świeżym powietrzu możemy przebywać tylko w towarzystwie czterech osób przy zachowaniu odpowiedniej odległości. Ten kraj jest naprawdę ostrożny i długo poczekamy jeszcze na zniesienie obostrzeń. 

 

A jak w tej rzeczywistości wygląda samo bycie rodzicem? Czy można swobodnie iść z dzieckiem na plac zabaw lub zabrać je do kina?

Obecnie jest niewiele miejsc, do których możemy zabierać swoje dzieci. Jedyną atrakcją są teraz place zabaw i baseny. Niedawno zostało otwarte zoo, ale jest tam limit odwiedzających. Belgowie są przyzwyczajeni do częstego wychodzenia z rodzinami na wspólny obiad do restauracji, a także do sal zabaw, lecz te miejsca w dalszym ciągu są zamknięte. Każdy chce już powrotu do normalności. 

Jesteś szczęśliwą mamą dwójki dzieci, w Belgii urodziłaś swoje pociechy. Jak wygląda w tym kraju opieka medyczna dla ciężarnych?

Opieka medyczna jest na wysokim poziomie. Wielokrotnie spotkałam się z taką opinią wśród Polek, które rodziły zarówno w Belgii, jak i w Polsce. Każda sugeruje, że jedyną wadą jest to, że mamy tutaj zdecydowanie za mało wizyt u ginekologa. Nie wiem, z czego to wynika. Najpierw między 6. a 8. tygodniem ciąży umawiamy się do lekarza rodzinnego na potwierdzenie ciąży z krwi. Następnie wybieramy się na pierwszą wizytę do ginekologa, która jest między 8. a 10. tygodniem ciąży. Wtedy mamy też pierwsze badanie USG. W 12 tygodniu ciąży przeprowadzone zostają badania prenatalne, które nie są obowiązkowe, ale większość kobiet decyduje się na nie. Kiedy ja byłam w ciąży, kosztowało to wówczas 8 euro. Z kolei w 30. tygodniu ciąży umawiamy się na spotkanie z fizjoterapeutą, który opowiada nam o mięśniach dna miednicy, wiedza ta owocuje w praktyce. Następnie w 34. tygodniu spotykamy się z położną i układamy wówczas szczegółowy plan porodu. Nie mamy przydzielonej jednej położnej. Przez cały okres ciąży możemy konsultować się z wieloma. Każda służy radami i wsłuchuje się w potrzeby przyszłej mamy. Po porodzie większość Belgijek korzysta z kraamzorg. Polega to na tym, że przez pewien czas przyjeżdża do domu wykwalifikowana pomoc, która pomaga przy noworodku i starszych dzieciach. Świeżo upieczona mama ma wówczas czas, aby spokojnie dojść do siebie po porodzie. 

Polska mama z Austrii: Do porodu potrzebowałam jedynie własną szczoteczkę do zębówPolska mama z Austrii: Do porodu potrzebowałam jedynie własnej szczoteczki do zębów

Jak wspominasz poród? Czego się najbardziej bałaś? Co było największym zaskoczeniem?

Rodziłam w dwóch różnych szpitalach. Pierwsze dziecko urodziłam w szpitalu katolickim, gdzie za wszelką cenę stawiano na naturalny poród i nikt tak naprawdę nie starał się w jakikolwiek sposób mi pomóc czy doradzić, co zrobić, by bolało mniej lub było łatwiej. Później dowiedziałam się, że to jeden z nielicznych szpitali w Belgii ze złą renomą. Drugie dziecko urodziłam w szpitalu uniwersyteckim i każdą wizytę, a także poród, wspominam bardzo dobrze. Tak naprawdę to nie bałam się samego porodu, a tego, że będzie trwał w nieskończoność. Przy drugim porodzie zaskoczyło mnie to, jak mimo potwornego bólu może być miło. Położne przychodziły bardzo często, by sprawdzać, jak postępuje poród. Każda z pomysłem, jak mi ulżyć w bólu, każda z uśmiechem na ustach. Zdaję sobie sprawę z tego, że rodząca kobieta nie jest zbyt miła i chętna do współpracy, więc tym bardziej podziwiam te położne za ich spokój i zrozumienie.

Polskie porodówki niestety często pozostawiają wiele do życzenia, a przyszłe mamy coraz częściej decydują się na porody za granicą. Jak to wygląda w Belgii?

Wszystko zależy od tego, co napiszemy w planie porodu, na taką porodówkę zostaniemy przyjęte. Jeśli w trakcie porodu zmienimy zdanie co do samego sposobu czy pozycji rodzenia, to nie ma problemu, aby przenieść się do innej sali. To my mamy czuć się tam komfortowo, bo jesteśmy tutaj od momentu wejścia do szpitala do dwóch godzin po porodzie. Typowa belgijska porodówka to mała sala, gdzie jest łóżko, wanna do porodu, toaleta i wygodny fotel dla osoby, z którą rodzimy. Do porodu zabieramy jedynie niezbędne dokumenty, koszulę do rodzenia, jeśli chcemy mieć swoją, oraz ubrania dla siebie i dziecka. Całą resztę dostajemy w szpitalu. Osoba, która z nami rodzi, dostaje posiłek, a także nieograniczony dostęp do wody i kawy. Może też z nami zostać po porodzie na jedną noc lub do końca naszego pobytu.

Dość szybko wróciłaś po porodzie do pracy. Twoja córka od szóstego miesiąca życia chodziła do żłobka. Miałaś wątpliwości, gdy oddawałaś do żłobka kilkumiesięczne dziecko?

Biorąc pod uwagę belgijskie standardy, to Klara wcale nie tak wcześnie poszła do żłobka. Tutaj kobiety najczęściej wracają do pracy po trzech miesiącach od porodu. 

Wiem, że Klara chodziła też do onthaalmoeder (opiekunka, która zajmuje się maksymalnie ósemką dzieci). Co to za forma opieki nad dziećmi? W Polsce raczej nie jest to praktykowane.

Onthaalmoeder to taka niania, która zajmuje się dziećmi w swoim domu, gdzie ma wyznaczone miejsce dla dzieci do zabawy i do spania. Musi mieć ukończone specjalne szkolenie i jest bardzo często kontrolowana. Taka forma opieki jest częściej wybierana niż żłobki przez to, ile jest tam dzieci i ze względu na domową atmosferę. Z drugiej strony przez to, że onthaalmoeder jest tak popularna, to trzeba do niej zapisać swoje dziecko jeszcze w czasie ciąży. Inaczej mamy bardzo małą szansę na to, że znajdzie się miejsce dla naszego maluszka.

Ostatnio napisałaś na Instagramie, że cieszysz się, że twoja córka nie mieszka w Polsce. Co sprawiło, że tak powiedziałaś?

Do takich przemyśleń skłoniła mnie aktualna sytuacja w Polsce. Już nie chodzi mi o odbieranie praw kobietom, bo moja córka ma dopiero trzy lata i zanim będzie dorosłą kobietą, to wszystko może się zmienić. Chodzi mi o to, czego dzieci uczą się w szkołach. Mam wrażenie, że kościół w Polsce przejął już kontrolę nad wszystkim.

Alicja z mężem i synem.Polska mama z Turcji: Błagałam o cesarkę, drąc się na położną, że mnie nie słucha

Jakie jest w Belgii podejście do aborcji? Pisałaś, że tabletki "po", czyli antykoncepcja, jest dostępna w każdej aptece, tak jak w piekarni bułki i kosztuje zaledwie kilka euro.

Aborcja jest legalna do 12. tygodnia ciąży. Później wykonywana jest tylko wtedy, gdy ciąża zagraża zdrowiu lub życiu matki, ale też, gdy okaże się, że płód ma poważne wady genetyczne lub gdy jest na tyle chory, by nie przeżyć po narodzinach. Każda kobieta ma prawo wyboru i nikt nie wywiera na niej presji. Kiedy poszłam do lekarza rodzinnego na pobranie krwi, by potwierdzić ciążę, od razu zostałam poinformowana o tym, jakie mam możliwości. Kiedy zadzwonił do mnie już z wynikami badań, to najpierw zapytał mnie, czy ma mi pogratulować, czy rozważam może terminację ciąży. Tabletka "po" jest dostępna w aptece bez recepty i kosztuje zaledwie od 7 euro do 22 euro. Warto wspomnieć, że belgijskie mamy idą z córkami do ginekologa, gdy te tylko zaczną miesiączkować. Bardzo dużo 16-latek zażywa tabletki antykoncepcyjne.

Jak dużo swobody w podejmowaniu decyzji dajesz swoim dzieciom?

Mam wrażenie, że jest to bardzo skomplikowane. Moje dzieci, tak samo jak te belgijskie, mają jasno postawione zasady i granice, które nie naruszają ich potrzeb i uczuć. Dużo rozmawiam z nimi i tłumaczę im, dlaczego coś jest tak, a nie inaczej. Gdy syn ma problem, to szukamy rozwiązania, a jeśli ma gorszy dzień i nie chce iść do przedszkola, to może nie iść, ale musi mieć ku temu odpowiedni powód. Nie narzucam dzieciom mojego zdania i zawsze pytam, co myślą na dany temat.

Zaciekawił mnie twój wpis, w którym opisałaś sytuację krzywdzących stereotypów na przykładzie swojego synka, kiedy to nie przepuścił swojej koleżanki, również Polki, w bramie. Opowiedz nam o tym.

Dotychczas mój synek był jedynym Polakiem w swoim przedszkolu. Ostatnio dołączyła do placówki dziewczynka z Polski. Pewnego dnia w przedszkolu popsuła się brama. Dzieci musiały pojedynczo przechodzić przez nią. Synek przebiegł obok dziewczynki i wyminął ją. Zaraz później matka dziewczynki zareagowała na całą sytuację i stwierdziła, że Xavery powinien przepuścić jej córkę. Syn nie wiedział, o co chodzi i wrócił do zabawy. Matka Polka nie dała za wygraną i zwróciła się do mnie z pretensjami i zarzutem, że źle wychowałam syna. Uważam, że takie podejście jest bardzo krzywdzące dla dziewczynek. Dlaczego to kobiety mają stać i czekać, aż ktoś łaskawie je przepuści? Dlaczego muszą czekać na jakąkolwiek pomoc, skoro same sobie świetnie poradzą? Chciałabym, aby każdy rodzic wychowywał dzieci w ten sam sposób, niezależnie od płci. 

 

Dlaczego uważasz, że warto łamać takie stereotypy? Myślisz, że tylko w Polsce utarł się schemat, że każdy mężczyzna powinien być dżentelmenem i przepuszczać w drzwiach każdą kobietę? W Belgii tego nie ma?

Powinniśmy łamać stereotypy po to, aby nasze dzieci wyrosły na dobrych, zaradnych ludzi, którzy znają swoją wartość. Dziewczynki powinny robić dokładnie to samo, co chłopcy i na odwrót. Zamykanie ich w stereotypach przynosi fatalne skutki. Ile razy słyszymy, że mężczyzna nie potrafi włączyć pralki czy zająć się dzieckiem? Z kolei kobieta nie wierzy w siebie i do każdej najmniejszej sprawy potrzebuje mężczyzny. Do tego chłopcy dorastają w przeświadczeniu, że nie wolno im płakać i okazywać słabości. Nie powinniśmy wymagać od małego dziecka, aby był dżentelmenem. Trzeba dać mu wybór. 

Paulina i Théo. Na razie mieszkają w Paryżu, ale za jakiś czas wyprowadzą się na prowincję.Polska mama z Paryża: Pediatrzy radzą tu, żeby dziecko wypłakać, to będzie lepiej spało

Czy są jakieś rzeczy, których polskie mamy mogłyby się nauczyć od belgijskich mam?

Przede wszystkim luzu i partnerstwa w związku. Belgijskie mamy dzielą obowiązki domowe po równo z partnerem i nie biorą na siebie wszystkiego. Dzielą się opieką nad dziećmi i nie dzwonią co pięć minut do domu, aby sprawdzić, czy tata poradził sobie z opieką nad własnym dzieckiem.

Sylwia jest bardzo aktywna na Instagramie: sylwia_sieradzka. Opowiada tam o swoim życiu, rzeczywistości każdej matki, macierzyństwie, a także zdradza ciekawostki dotyczące Belgii.

 
 
 
Zobacz wideo Ćwiczenia dla dzieci na koordynację #zostańwdomu
Więcej o: