1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Polska mama z Turcji: Tu nie ma nacisku na porody naturalne, jeżeli kobieta chce cesarskie cięcie, ma cesarskie cięcie

Wiola mieszka w Beysehir, mieście w środkowej Turcji, od czterech lat. Razem z mężem Mustafą są rodzicami Melisy, która przyszła na świat półtora roku temu. "Nikt tu nigdy nie miał problemu z tym, że jestem obcokrajowcem, pomimo tego, że jestem w moim mieście jedyną osobą z Zachodu" - opowiada.

Ewa Rąbek, edziecko.pl: Jak to się stało, że zamieszkałaś w Turcji?

Wioleta Turgot: Przeprowadziłam się do Turcji prawie cztery lata temu. Wcześniej z moim ówczesnym narzeczonym, a obecnie mężem, byłam przeszło cztery lata w związku na odległość. Poznaliśmy się na juwenaliach mojej uczelni, studiował tam w ramach programu Erasmus. Na początku naszego związku zarówno ja, jak i on jeszcze studiowaliśmy, więc przeprowadzka nie wchodziła w grę. Z czasem takie latanie do siebie kilka razy w roku stało się uciążliwe. Ja skończyłam studia, mój mąż także, więc stwierdziliśmy, że czas podjąć jakieś kroki. Ze względu na sytuację rodzinną mój mąż nie mógł się wtedy przenieść do Polski, więc to ja zrezygnowałam w Polsce z pracy i przeprowadziłam się do Turcji.

Kinga stara się spędzać z dziećmi jak najwięcej czasu na świeżym powietrzu.Polska mama z Irlandii: Dla pracującego rodzica wakacje są tu absolutnym horrorem

Czym się zajmujesz na co dzień?

Pracuję jako freelancer copywriter dla klientów z Polski. To bardzo wygodne rozwiązanie, bo sama jestem swoim szefem, decyduję o tym, jakie współprace chcę podjąć, a jakie nie. Poza tym mam już kilkuletnie doświadczenie w zawodzie, ponieważ jeszcze w Polsce pracowałam na takim stanowisku. Poza pracą zajmuję się dzieckiem, kotem i domem, a także prowadzę bloga. Mój mąż pracuje jako kierownik oddziału jednej z tureckich firm kurierskich u nas w mieście.

Czy różnice kulturowe między Polską i Turcją nie była dla ciebie problemem? 

Mieszkam w konserwatywnym mieście, ale nie miałam problemu z zadomowieniem się, byłam tutaj już wcześniej, zanim się przeprowadziłam, więc miasto znałam. Różnice kulturowe też nie były szczególnym problemem. Do większości rzeczy przywykłam z czasem. Chociaż pamiętam, że początkowo sporo rzeczy budziło we mnie zdziwienie. W momencie, w którym się przeprowadziłam, moja teściowa była krótko po poważnej operacji. Do domu przychodziły dosłownie tłumy, żeby ją odwiedzić - bliska rodzina, dalsza, sąsiedzi, znajomi. Wtedy to było dla mnie nie do pomyślenia. Zamiast dać teściowej i rodzinie trochę odpocząć, to ludzie przewijali się przez mieszkanie od rana do wieczora przez kilka dni. To tutaj normalne, ale wtedy jeszcze tego nie wiedziałam.

Czy legendarna turecka gościnność wciąż istnieje? 

Na początku byłam pod wrażeniem tureckiej gościnności, życzliwości, chęci do pomocy i tego jak spokojnie toczy się tu życie. Zazwyczaj wszystko da się załatwić, nawet jak w urzędzie brakuje jakiegoś papierka. Herbaty tutaj można się napić wszędzie, od zwykłego sklepu, przez salon optyczny, kończąc na urzędzie miasta. Nikt tu nigdy nie miał problemu z tym, że jestem obcokrajowcem, pomimo tego, że jestem w moim mieście jedyną osobą z Zachodu. Większość osób, jak dowiaduje się, że nie jestem z Turcji, dziwi się, co robię akurat w tak małym mieście, jakim jest Beysehir. Nie zliczę ile razy zapytano mnie, jak podoba mi się miasto i Turcja.

'Nikt tu nigdy nie miał problemu, z tym że jestem obcokrajowcem, pomimo tego, że jestem w moim mieście jedyną osobą z Zachodu'.'Nikt tu nigdy nie miał problemu, z tym że jestem obcokrajowcem, pomimo tego, że jestem w moim mieście jedyną osobą z Zachodu'. archiwum prywatne

Czy twój mąż jest religijny? 

Religia nigdy nie była dla mnie problemem. Islam sam w sobie bardzo mnie ciekawi i sporo o nim czytam lub pytam męża, jeżeli czegoś nie rozumiem. Sama Muzułmanką nie jestem. Mój mąż przestrzega muzułmańskiego postu (Ramadan), w święta idzie do meczetu, ale nic więcej.

Rodziłaś w Turcji? 

Po tym, jak przekonałam się, jak funkcjonuje tutaj opieka zdrowotna, nie wyobrażałam sobie, że mogłabym rodzić w Polsce. Szpitale są nowoczesne, zarówno te prywatne, jak i publiczne, jest dobry sprzęt, łatwy dostęp do lekarzy, praktycznie brak kolejek. No i na wizytę można się zapisać za pośrednictwem aplikacji w telefonie. Łatwo, szybko i wygodnie.

Ciążę prowadzi lekarz, czy położna?

Ciążę prowadzi ginekolog i dodatkowo kobietą w ciąży opiekuje się pielęgniarka lub położna z przychodni zdrowia. Ja wybrałam prowadzenie ciąży i poród w szpitalu prywatnym. Głównie z uwagi na wygodę. W szpitalu prywatnym każda kobieta ma oddzielną salę. W moim szpitalu mogły być ze mną dwie osoby towarzyszące. W każdej sali są dodatkowe kanapy lub rozkładane łóżka, na których bliska osoba może spać. Ze mną przez cały czas był mąż. W szpitalu, w którym rodziłam, są możliwe porody rodzinne (z wyjątkiem cesarskiego cięcia), ale wiem, że sporo mężczyzn z tego rezygnuje. Mój mąż bardzo chciał być ze mną przez cały czas. Lekarz tak o nas zadbał, że kiedy podczas porodu pojawiły się komplikacje i musiałam mieć cesarskie cięcie, tak załatwił sprawę, że mąż mógł wejść na salę operacyjną razem ze mną. Mój ginekolog to złoty człowiek, pomiędzy wizytami mieliśmy ze sobą kontakt na WhatsAppie. Jeżeli miałam jakieś pytania lub wątpliwości, mogłam do niego pisać lub dzwonić o dowolnej porze.

'Mieszkam w konserwatywnym mieście, ale nie miałam problemu z zadomowieniem się, byłam tutaj już wcześniej, zanim się przeprowadziłam, więc miasto znałam'.'Mieszkam w konserwatywnym mieście, ale nie miałam problemu z zadomowieniem się, byłam tutaj już wcześniej, zanim się przeprowadziłam, więc miasto znałam'. archiwum prywatne

Czy ciężarne kobiety mają w Turcji jakąś taryfę ulgową?

Kobiety w ciąży raczej nie są tu jakoś wyjątkowo traktowane. Co prawda w ciąży nie poruszałam się komunikacją miejską, ale w sklepie raczej nikt mi nie ustępował miejsca w kolejce, tylko dlatego, że byłam w ciąży. Chociaż zdarzało się, że w urzędzie czy w szpitalu ktoś ustąpił mi miejsca, żebym mogła sobie usiąść. Bardzo pomocni okazali się ludzie na lotnisku w Turcji. Pomagali mi nawet przy ściąganiu czy zakładaniu butów podczas kontroli bezpieczeństwa, kiedy na początku nie czułam się najlepiej.

Jak się tu czujesz w roli mamy?

Z mojego doświadczenia mogę powiedzieć, że ciąża, a teraz macierzyństwo, są tutaj dla mnie bardzo łatwe. Nikt nie wtrąca mi się w wychowywanie dziecka, a poza tym mój mąż ma podobne podejście do wielu spraw, więc mnie bardzo wspiera. Wiem, że w Turcji panuje sporo przekonań i zabobonów, z resztą tak samo, jak w Polsce, np. że można "przeziębić piersi" i mleko będzie zimne, a dziecko będzie miało kolki. Ja na szczęście nie słyszałam żadnych "dobrych" rad, a jeżeli ktoś, gdzieś, coś napomknął, to jednym uchem wpuszczałam, drugim wypuszczałam. Nikt mi tu nigdy nie mówił o diecie matki karmiącej czy innych tego typu rzeczach.

Turczynki wolą rodzić naturalnie, czy przez cięcie cesarskie?

Nie kładzie się tu nacisku na porody naturalne, jeżeli kobieta chce cesarskie cięcie, ma cesarskie cięcie. Jednak żadna z kobiet z mojego najbliższego otoczenia tutaj nie chciała cesarki, tylko jedna znajoma musiała mieć cesarskie cięcie z uwagi na zagrożenie życia. W Turcji stosunkowo szybko wychodzi się do domu po porodzie. W przypadku porodu siłami natury, jeżeli wszystko jest ok, można iść do domu nawet po 12 godzinach, a po cesarskim cięciu po 24 godzinach. Po operacji zalecają chodzenie już po sześciu godzinach od cesarki. Ciekawostką jest jeszcze to, że w niektórych prywatnych szpitalach poród naturalny jest droższy niż cesarskie cięcie, chociaż są szpitale, np. ten, w którym ja rodziłam, że cena jest taka sama niezależnie od rodzaju porodu.

Agnieszka uwielbia morsować.Polska mama z Danii: Tu ciężarne jeżdżą do pracy na rowerach. I nikogo to nie dziwi

Panują tam jakieś zaskakujące zwyczaje związane z porodem i połogiem?

W Turcji panuje przekonanie, że kobieta w trakcie połogu nie powinna być sama i nie powinna wychodzić na zewnątrz ze względu na złe uroki, które ktoś mógłby rzucić na dziecko (po turecku nazar). I faktycznie wszystkie kobiety, które znam i które rodziły, tego przestrzegały. Dopiero po upływie 40 dni wychodziły z dzieckiem na spacer. Ja się do tego nie wtrącam i tak samo nikt nie miał problemu z tym, że na spacer wyszłam od razu, jak tylko poczułam się dobrze. Uszanowano też to, że nie chcę mieć na początku w domu żadnych odwiedzin.

W sieci można znaleźć informacje o tym, że kobiety jeszcze w szpitalu mają wizytę fryzjera, makijażystki, a do tego mają szykowną piżamę, pantofle i dodatki do włosów, a sala poporodowa jest bogato przyozdobiona. Do tego sesja zdjęciowa. To oczywiście ma miejsce, ale znowu nikt w mojej bliskiej rodzinie nie praktykował takich rzeczy. Tak samo w szpitalu w momencie, w którym rodziłam, prawie wszystkie sale były zajęte i tylko jedna z nich była ustrojona.

Mustafa trafił do Polski w ramach Erasmusa, studiował na tej uczelni co Wiola, tak się poznali.Mustafa trafił do Polski w ramach Erasmusa, studiował na tej uczelni co Wiola, tak się poznali. archiwum prywatne

Rzecz, która mi się w Turcji bardzo podoba to brak oceniania. Tu nie ma znaczenia, czy kobieta rodziła naturalnie, czy przez cesarskie cięcie, czy karmi piersią, czy mlekiem modyfikowanym. To decyzja kobiety i nikt się w to nie wtrąca. Z drugiej strony kładzie się tu duży nacisk na karmienie piersią przynajmniej sześć miesięcy, a najlepiej do drugiego roku życia dziecka. Zarówno w szpitalu, jak i w przychodni są plakaty i ulotki informujące o zaletach karmienia piersią. Turcy uwielbiają dzieci. Do tego stopnia, że dzięki mojej córce podczas ostatniej wizyty w urzędzie migracyjnym weszłam bez kolejki załatwić sprawę. Ba, zawołali specjalnie innego pracownika, który nas wziął do swojego biura i obsłużył niezależnie od innych pracowników.

Czy porody rodzinne są w Turcji popularne?

Nie są standardem. Nawet lekarze specjalnie nie zachęcają do porodów rodzinnych. Nie jest to zabronione, ale kulturowo nie wygląda to tak, jak w Polsce, jednak nikt nie ma z tym problemu. Mój mąż bardzo chciał być przy narodzinach Melisy i był od początku do końca. Moja szwagierka rodziła w szpitalu publicznym, a tam obowiązywał zakaz wejścia mężczyzn na salę porodową. Było tak dlatego, że żeby wejść na salę, w której się rodziło, trzeba było przejść przez salę, w której były inne rodzące lub kobiety z problemami ginekologicznymi. W miejscu, w którym mieszkam, sporo kobiet nosi chusty, zasłania ciało, a na takiej sali kobiety nie zawsze chcą taką chustę zakładać, więc inni mężczyźni nie powinni ich oglądać. Kiedy dziecko się urodzi, pielęgniarka pokazuje maleństwo tacie na korytarzu. To może wydawać się szokujące dla Polaków, ale tutaj dla każdego to normalne, nikt się nie bulwersuje, dla mnie też jest to już całkiem normalne.

Czy jest w Turcji i Turkach coś, co wciąż bardzo cię denerwuje, do czego nie możesz przywyknąć?

Ciągle jest mi trudno przywyknąć do tureckiego spóźnialstwa, które momentami można liczyć w godzinach. Dla nich to normalne, nikt się tym nie przejmuje. Mnie, jako osobie, która woli być na miejscu 30 minut wcześniej niż dwie minuty za późno, trudno się przestawić, chociaż bardzo się staram. Denerwuje mnie też to, że ludzie bagatelizują konieczność wożenia dzieci w fotelikach samochodowych. Wożą je na kolanach niezależnie od pokonywanej odległości i wieku dzieci. Gdy obserwuję samochody na ulicach, w których jeżdżą dzieci, to naprawdę niewiele jest w foteliki wyposażonych. To też wina policjantów, którzy w ogóle nie zwracają na to uwagi.

Zobacz wideo Wszystko o pająkach [PRACOWNIA BRONKA]